Firma

Znalazłem ogłoszenie w Internecie. Wystarczyło wysłać CV, a już następnego dnia otrzymałem polecenie stawienia się w siedzibie firmy punktualnie o siódmej rano. Zastrzegano bym się nie spóźnił. Oczywiście nie zamierzałem. Przybyłem na czas, przeszedłem przez automatycznie otwierające się drzwi, po czym trafiłem do recepcji. Nie było tam jednak nikogo, na ladzie czekał na mnie plik dokumentów, z którymi pospiesznie się zapoznałem. Wyglądało na to, że żadna rozmowa kwalifikacyjna nie była konieczna, zostałem przyjęty i od razu miałem rozpocząć pracę. Wyznaczono mi odpowiedni pokój, którego centrum stanowił nieco staromodny komputer. Oprócz niego w zasadzie nie było tam nic więcej. Zadziwiła mnie trochę ta pustka. Za to jak się okazało dysponowałem własną toaletą.

Na mailu czekało na mnie już sporo raportów do przygotowania i analiz do przeprowadzenia. Zabrałem się do roboty. Początkowo nawet nie zwróciłem uwagi, że drzwi za mną automatycznie się zamknęły, a światełko obok nich zmieniło kolor z zielonego na czerwony. Powinno mnie to zaniepokoić, ale pierwszy dzień w nowej pracy i mnóstwo zadań do wykonania wystarczająco skutecznie odwracały moją uwagę. W pewnym momencie postanowiłem troszkę się poruszać, przespacerować korytarzem, być może zajrzeć przy okazji do innych pokojów i poznać moich współpracowników. Niestety nie mogłem tego zrobić Drzwi były zamknięte na amen. Poczułem się jak sardynka w puszce. Ogarnęła mnie chwila paniki. Zacząłem stukać i pukać, gdyż myślałem, że być może coś się zepsuło albo wysiadł prąd. Niestety nikt nie reagował. Nie słyszałem żadnych oznak życia na korytarzu, jakby moje krzyki były dla innych zupełnie obojętne. Przejrzałem jeszcze raz znacznie dokładniej otrzymane instrukcje. Jak się okazało może niepotrzebnie panikowałem, ponieważ drzwi otwierały się punktualnie o piętnastej, czyli wtedy gdy kończyłem swoją zmianę. Miało to zapobiegać niepotrzebnemu kontaktowaniu się pracowników z różnych działów ze sobą i odwracania uwagi od rzeczy najważniejszych. Podobno był to rewolucyjny wynalazek szwedzkiej firmy zajmującej się zwiększaniem efektywności wyników. Mi to brzmiało bardziej jak deprywacja, ale nie miałem i tak możliwości wpłynięcia na decyzje zarządu. Nawet gdybym chciał urządzić strajk z resztą zespołu raczej nic by z tego nie wyszło, gdyż nawet nie znałem ich twarzy. Prawdopodobnie jednak mieli niezły ubaw, gdy ja rozpaczliwie waliłem pięścią w ścianę, nawet dokładnie nie studiując wcześniej otrzymanych dokumentów. Wróciłem więc do swoich zadań, a gdy je już skończyłem była prawie piętnasta. Drzwi otworzyły się punktualnie. Nie omieszkałem nawet chwili dłużej spędzać w nieprzyjemnie klaustrofobicznym wnętrzu. Po wyjściu na korytarz odetchnąłem z ulgą. Miałem nadzieję, że z czasem się przyzwyczaję. Kiedy przeszedłem kawałek dalej i spojrzałem na drzwi od pokojów moich kolegów, okazały się one zamknięte. Obok wejścia dioda świeciła się na czerwono. Prawdopodobnie skończyli pracę wcześniej niż ja, być może dysponowali oni już swego rodzaju bonusami i specjalnymi prawami, na które jako świeżak nie zasługiwałem. Nie dane mi było tego dnia poznać ich twarzy, ale miałem nadzieję, że kolejne dni przyniosą widoczną zmianę.

Zjawiłem się nieco wcześniej, licząc, iż spotkam kogoś przy wejściu do firmy. Niestety moje oczekiwanie nie przyniosło rezultatu. Nikt się nie zjawił, nawet portier, czy sekretarka. Wszędzie panowała cisza. Zerknąłem na zegarek. Była minuta po siódmej. Nie chciałem się przecież spóźnić. Być może inni pracownicy mogli, ale ja nie chciałem od razu zepsuć swojego wizerunku.

Niestety drzwi wejściowe do firmy nie otworzyły się tak jak za pierwszym razem. Obok nich świeciła się już znana mi dioda w kolorze karmazynowym. Nie znalazłem żadnego dzwonka, którym mógłbym zaanonsować swoją obecność. Oczywiście w środku nie widziałem żadnej osoby, którą mógłbym poprosić o pomoc. Może istniał jakiś wewnętrzny numer ratunkowy, ale wciąż nie dane mi było go poznać. Obok drzwi znajdowała się za to klawiatura numeryczna, w której najwyraźniej należało wystukać odpowiedni kod. Zajrzałem do instrukcji, które przezornie zabrałem ze sobą. Na szczęście opisano tam całą procedurę awaryjnego otwierania drzwi. Problem był tylko jeden. Uruchomienie kodu skutkowało obniżeniem wynagrodzenia o określoną kwotę, a z każdym kolejnym spóźnieniem ubytek w wypłacie stawał się coraz większy. Nie miałem jednak wyjścia, licząc na to, że więcej nie popełnię podobnego błędu. Wstukałem czterocyfrowy kod, zaakceptowałem, po czym drzwi się otworzyły. Mogłem wrócić do pracy. Zastanawiające było jednak to, że przez cały czas mojej obserwacji budynku nikt do niego nie wchodził. Czyżby pozostali pracownicy zjawiali się jeszcze przed świtem? Albo w ogóle nie opuszczali firmy.

 

CDN

Następne częściFirma część 2 (ostatnia)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Józef Kemilk rok temu
    Ciekawy początek. Za duże jest mój, moja itp.
  • Tjeri rok temu
    O! Naprawdę ciekawie się zaczyna, tekst trzyma w napięciu, mimo, że przecież jakichś strasznych rzeczy nie piszesz.
    Nie wypisywałam, ale sporo jest usterek interpunkcyjnych.
    "Mi to brzmiało bardziej jak deprywacja," - mnie to brzmiało. Ja wiem, że to opowieść bohatera, ale irytują takie błędy.
    Następne części już masz, czy dopiero będziesz pisał?
  • fanthomas rok temu
    W zasadzie mam na razie ogólny plan
  • Texic rok temu
    Zadziwiająco ciekawy pomysł, choć bardzo prosty. Z chęcią przeczytam ciąg dalszy!
    Rozwinąłbym nieco opisy i będzie z tego (mam nadzieję) bardzo dobre pełnoprawne opowiadanie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania