Poprzednie częściGdzieś mi...

Gdzieś na miłość cz.5

– Gdzie by-łoś?! Znicz-ulico! Potrzebować, ja nie mieć usta. Topić, topnieć, gorączka.

Amor odchodził warstwami, oblizywanego przez ciepło z kuli ciepłych lodów. Głodne cholernie mlaskało coraz szybciej.

Serce zakołatało alfabetem morsa.

"Nikogo to nie obchodzi, kto odchodzi"

I siup przez szczeliny wychudłe, żadne kraty nie były przeszkodą. Tym bardziej Amorowe żebra.

Leżał w postaci jemu obcej, gapiąc się na grube koło, co było spragnione wody. Poczuł pustkę w rurce i wciąganie, wysysanie znikanie, po sobie w plamie na słońcu.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania