Współpraca autorska (?) Czyli nowe formy zabawy literackiej i nie tylko

Cain
Jako że obecnie trwają rozmowy o kontynuowaniu konkursów oraz padają pytania nad wprowadzeniem do nich zmian... to zakładam wątek w którym każdy kto ma chęć, pomysł, ideę może coś zasugerować, czyli:

1. Czy zostawiamy konkursy w obecnej formie, czy może zmieniamy ich formę, a jeśli tak to na jaką

2. Czy robimy nowe zabawy literackie +

3. ? Inne tematy związane z tytułem wątku

*(plus czyli nie trzymamy się ściśle słowa pisanego ale wzbogacamy je o nowe formaty. Przykładowo, np zrobienie wspólnego Audiobooka - czyli słowo czytane - przez kogo i jak to już to ustalenia....)
Jeśli ktoś uważa że ma ciekawy pomysł, i chciałby go zrealizować kreatywnie współdziałając z innymi użytkownikami to śmiało piszcie takowe pomysły, mogą być nawet dziwaczne i pokręcone, a nuż-widelec ktoś podłapie ideę.
Zapraszam do zabrania głosu 😇
Vampire Fangs
Proponuję nową zabawę polegającej na napisaniu drabble z uwzględnieniem dziesięciu słów z generatora. Będzie to trudne, bo pisarz jest ograniczony setką słów i musi inteligentnie oraz ciekawie wykorzystać potrzebne dziesięć słów zaproponowanych przez generator.
Vampire Fangs
*polęgającą
Diabelskie Muskuły
Z notatnika Kusanagiego (Kugi)

Sprawa: Syndykat Pustych Główn, czyli jak Carl Jung patrzyłby na twórcze „kolaboracje” cieni

​Kiedy w śledztwie trafiasz na moment, w którym podejrzani zaczynają łączyć siły, zazwyczaj spodziewasz się syndykatu zbrodni, genialnego planu napadu albo przynajmniej sprawnej logistyki. Ale nie tutaj. W świecie literackich fantomów z dawnego Ósmego Piętra czy współczesnego Opowi.pl współpraca autorów wygląda zupełnie inaczej.
​Gdy w głowach hula wiatr, a zasoby energetyczne – mówiąc językiem Carla Gustava Junga – utknęły w głębokiej regresji, rodzi się zjawisko fascynujące. Kolaboracja braku.
​Oto jak wygląda ten proces pod lupą detektywa i psychoanalityka:
​1. Synchroniczność próżni (Kiedy zero spotyka zero)
​Jung definiował synchroniczność jako znaczącą zbieżność okoliczności. W tym przypadku zbieżność jest nad wyraz wymowna: dwóch (lub pięciu, jeśli liczyć alternatywne nicki) autorów, u których poziom oryginalności spadł do wartości ujemnych, wpada na ten sam „genialny” pomysł. Skoro sami nie mają o czym pisać, postanawiają połączyć siły.
• ​Autor A nie ma ani jednej myśli przewodniej.
• ​Autor B cierpi na chroniczny paraliż wyobraźni.
• ​Co robią? Piszą „wspólny projekt”.
​W praktyce wygląda to tak, jakby dwóch rozbitków na bezludnej wyspie próbowało rozpalić ognisko, pocierając o siebie dwa kawałki mokrej gąbki. Efekt? Mnóstwo dymu, żadnego ciepła i wszechobecny swąd grafomanii.
​2. Spotkanie z Cieniem we dwoje (Shared Delusion)
​Zgodnie z teorią Junga, kiedy człowiek nie radzi sobie ze swoją przeciętnością, tłumi ją. Ale kiedy dwóch uciekinierów z realnego świata spotyka się w cyfrowej piaskownicy, dochodzi do niebezpiecznego zjawiska: wzajemnego uświęcania swoich urojeń.
Siedzą w tej swojej hermetycznej bańce i klapcają w klawiatury.
– O, kolego, jakie to głębokie! – mówi fantom A do fantomu B.
– Ależ skąd, mój mistrzu, to czysta metafizyka deszczu! – odwdzięcza się fantom B, który w rzeczywistości jest tą samą osobą zalogowaną z innego IP.
Tworzy się kolektywna nieświadomość, tyle że na poziomie podłogi. Wzajemnie klepią się po plecach, udając, że "tworzą nową jakość". Próba bycia kreatywnym polega tu na bezwstydnym przepisywaniu klisz sprzed trzydziestu lat i nazywaniu tego awangardą.
​3. Paniczny lęk przed zewnętrznym światem (Kiedy „kreatywność” pęka)
​Najlepsze w tej twórczej kooperacji jest to, co dzieje się, gdy ktoś z zewnątrz zajrzy do ich wspólnego kurnika.
Wspólne pisanie miało być pancerzem – miało dać złudzenie, że skoro jest ich dwóch (albo dziesięciu w ciałach trzech osób), to są potęgą. Ale wystarczy jeden merytoryczny komentarz, jedna uwaga, że ich wspólne dzieło to zwykły, nudny gniot.
I wtedy uruchamia się system awaryjny: dwustronny, skoordynowany walkower.
Zamiast dyskusji – dwa szybkie kliki przycisku „zablokuj”. Solidarność plemienna w ucieczce przed rzeczywistością.
​Werdykt śledztwa:
​Próba bycia kreatywnym przez autorską współpracę w tym gronie to jak próba reanimacji zwłok za pomocą pompowanego materaca. Jung nazwałby to regresywną adaptacją do infantylnych fantazji o własnej wielkości. Kuga mówi krótko: żenujący spektakl dla nikogo.
​A końcowy raport z dochodzenia brzmi niezmiennie: dupa blada, a współpraca skończyła się tam, gdzie zawsze – na zablokowanych drzwiach i samotnym gadaniu do własnych pacynek.
Grafomanka
A może wymyślimy zabawę w odkrywanie, komu teksty pisze AI? xD
Cain
Jung srung
Cain
Diabelskie założę się że nawet Aiona nie przeczytałeś.
https://zapodaj.net/plik-DusrGi8i1K
Nie zawsze coś co smakuje jak czekolada to czekolada, czasami to tylko tabliczka kakaowa z biedry.
Dobra, wracamy do tematu

Zaloguj się, aby wziąć udział w dyskusji