gałęzie zwykłej lipy porżnęły trzewia niebios
świt łazienka lustro
nienawistne lico
do roboty
słyszę brzęczenie
stara pszczoła w trawie
postrzępione skrzydła nie doniosły złotego kosza
bieg bez celu przedśmiertny spazm
zdychaj
nie potrzebują cię w ulu
tłok w autobusie opar wina niemyte zęby
urzędnicy robotnicy sklepikarze
rozpakowują swoje kanapki z kiełbasą
błysk w kac-oku kierowcy
rusza nasz cyrk bez widowni
Komentarze (9)
Tytuł zajebisty :D Wiersz - mało siedzę w poezji, czasem czytam nie komentując, bo jakoś chyba nie umiem, ale pod tym postanowiłam choć symbolicznie zaznaczyć obecność. Ma w sobie cuś fajnego.
Pozdrawiam
Dzięki za lekturę i komentarz :) Na tyle, na ile zdążyłem poznać Twoje teksty, myślę, że niektóre uczucia PL nie są Ci obce :)
spirytysta hm, zaintrygowales, nie sądzilam, ze mnie czytusiasz. Ta, wiele wersów do mnie trafia. Bardzo możliwe, że wszystkie.
Spirysta, obadam w domu, ale tytuł - mistrzostwo
Tytuł jest boski, fakt. Tylko nie widzę związku z wierszem. Proszę o wyjaśnienia :)
Drugi wers bym zmieniła, drażni trochę to "lico" .
szara codzienność zabija chęć do pracy, do życia. Okrutny świat zabija entuzjazm w człowieku. po prostu LIPA :D
spirytysta
szara codzienność przypomina trochę hodowlę indyków - przed działaniem powstrzymuje nas suma drobnych szczegółów
Ale tytuł! no, ten jest.... hm... mocny! ;))
Sam utwór cóż, mam luźne skojarzenia z codziennością, zapachami niezbyt przyjemnymi, starością, niedomaganiem.
Nie moje nuty, ale jakieś tam drugie dno przeziera i bije z całości.
Pozdrowionka
Pozdrawiam również :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania