Gdzieś na miłość cz.4
Ulepił się sam, jedna kula zbyt duża, lekkie wodogłowie. Sapnął na widok brzucha w typie Kubuś Puchatek. Reszta kul, proporcje jak na śnieżnego sezonowego okaza przystało.
– Nosz to ja teraz dostosowany, precz z tą jesienią, spałem z jeżem w jednym liściastym barłogu. Pchlarz, kłujący, chrapał!
Coś mi ciężko – spojrzał na ślady wokół siebie. – nosz by to była święta prawda. Moje skrzydła, leżą na ziemi! – Zimny Amor zaklął siarczyście kilka razy.
– Eeee, a te gałązki, kto takie wątłe mi tu przypiął.
Narracja tylko mlasnęła cukierkiem.
Zimny Amor na wpół za hibernowany próbował się schylić. Wielki jajo łeb był ciężki, na pograniczu, kulo brzucha coś jęknęło.
Ostrzeżenie, że to już nie to gibkie ciało. Zwątpił.
Usiadł pokracznie, rozejrzał się i eureka!
Zając, który obserwował go od dłuższego czasu, chrupał coś pomarańczowego.
– Ej ty! Co ty tam mielisz? – Coś mi się ciężko oddycha. Sapnął.
Zając już na końcówce marchwi poczuł smarki i trzasnął przysmakiem za siebie.
– Fujjjjj! Koleś, co ty wąchasz?! – Cuchnie to warzywo myszami.
– Zjadłeś mi nochal! Ty głupi futrzaku! – Poczerwieniał ze złości. Zaczął się topić i z wrażenia aż serce wybudził z miesięcznych wakacji.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania