Gdy zgasną już światła

Przez pierwszy rok mieszkali w nieustannym blasku neonów.

Każde dotknięcie było jak małe wyładowanie elektrostatyczne, a każde wyjście po bułki urastało do rangi wspólnej wyprawy.

Byli nałogowcami własnej obecności, karmiącymi się iluzją, że ta wysoka temperatura będzie trwać wiecznie… a potem, niemal niezauważalnie-nastał świt.

Światła zgasły, odsłaniając niepomalowaną ścianę za łóżkiem, okruchy na blacie i zmęczenie w kącikach oczu.

Motyle, które dotąd szarpały się w żołądku przy każdym dźwięku kroków na klatce schodowej, po prostu zasnęły.

Zmęczyły się ciągłym trzepotaniem skrzydeł.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • piliery

    To mi się podoba. :)

  • Aeliora

    Dziękuje trochę posiedzialam nad poprawkami 😃

  • Lumi

    i co dalej z motylami,obudzą się znowu?🥹

  • Aeliora

    Może kiedyś i tak :) Nigdy nie wiadomo

  • Dziena hiena

    Dla mnie to pierwsza część trochę psuje klimat, bo jest za dużo tego i przegadane. Samo uzależnienie od obecności to już mocny i istotny obraz. Dotknięcia-wyładowania niby obrazowe, ale jednak za mało kotwiczą w realu, wyjście po bułki jako mega wyprawa, jeszcze spoko. Potem po wstawce o nałogowcach to niepotrzebne to jest, bo w zasadzie środek mówi o czym będzie pointa, przez co pointa wychodzi słabo, bo czytelnik zna już końcowym zamysł.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania