Pokaż listęUkryj listę

Echo Systemu: Rozdział Czwarty: Wersja 0.0.1

Otwieram oczy – Co do cholery się właśnie stało? – głowa buzuje z bólu, oblewa mnie pot i mam dreszcze. Zerkam na zegarek i widzę, że minęło raptem 30 minut. – Czyli byłem nieprzytomny tylko pół godziny – choć nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co się dokładnie stało. Czuję się tak, jakby ktoś mi wymazał z pamięci ostatnie półtorej godziny, przez głowę przewija mi się jedynie obraz aktualizacji i paska postępu. – Dlaczego to się teraz stało – mówię na głos sam do siebie.

Podejrzewam, gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, pomyślałby, że postradałem myśli... Siedzę na podłodze skulony, starający sobie przypomnieć, co robiłem. Mam ochotę z kimś o tym porozmawiać, ale pewnie uznają mnie za świra. – Widzisz, przyjacielu, szkoda, że ty nie umiesz mówić, może byś mi powiedział, co się dzieje... – mówię cicho pod nosem.

Powoli wstaję i spoglądam na ekran monitora i co widzę, w przeglądarce sprawdzałem informacje na temat wszczepów neuronowych. Wyłączam przeglądarkę i myślę – Wystarczy tych emocji na dziś.

Zastanawiam się, czy jutro z kimś o tym nie porozmawiać. Chociaż sam nie wiem, czy mi się to wszystko śni, czy może ja zwariowałem, a może jest to jakaś zasrana symulacja... Muszę to jutro sprawdzić!

Spoglądam na zegarek i widzę, że jest już godzina na spacer z psem! – Chodź, przyjacielu, idziemy na spacer. – Po powrocie na pewno muszę przygotować coś do jedzenia albo zamówić. – Wiem, jutro spróbuję zarejestrować się do lekarza, może mam jakiś brak witamin! – myślę głośno. Biorę telefon i ustawiam budzik na wczesną godzinę z opisem:

PAMIĘTAJ O REJESTRACJI I BADANIU KRWI!

Ubieram buty, biorę smycz i wychodzimy na spacer. Nocą osiedle i park wyglądają normalnie, za normalnie. Chociaż wydaje się, że jest już późna godzina, to w parku jest jeszcze parę osób. To ktoś wyprowadza psa, tam spaceruje sobie para zakochanych, a tam ktoś inny biega lub ćwiczy. To ostatnie przykuwa moją uwagę – Może ja potrzebuję więcej ruchu, więcej tlenu, a nie wieczne siedzenie w domu przed telewizorem lub komputerem? – Tak, to ostatnie to moje główne zajęcie, bardzo lubię grać w gry... A właściwie pomagają mi one w walce z depresją, a właściwie tak mi się wydaje.

W parku puszczam psa luzem, a sam siadam na najbliższej ławce, odruchowo wyciągam telefon z kieszeni i sprawdzam, czy nie mam jakichś wiadomości. Widzę, że dostałem powiadomienie z apteki o nowej partii leków, którą mogę odebrać.

– Tak, to jest może właśnie to! – krzyczę sam do siebie. Może to właśnie przez leki mam halucynacje i widzę dziwne rzeczy! – Jutro muszę to prowadzić! – mruczę pod nosem. Wracam do skrolowania jakichś postów na Instagramie. W pewnym momencie słyszę głos... – Witaj, Marku! – wstaję szybciej do pionu niż prędkość światła i sam nie wiem, czy to wizja, czy naprawdę ktoś do mnie mówi, ale widzę, że przede mną stoi mój znajomy Andrii, który wynajmuje mieszkanie obok.

Andrii pochodzi z Ukrainy, ale mieszka w Polsce już prawie 4 lata, a kumplujemy się od jakichś 3 lat. Pracuje w jakiejś firmie IT, choć nie pamiętam nazwy... Tak ciężko z pamięcią u mnie.

Odpowiadam – Cześć, Andrii, co tam u ciebie? – odpowiadam, chociaż totalnie mnie to nie interesuje w tym momencie. – U mnie wszystko dobrze, bardziej się martwię o ciebie. Nie wyglądasz za dobrze – odpowiada ze swoim ukraińskim akcentem. – U mnie? Hmm, chyba dobrze, jutro muszę odebrać nową partię leków. Staram się pracować nad sobą – odpowiadam w skrócie, bo nie chcę go zalewać moimi problemami, a zwłaszcza moimi:

WIZJAMI

Myślę, że mogę to teraz tak nazwać. O pracy nie mam mu wiele do powiedzenia, bo do niej nie chodzę. A każdy mój dzień wygląda tak samo od tygodnia. Jedyna zmiana to te halucynacje... – Może wpadniesz jutro wieczorem do mnie na kawę? Pogadamy jak za dawnych lat – proponuje Andrii.

Usłyszawszy propozycję Andriego, myślę, że to może być dobry pomysł, potrzebuję zmian i kogoś, do kogo mogę się otworzyć, a tą osobą był zawsze Andrii. – Pewnie! Napisz mi tylko, o której godzinie, bo wiesz, ja jestem dostępny cały dzień! – To jesteśmy w kontakcie.

Podajemy sobie ręce na pożegnanie i Andrii odchodzi w stronę bloku. Rozglądam się i widzę, że pies jeszcze nie zrobił swojej potrzeby, bo chodzi i obwąchuje każdy kawałek parku – najwidoczniej nie znalazł jeszcze swojego miejsca.

Zanurzam się ponownie w telefon, tym razem przeglądam restauracje, które dowożą jedzenie... Ponieważ odechciało mi się gotować, a i tak pewnie nie ma nic w lodówce poza masłem, starym pomidorem i kawałkiem ogórka.

Siedząc na ławce, w jednym momencie napada mnie uczucie niepokoju, że ktoś się na mnie patrzy – Co do cholery... – nerwowo się rozglądam, ale już nikogo nie ma. Park jest pusty – Chyba jestem przewrażliwiony – myślę, chowając telefon. Widzę, jak pies biegnie do mnie, chyba zrobił swoje. Gdy chcę wstać, w jednym momencie przed moimi oczami ukazuje się napis:

Aktualna wersja 0.0.1v

I znika po 5 sekundach – Co to było..., czy ja naprawdę to widziałem? Czy to może kolejna halucynacja – nie mogę ukryć tego, że jestem przewrażliwiony na całą tę sytuację. Ale to wydawało się takie prawdziwe, takie realne. Już sam nie wiem.

Biorę psa i idziemy do domu. A właściwie idziemy szybkim krokiem. – Naprawdę muszę odpocząć... – mówię sam do siebie. Po powrocie do domu uznałem, że czas na relaks, za dużo stresu i napięcia w ostatnich dniach. Daję psu kolację, sam dla siebie zamawiam kubełek kurczaków z dużą colą... Wiem, że to niezdrowe, ale mam na to ogromną ochotę. Widzę, że będą dopiero za 55 minut, więc w tym czasie biorę prysznic.

Jedzenie przyjechało po 35 minutach, akurat zdążyłem wziąć szybki prysznic. – Dobra, plan na wieczór, zjeść kurczaka, oglądać dobry serial i iść spać – mówię do psa.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania