Fioletowe oczy

Miasto nadal było ciche i ospałe ale obsypane śniegiem wyglądało jakby zbudowane na chmurce. Wszedłem do szarego budynku 4D uprzednio otrzepując buty. Poczułem zapach barszczu, zaburczało mi w brzuchu. Rozebrałem się czym prędzej i poszedłem szybkim krokiem do jadalni, chłopaki już tam byli. Usiadłem obok Bartka który miał malinkę na szyi, postanowiłem zapytać o to kiedy nie będzie innych, nie chcę zrobić mu kłopotów. Pan Jan wniósł wielką wazę zupy i każdy z nas sobie nalał.

Podczas obiadu panowała zaskakująca cisza przerywana tylko siorbaniem lub uderzeniem łyżki w półmisek. Jeden z młodszych chłopaków pomógł posprzątać po obiedzie a ja poszedłem za Bartkiem do pokoju.

- ładna malinka - uśmiechnąłem się najbardziej uroczo jak potrafiłem.

- taak... no widzisz, byłem dzisiaj u znajomej - mruknął blondyn.

- znam ją? - zapytałem.

- no wiesz, nie i raczej nie poznasz, widzisz, wyprowadza się - zmarkotniał jeszcze bardziej, aż mi zrobiło się przykro wstałem i poklepałem po ramieniu biedaka z pożegnalną malinką na szyi.

Odrobiliśmy lekcje i resztę dnia spędziliśmy na obgadywaniu dziewczyn, jak się okazało Patrycja często o mnie pytała i choć pochlebiało mi to, bo była śliczna, nie była w moim typie. Wieczorem po kolacji położyłem się szybko spać rozmyślając o miejscu w którym dzisiaj się znalazłem.

Obserwowałem z góry jakieś miasto na innej planecie, byli tam czerwoni ludzie z czarnymi dłońmi, stopami i szyjami. Niektórzy uderzali o jakąś niewidzialną granicę, jakby przykryci jakąś przezroczystą kopułą. Było mi ich żal i poczułem dziwne poczucie niesprawiedliwości. Obserwowałem ich latając w powietrzu i próbując zwrócić ich uwagę, jednak jak się domyślałem bariera była jak lustro weneckie, ja ich widziałem, ale oni mnie nie.

Obudziłem się z dziwnym uczuciem tęsknoty i ogromnej samotności. Spojrzałem na zegarek, myśląc że to mój nawyk sprawdzania o której wstaję. Obróciłem głowę do okna patrząc na opustoszałą ulicę, godzina którą przed chwilą sprawdzałem wyleciała mi z głowy. Czy to co widziałem wczoraj to prawda czy może tylko uderzyłem się w głowę albo ktoś wsypał mi coś do picia? Leżałem tak rozmyślając nad tym kiedy obudził się Bartek.

- wszystko ok? - zapytał, widząc pewnie moją minę.

- tak ale... - zastanawiałem się, czy mu powiedzieć ale co jeśli mi się wydawało? - gdybyś widział coś gdzieś ale nie byłbyś pewien że to naprawdę to co byś zrobił? - zapytałem niezbyt składnie, ale Bartek zrozumiał odpowiadając prawie od razu.

- wróciłbym się upewnić, a skąd to pytanie? - postanowiłem posłuchać jego rady, ale nie mogłem powiedzieć prawdy, dopóki się nie upewnię.

- takie pytanie zadał mi ktoś w moim śnie - wymyśliłem tylko taką wymówkę.

Bartek odparł tylko "aha", obrócił się i poszedł dalej spać, około godziny dziesiątej wstałem, ubrałem się i powiedziałem panu Janowi że wychodzę do znajomej. Ruszyłem w stronę lasu, musiałem się przekonać czy zwariowałem, szedłem w tak szybkim tempie że byłem już w połowie drogi.

Będąc pod lasem zobaczyłem kogoś idącego w kierunku polany, czego ona tam szukała, postanowiłem śledzić tajemniczą dziewczynę, jak mi się wydawało. Weszła przez dziurę w płocie na polanę, okrążyła drzewo tak ja wczoraj i zniknęła.

- to nie możliwe - powiedziałem sam sobie i powoli, po cichu poszedłem w kierunku drzewa.

Obszedłem je kładąc rękę na korze i byłem w jesiennym lesie, przed sobą ujrzałem dziewczynę (ściągnęła kurtkę, i byłem już pewien jej płci) stojącą przed rzeczką tak jakby bała się w nią wejść. Cofnęła się kilka kroków i ruszyła biegiem w jej stronę przeskakując ją bez problemu. Jednak z wody wyłoniła się jedna długa wodna macka starając się ją dotknąć, dziewczyna starała się odsunąć od wody jak najdalej tak jakby była czymś niebezpiecznym. Ja czułem jednak że ona nic mi nie zrobi ale jej... pręga chwyciła ją za kostkę, zawyła z bólu.

Było mi jej tak szkoda że bez namysłu pobiegłem w jej stronę, przebiegłem przez rzekę i stanąłem naprzeciw wodnej macki zasłaniając ją swoim ciałem krzycząc:

- zostaw ją! No puśćże! - macka znieruchomiała po czym rozprysnęła się i wpadła z powrotem do strumyka.

Odwróciłem się, żeby spojrzeć na dziewczynę i znieruchomiałem z uchylonymi ustami:

- Patrycja? - odezwałem się po chwili kiedy dotarło do mnie to co widzę właśnie teraz, brunetka z niebieskimi oczami leży na ziemi i patrzy na mnie z podziwem. Właśnie czemu z podziwem? Potrząsnąłem głową.

- co ty tu robisz? Co ja tu robię? - chciałem ją zalać miliardem pytań ale niestety tylko tyle udało mi się wyjąkać. Dziewczyna podniosła się z ziemi.

- jak ty to zrobiłeś? - powiedziała całkiem normalnym głosem. Nie rozumiałem jej kompletnie i patrzyłem na nią tępo - chodź zaraz wszystko wyjaśnimy - powiedziała i ruszyła w stronę polany, zaskoczony poszedłem za nią.

Po chwili byliśmy w mieście, teraz było w nim pełno ludzi, mężczyźni ubrani całkiem normalnie i kobiety w sukniach, zdziwiło mnie jednak to, że mieli ręce otoczone mgłą w różnych kolorach, zauważyłem zielony, czerwony, pomarańczowy, niebieski i żółty. Nawet Patrycja ręce miała otoczone niebieską mgłą, nikt jednak nie miał fioletowej i trochę mnie to zaniepokoiło.

Szliśmy do zamku, całego białego z sześcioma wieżami, rozglądałem się po ulicach które mijaliśmy na schodach. Domy były tam jak namalowane, kwadratowe lub prostokątne z trójkątnym dachem a każdy otoczony płotem. Staliśmy przed czarnymi drzwiami, które otworzyły się same kiedy Patrycja ich dotknęła.

Weszliśmy do środka, byliśmy w wielkim holu z którego było sześć wyjść, pewnie na wieżę i jedne mniejsze czarne drzwi. Sam hol był również biały a na suficie wisiały z cztery żyrandole. Dziewczyna podeszła do czarnych drzwi i zapukała delikatnie, usłyszeliśmy spokojne ale surowe słowo "wejść" a drzwi otworzyły się ukazując nam pomieszczenie o granatowych ścianach, na samym środku stała biała sofa a na niej siedział mężczyzna.

Wyglądał na młodego, ale zmęczonego, miał blond włosy i zielone oczy, ubrany był w białą aksamitną szatę, zakrywającą jego stopy.

- Och, witaj, Patrycjo, z kim przychodzisz? - zapytał cichym i miłym głosem zupełnie nie podobnym do tego przed drzwiami. Dziewczyna ukłoniła się nisko.

- on, on przeszedł przez rzekę - powiedziała, mężczyzna spojrzał na mnie z zainteresowaniem.

- rozumiem, jeśli kolega ci pozwoli zostawisz nas samych? - zapytał patrząc na mnie. Pokiwałem głową, dziewczyna ukłoniła się ponownie i wyszła, zostałem sam z mężczyzną.

- jak ci na imię dziecko? - zapytał łagodnie wiercąc mnie wzrokiem.

- Michał - powiedziałem, a on pokiwał głową.

- czy to prawda? To, co powiedziała Patrycja? - pokiwałem mu głową potwierdzając informację - ach, niesamowite! - pisnął, wstał i skierował się do mnie, był bardzo wysoki i dostojny.

- czy mogę chwycić twą dłoń? - zapytał.

Następne częściFioletowe oczy cz.2

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Pobóg Welebor miesiąc temu
    Przeczytałem, ale najbardziej podoba mi się pierwsze zdanie, o tym mieście zbudowanym na chmurce. Dalej za bardzo "prozaiczne" jeśli chodzi o styl, jak dla mnie. Ale rozumiem, że tu chodzi o fabułę, jednak mnie fabuły niezbyt interesują...
    Pozdrawiam 🙂
  • Aisak miesiąc temu
    Zaintrygowała mnie fabula i w związku z tym mam pytanko: czy będzie kolejna część?

    Fabuła jest wciągająca, ale technicznie nie jest dobrze. Nie wiem czym to jest spowodowane, bo na pewno wiesz, jak się powinno zapisywać dialogi, albo stosować interpunkcję (mam wewnętrzne przeświadczenie, że znasz zasady, ale ich nie stosujesz)...

    W każdym razie liczę na kontynuację🙂
  • Charlotte41 miesiąc temu
    Cieszę się że się podoba, oczywiście będzie kontynuacja.
  • Just Pavla -Charles- miesiąc temu
    Zgadzam się z Aisak, w niektórych momentach nie rozumiałam co się dzieje, ale mam nadzieje że twoje następne pracę będą jeszcze lepsze, co nie zmienia faktu że to jest nawet dobre.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania