Gdzieś na miłość cz.3
Zrobiło się gorąco, parzenie, oparzanie, wrzenie. Wyrosło, napęczniało nie rozmnożyło jak drożdże przez podział. Ono samo, tak jakoś zaczerwieniło wnętrze wstydem. Bij, bije, leje, tłucze, szkło? Uwaga opakowanie specjalnej troski. Nalepił Amor na świeże serce. To nic, da radę, klatka z żeber jest perfekcyjna samo nie wyskoczy.
– Wierzę tej gwarancji od niej, cholera ufam jej, byle czego nie upycha we mnie. Chyba?
Bóg miłości jest jeden!
Zapewniał się w akceptacji przeszczepu. Już nie rządzi, nie przestrzeli, nie wyzwie, będzie miły i kochał własnymi ramionami przytuli.
– Boski jestem i jaki serdeczny. Kur... skrzywił się gryczanym smakiem przesłodzenia.
– Czy ona jeszcze co? – obużył się, wyprzedzając ją o pół kroku. – Ona opowiada? Kto dopuścił do głosu tego słodzika. I teraz coś napisze, jeszcze czego!
***
– Zmiana planu? – Wpatrywał się w lustro schematu, on zawsze ikona popkultury, ze skrzydłami, teraz jakby nieporadny. Bo jak tu strzelać z ekranu. No jak!
Posmutniał, zrobiło się chłodno, coraz chłodniej.
Coś w nim zwolniło, zrezygnowało. Spadł pierwszy śnieg.
Komentarze (8)
Sprawdziłam Ap.6.9-11
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania