Poprzednie części: Gdzieś mi...
Gdzieś na miłość cz.5
– Gdzie by-łoś?! Znicz-ulico! Potrzebować, ja nie mieć usta. Topić, topnieć, gorączka.
Amor odchodził warstwami, oblizywanego przez ciepło z kuli ciepłych lodów. Głodne cholernie mlaskało coraz szybciej.
Serce zakołatało alfabetem morsa.
"Nikogo to nie obchodzi, kto odchodzi"
I siup przez szczeliny wychudłe, żadne kraty nie były przeszkodą. Tym bardziej Amorowe żebra.
Leżał w postaci jemu obcej, gapiąc się na grube koło, co było spragnione wody. Poczuł pustkę w rurce i wciąganie, wysysanie znikanie, po sobie w plamie na słońcu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania