Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Gniew róż – część 3
Nazywam się Robert i jestem chory psychicznie. Choruję na schizofrenię paranoidalną. Lubię malować obrazy. Jednak moją weną twórczą są demony zaklęte przez samego Lucyfera w róże. Codziennie słyszę demoniczne kwiaty w głowie. Każą mi mordować malowanych przeze mnie ludzi.
Pomimo zażywania dużych ilości leków psychotropowych omamy słuchowe i wzrokowe nie przestają nakręcać mojego szaleństwa. Wiem, że najgorsze koszmary stają się rzeczywistością i demony znowu próbują zawładnąć moją duszą. Róże czerpią moc ze strachu. Najbardziej w życiu boję się, że znowu mogę zrobić komuś krzywdę. Pomimo ucieczki ze szpitala psychiatrycznego wiem, że nie pozbędę się przekleństwa i stracę nad sobą kontrolę.
Po kilku godzinach morderczego i męczącego marszu przez mroczny las udało mi się znaleźć niewielką chatkę położoną na leśnej polanie. W środku przywitali mnie serdecznie domownicy. Była to radosna i pogodna rodzinka składająca się z rodziców i 19 letniej Sylwii. Atrakcyjna dziewczyna przypomniała mi okoliczności, w których malowałem ukochaną Sarę. To 666 demonów zaklętych w róże kazało mi malować mordowaną przez nich wakacyjną miłość.
Byłem niczym w transie. Gdy ocknąłem się Sara została zmasakrowana. Nie ukrywam, że Sylwia bardzo mi się spodobała. Jej rodzice ugościli mnie w małym pomieszczeniu z palącym się kominkiem i poczęstowali mnie kolacją. Na kolację był pieczony zając. Upolował go ojciec o imieniu Adam, który był myśliwym. Nad kominkiem wisiała zawieszona strzelba myśliwska. Dobrzy ludzie nakarmili mnie i poczęstowali smacznym winem.
- Czym się zajmujesz miły Robercie? – spytał mnie zaciekawiony Adam.
- Jestem malarzem – odrzekłem.
- To fantastycznie! Namalowałbyś Sylwię, mnie oraz żonę Alicję?
- Oczywiście, że namaluję.
Po tych słowach wdzięczny Adam przyniósł ze strychu sztalugę, płótno, farby i zestaw pędzli. Sylwia wraz z rodzicami usiadła na skórzanej kanapie. Tymczasem przygotowałem sobie przybory do malowania i wziąłem do ręki pędzel. Nagle w środku chatki zgasło światło. Zrobiło się demonicznie zimno. Jedynie zapalone świeczki rozświetliły pomieszczenie. Jednak wszystko wyglądało inaczej.
Na ścianach wisiały niewidziane przeze mnie obrazy, które na moich oczach schizofrenika zmaterializowały się. Ku mojemu przestraszeniu na obrazach były namalowane róże. W pokoju czuć było smród siarki. Nagle róże poruszyły się, gdy gwałtownie poruszyłem ręką, która malowała obraz serdecznej rodziny. W tym samym momencie zgaszony wcześniej kominek zapłonął znowu, a jego płomienie były krwiste jak kolor róż. Nagle wśród ognia pojawiła się czaszka ludzka z rogami jak u byka.
- Kurwa! Co to jest? – zakląłem przestraszony.
- Na imię mi „Legion”, bo nas jest wielu… Znowu spotykamy się. Nie uda uciec ci od moich dzieci. Róże czekają na ofiarę z ludzkiej krwi!
W tym momencie podbiegłem do kominka i wziąłem za ściany strzelbę myśliwską. Następnie odbezpieczyłem broń i wystrzeliłem w stronę diabelskiej czaszki, która roztrzaskała się na setki kawałków. Pomimo zniszczenia hordy demonów zwanych „Legionem” dalej słyszałem głosy demonów w mojej głowie.
- Nie tak łatwo przed nami nie uciekniesz! Nie tak łatwo nas zabić. Teraz maluj. Maluj dla nas. Maluj dla „Legiona”, bo nas jest wielu…
Znowu słyszałem głosy każące mi malować. Byłem znowu w transie. Odłożyłem strzelbę i zacząłem malować. Malowałem róże, które swoimi łodygami zaczęły krępować malowanych ludzi. Widziałem jak demoniczne kwiaty wbijają swoje ostre kolce do oczu zniewolonej Sylwii. Słyszałem jak kości pękają złamane jak zapałki i odgłosy ciężko rannej Alicji, która była w agonii. Tymczasem poraniony cierniami Adam został zmasakrowany. Miał połamane ręce i nogi oraz stracił palce. Jednak najgorsza była rana brzucha, z którego wyleciały jelita.
Nagle poczułem zapach kwiatów. Nie przypominał prawdziwych kwiatów, tylko smród z rozkładających się ciał. W końcu przestałem malować i straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem, to zobaczyłem zmasakrowane ciała rodziny, którą miałem namalować. Miałem już tego wszystkiego dosyć. Zginęło z gniewu róż wiele osób, choć nie chciałem nikomu zrobić krzywdy.
Jestem przeklęty. Postanowiłem, że już nikomu nie zrobię krzywdy. Wziąłem z kuchennej szuflady nóż i bez wahania pewnym ruchem podciąłem sobie gardło. Krew trysnęła jak z gejzera z powstałej rany. Właśnie tak zginąłem. Jednak policja nigdy nie znajdzie mojego ciała. Podobnie jak ciał Adama, Alicji i ich córki. Pozostanie na miejscu zbrodni mój obraz na którym widać zamordowanych przez podłe róże ludzi.
Ocknąłem się i rozejrzałem dookoła. Wszędzie były płomienie. Wiem, że nie trafiłem do Nieba. Nagle przede mną zmaterializował się demon z głową ludzkiej czaszki z diabelskimi rogami.
- Mam na imię „Legion”, bo nas jest wielu… Teraz jesteś jednym z nas.
Komentarze (4)
Brawo za pierwsze zdanie!
Nie porównuj autora opowiadania z jego narratorem. Podobno nie powinno porównywać się podmiotu lirycznego wiersza z jego autorem.
Naprawdę?! Łoj, to nie wiedziałam. Zawsze myślałam, że literaci piszą o sobie! Ale jestem w szoku😳
Aisak - Jest O.K.!!! Cieszę się, że przeczytałaś moje opowiadanie😉
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania