Poprzednie częścidzień kaktusa

Dzień za dniem

Plakat zajmował pół drzwi wejściowych do przychodni. Przedstawiał czarne płuca, jakiegoś gościa pod respiratorami i logo Centrum Onkologii w Warszawie.

Oczywiście napis o śmiertelnym nałogu natychmiast skłonił mnie do zapalenia marlboro i tak uroczo poszedł już trzeci, zanim doszła do mnie kolejka.

Nad drzwiami czerwona tabliczka: Przyszpitalna przychodnia chorób gruźlicy i płuc.

Nie miałem ochoty siedzieć w poczekalni, gdzie rozmowy kręciły wokół niuansów medycznego ratowania głupich palaczy, resekcji płatów płucnych, chemioterapii i oceny poszczególnych lekarzy.

Było mi obojętne kto mnie przyjmie, bo czytać jeszcze umiem, a epikryza ze szpitala w H. nie pozostawiała wątpliwości. Rak IV stopnia z przerzutami na oba płuca. Nieoperacyjny, nieleczalny, dodupny i ogólnie wysyłający na tamten świat jednostki nieprzystosowane, które nigdy nie prowadziły zdrowego trybu życia, paliły, piły, nie żarły kiełków i jakiś zielenin, a seks był tylko wysiłkiem prokreacyjnym.

Żaden z tych punktów mnie nie dotyczył.

Wylądowałem w tamtym szpitalu bo nagle straciłem oddech, a potworny ból w boku nie pozwalał na zaczerpnięcie powietrza.

Siostra wepchnęła mnie na siłę do tego lekarza w K., ale wiedziałem, że przegląda już kolumbaria i dowiaduje się o wysokość zasiłku.

Medyk siedział nad plikiem dokumentacji i gorliwie oglądał ściany gabinetu.

- Panie Piotrze, sam pan wie, że wyniki badań nie są optymistyczne. Zarówno tomografii i jak i Rentgena. Mimo wszystko chciałbym pana położyć na oddział. W końcu jesteśmy w specjalistycznym szpitalu i dobrze byłoby powtórzyć badania...

- Po co? - Wzruszyłem ramionami- Przecież nie szewc oceniał poprzednie.

- No niby tak – Westchnął, dalej nie patrząc na mnie. – Ale błędy zawsze się mogą zdarzyć.

- Nie sądzi pan, że szkoda tygodnia z tych paru, które mi jeszcze zostały?

- Mimo wszystko niech się pan zgodzi. Siostra prosiła...

Upierdliwe dziewczę.

- No dobra. - Podniosłem się z krzesła. Szkoda naszego czasu. - Zatrzymałem się z ręką na klamce. - Panie doktorze...

- Tak?

- Jak się umiera na takiego raka?

 

To był straszny tydzień. Napatrzyłem się na rany sięgające od obojczyka do dolnych żeber, ściągnięte bólem twarze, a sam musiałem łyknąć rurę do bronchoskopii, spróbowano mi zrobić gastroskopię (nie dało się) po raz kolejny mnie prześwietlono, podłączono pod tomograf i szpikowano garściami leków. Białe fartuchy bycicho radziły nad moim łóżkiem, przeglądając badania, aż zdecydowano się mnie wypuścić ze skierowaniem na PET, który miał ostatecznie potwierdzić diagnozę.

I słusznie. Po co komuś blokować łóżko.

 

Dziwki świetnie oszukują. Photoshop robi z nic bóstwa, nogi jak u żaby stają się nagle nogami Meryl Streep reklamującej rajstopy Gatta, włosy opadają uroczo do pół pleców, a wiek dwadzieścia cztery lata wywołuje dreszcz podniecenia nawet u wykastrowanych. Dojeżdżasz i okazuje się, że cyfry w wieku przestawiono, dziewoja zaciąga z ruska, ma metr pięćdziesiąt w tych swoich szpilach, a przeszczepy dolne przypominają dopiero zaleczone zrzeszotnienie kości.

No, ale jak już przyjechałeś... zawsze to żywe i ciepłe, choć widać zmęczenie dwudziestym klientem, który rozwałkował ją jak ciasto na pierogi.

Ciekawe dlaczego zawsze chronią usta. Nie pocałujesz takiej, choć ssa jak najlepsza pompa głębinowa Boscha. Jakaś resztka godności, choć dzięki temu seks z nią przypomina wyrzynanie Puszczy Kampinoskiej, a nie miłość.

W Niemczech jest lepiej. Towar przynajmniej wyeksponowany w pełnej krasie w panoramicznym oknie, obok bankomat i wrażenia estetyczne są w zgodzie z oczekiwaniami.

Tu nadziewasz się jak ropucha na słomkę i gdyby nie temperatura ciała efekt byłby podobny do grzmocenia dziury w płocie.

Szminki choć mają dobre. Myślałem, że będę musiał użyć pumeksu, bo chyba przejechała się farbą olejną i będzie bolesne obrzezanie.

W każdym razie dzień zaliczyłem, choć przyjemności mniej.

 

Dziś poszedłem na Skałkę Geologów. To pozostałości w centrum miasta po starych kamieniołomach. Stałem nad trzydziestometrową przepaścią, spod nóg usuwały się drobne kamyki, a ja... się bałem. To tylko chwila przecież. A tak będę się dusił, respirator będzię mruczał na najwyższych obrotach, aż powie: Sorry stary, nie dam już rady, dzięki za współpracę. Później zbiegnie się personel, będzie reanimował, a ja z wytrzeszczonymi oczami nie złapię już oddechu.

To trochę potrwa, a tu chwila. A jednak bałem się. Kilkakrotnie rozkładałem ręce jak ptak, chwiałem się na skraju i nic. Nie dałem rady.

Odwróciłem się i wróciłem do siostry.

 

Nie chciałem zawiadamiać ani żony, ani dzieci. Nie chcę, aby mnie widzieli na łóżku w ostatnich chwilach. Może byłem świnią, ale zdrową i niech tak zostanie w ich pamięci.

 

Dom Dziecka to straszne miejsce. Pierwszy raz tam byłem, po korytarzu snuły się bez celu grupy wyrostków, miałem wrażenie że niektórzy na haju, a niektórzy wypici. Obecność wychowawcy siedzącego w holu nic tu nie zmieniała. Latały chuje i kurwy. Niektóre dzieci siedziały same na krzesłach, ryczał telewizor, a pieniądze płynęły w kieszenie wałęsających się band. Pewnie jakieś haracze.

Od razu zwróciłem uwagę na dziewczynkę około dwunastu lat skuloną w fotelu. Zielona sukienka z włóczki, tego samego koloru rajtuzy naciągnięte na patykowate nogi i zadeptane trepki. Miała piękne oczy w tym samym kolorze, rzęsy, które mogą pozazdrościć jej cipy klejące sztuczne druty wystające za oczodół. Twarz piegowata i płomiennie rude włosy. Usiadłem i przyglądałem się się jej z podziwem. Stary wyga ze mnie i wiedziałem co może wyrosnąć z tego brzydkiego kaczątka.

Podszedł do niej jeden z tych wałęsających się gówniarzy.

- Dawaj kieszonkowe.

Dziewczyna spojrzała na niego z pogardą i rzuciła garść banknotów na stół.

- Bierz i się odpierdol.

Zaśmiał się chropowato.

-I tak przyjdę dziś do ciebie.

- Spierdalaj.

Wstałem.

- Mogę się do ciebie przysiąść? Zapytałem.

- A co chcesz zgredzie?

- Pogadać.

Wzruszyła ramionami bez słowa.

- Dlaczego dałaś mu pieniądze?

- A co miałam zrobić? Ćwok trzęsie całym bidulem. Mnie gwałci od roku. Przyzwyczaiłam się.

- Poczekaj. - Zerwałem się gwałtownie z fotela.

Kierowniczka akurat była dostępna, choć niechętnie mnie przyjęła. Starałem się być maksymalnie opanowany.

- Pani wybaczy, że zajmuję czas. Nie przyszedłem oceniać tego miejsca, ale mam sprawę. Chodzi o jedną z podopiecznych. Taką rudą, piegowatą...

Przyjrzała mi się podejrzliwie.

- Może pan jaki pedofil?

Odetchnąłem głęboko kilka razy. Najchętniej wsadziłbym jej największy rozmiar chińskiego penisa w te wąskie wardzele.

- Chcę, aby była przeniesiona do innego ośrodka. Lepszego. Ja zapłacę.

Przyglądała mi się ciągle podejrzliwie.

- No jest ośrodek w Podgorzycach o dużo wyższym standardzie, częściowo refundowany przez państwo, ale trzeba dopłacać dwa tysiące co miesiąc.

- Dobrze, niech mi pani da odpowiednie papiery do podpisu.

-Musi pan założyć u notariusza fundusz powierniczy.

_Zrobię to jeszcze dzisiaj i otrzyma pani dokumenty przez gońca. Ze swojej strony proszę przygotować wszystko do jej przenosin. Jeszcze dzisiaj.

Wyszedłem. Dziewczyna siedziała w niezmienionej pozycji.

- Dziś zmienisz ośrodek na lepszy. Załatwione.

Przyjrzała mi się spod tych rzęs.

- O co chodzi staruszku? Chcesz dupy za przysługę?

Machnąłem ręką i wyszedłem.

 

U notariusza ustanowiłem ten fundusz powierniczy. Miałem odłożone na dom, ale po co mi teraz dom? Samochód też sprzedałem za połowę wartości.

 

Następna dziwka była bardziej warta swojej ceny. Kazałem jej tylko zdjąć te ohydne szpile i pas z podwiązkami. Nawet wyglądała dziewczęco i normalnie. I nie miała na szczęście dostępu do czerwonej farby olejnej.

 

Dziś byłem na badaniu PET. Musiałem łyknąć jakieś świństwo izotopowe i leżeć nieruchomo. Po cholerę mi to wszystko? Robię to tylko dla siostry. Kobiety to niezgłębiona kopalnia wiary i miłości.

W życiu nie byłbym choć w części tak empatyczny.

Wynik za tydzień.

 

Nie pamiętam tego tygodnia. Kupiłem transporter wódy i piłem na umór. Siostra płakała, groziła, błagała, ale miałem to w dupie.

 

Trzęsącymi rękami próbowałem się ogolić. Wyszła świnia zarzynana przez niewprawnego rzeźnika. Założyłem czyste rzeczy i do przychodni.

Ten sam plakat na drzwiach i trzy chesterfieldy w ramach promocji zdrowia.

Siostra właśnie wyszła z gabinetu, stała na korytarzu i płakała. No ileż można?

- Można? - zapytałem, uchylając drzwi.

- A tak, proszę, proszę.

- I co? - powiedziałem nieco zbyt agresywnie.

Lekarz wiercił się na krześle.

- Jakby to panu powiedzieć panie Piotrze... wysłaliśmy list gratulacyjny do diagnosty ze szpitala w H. Za odwagę w formułowaniu epikryzy. Ma pan istotnie zaciemnienia, ale to zrosty po przebytym zapaleniu płuc. Ten ból i niemożność oddychania to była woda w przestrzeni międzyżebrowej, czyli...

- Czyli co?

- Wiemy co panu jest. Może pan umrze na marskość wątroby, ale na pewno nie na płuca. PET nie znalazł żadnych komórek nowotworowych.

Wstałem i bez słowa wyszedłem.

- Kurwa, kurwa, kurwa.

- Panie, mityguj się pan. Tu ludzie są.

- Spadaj dziadu. Kurwa, kurwa, kurwa.

Wyszedłem z przychodni.

- Kurwa, kurwa, kur...

Nie usłyszałem pisku opon i zgrzytu hamulca w tirze.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (33)

  • Cicho_sza 2 tygodnie temu
    Dobre opowiadanie z zaskakującym zakończeniem :) To się nazywa wpaść z deszczu pod rynnę xD
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Trzeba się urodzić jak ja - 13, piątek i o 13.15.:)
  • Cicho_sza 2 tygodnie temu
    pansowa no tak, to zdecydowanie znamienitą data. Ja za to mam w dacie same szóstki i ósemki 😂
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Cicho_sza I jak tu nie kurwować?
  • satyrekrol 2 tygodnie temu
    Ten tekst jest bardzo przyzwoity i bardzo dobrze się go czyta. On jest jak gdyby dyskusją z moimi tekstami, ale to nie ma sensu, bo ja nie przedstawiam poglądów swoich, tylko przerysowuję rzeczywistość. Poza satyrycznie — trzeba powiedzieć, tak mi się wydaje z rozmyślań wieloletnich, że jesteśmy uwarunkowani genetycznie na pewne sprawy, np. raka właśnie, i nic nie dadzą ćwiczenia i inne rzeczy. Ciało to jest fabryka chemiczna i różne rzeczy tam mogą się zdarzyć, pomimo bardzo racjonalnych np. starań z naszej strony.
  • satyrekrol 2 tygodnie temu
    Jeszcze - co do środkowej części, to jest tam ten wszechobecny język nieładny, tak typowy dla literatury czasów naszych, no i zakończenie - pomimo starań - chyba tir zakończył sprawę, tak? Życie niestety nie jest racjonalnym miejscem. Ale, mimo tego języka tekturowego części środkowej, jest to jeden z lepszych tekstów prozatorskich tu prezentowanych w ostatnim czasie.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Dzięki.
    Kto zna moją prozę ten wie, że to mój styl.
  • Noico 2 tygodnie temu
    Byłem na tej Skałce chyba trzy albo cztery lata temu, oglądałem też amfiteatr, do którego pis przeniósł festiwal z Opola i zwiedzałem jaskinię Na Kadzielni. Piękne widoki. Pierwszy raz byłem tam ze szkołą wieki temu, a teraz po raz drugi.
  • Noico 2 tygodnie temu
    A tam autentycznie w 2019 roku spadł czternastolatek.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Noico Mnie w tym wieku ściągała stamtąd straż
  • Noico 2 tygodnie temu
    pansowa ale to jest też skałka wspinaczkowa.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Noico Poszedłem na wagary i utknąłem w połowie.
    Obok jest moja podstawówka.
  • Noico 2 tygodnie temu
    Utknąłeś w kominie? To on jest dostępny?
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Noico Kiedyś był. I było piękne, szmaragdowe jezioro.
  • Noico 2 tygodnie temu
    pansowa teraz to została chyba jakaś niewielka wysychająca sadzawka jak pamiętam.
  • Noico 2 tygodnie temu
    Zerknąłem na archiwalne fotki, tam chyba pozostało takie szmaragdowe mini jezioro od tej strony jak stoją bloki, albo to są jego pozostałości, bo nie pamięta jak wyglądało ono w czasach, jak byliśmy na wycieczce z klasą. Wtedy się za dziewczynami rozglądało, a nie na widoki.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Noico kałuża
  • Noico 2 tygodnie temu
    Ach, chyba coś skrobnę na ten temat. Mile wspominam pobyt w Kadzielni, piękne miejsce, dobrze że to zachowano. To chyba jedyny taki rezerwat geologiczno - przyrodniczy w samym centrum miasta.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Noico jezioro zajmowało całą nieckę i kąpaliśmy się tam mimo surowego zakazu, a skałka była ogólnie dostępna.
    Podobnie jak amfiteatr.
    Mam o tym fragment we Fleszu.
    Wtedy było rzeczywiście pięknie.
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Pansowa↔Mnie się tekst podobał. Nie od rzeczy, tylko do rzeczy. Taki po prostu.
    Ludzki bardzo↔zdaniem mym:)↔Pozdrawiam:)↔%
    P.S↔I jak zwykle→nie za dużo i nie za mało. W sam raz:)
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Lubię oszczędność.
    Zamiast rozwodzić się pół strony o strachu, należy sprawić, aby czytelnik poczuł ten strach.
  • Akwadar 2 tygodnie temu
    Mialem znajomego, u którego też wykryto "raka", przechulał majątek w kwartał, poźniej dekadę stawał na nogi. No i git tekścior.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    No i weź tu wierz lekarzom.
    Ich akurat nie zweryfikujesz, bo nie masz wiedzy.
    Peel na nogi staje do dzisiaj (chyba że nie może ustać:))
    Gdyby nie upór siostry, zapewne już by nie żył.
  • Trzy Cztery 2 tygodnie temu
    Dobrze pokazałeś huśtawkę nastrojów, szarpaninę, chwytanie się brzytwy. Czytałam w emocjach, a więc - OK.
    Lecisz szybko. Małymi scenkami ogarniasz wielkie tematy.
    I wiesz, że rudzielcom ładnie w zielonym.

    (Trochę do korekty też się znajdzie, jakbyś się nudził, daj na początek Puszcza Kampinoska zamiast KampinoWska i na haju zamiast na chaju).
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Poprawimy. Podziękował uprzejmie.
    Grunt, że bez upadku ta ocena :)
  • Trzy Cztery 2 tygodnie temu
    pansowa, "grunt bez upadku" - fajnie to brzmi:)
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Trzy Cztery Nawet nie wiesz jak zabawnie w kontekście tutejszych geniuszy :)))
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Od połowy tekstu rosło podejrzenie happy endu :)
    Śmierć. Dobrze bohater się z nią zmierzył. Tzn. zgodnie z moim podejściem.
    Pozdrawiam, Mirku :)
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Zmierzył się z jedną to zaliczył drugą.
    Taki to happy end (:
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Z drugą nie miał czasu by mentalnie się zmierzyć. A to wielka różnica.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Wrotycz no fakt.
  • Tjeri 2 tygodnie temu
    Mógł się jeszcze przed tirem HIVem albo inną kiłą zarazić, byłby pełny pakiet. To go ominęło, czyli w sumie miał szczęście. A i poużywał "przed". Nie każdy może, giną ludzie marnie, bez ostrzeżenia po nieciekawym życiu. Bohater miał szansę ocenić co jest dla niego ważne i że tak powiem "nachapać" się na zapas.
    Bardzo dobrze się czytało.
  • pansowa 2 tygodnie temu
    Słabo się reaguje na chapanie w podobnych okolicznoćciach choć się robi co się da .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania