Intruz
Zemdlił mnie świat drobnym oddechem,
wtargnął w me usta jak intruz.
Zagaił do płuc, z niewielkim zwątpieniem,
skierował się w serca kunszt.
Zamrugał delikatnie, powoli, dyskretnie
nie wierząc w ujrzany cud,
powoli, bezwiednie skierował się w zeń
nie wiedząc cóż dalej uczynić.
Zamienił jasną czerwień w okropną czerń,
niebieskie węzły odciął szponem.
Zamrugał nie raz,nie dwa i nie trzy
zamieniając raj w potwora grotę.
Próbowali mi pomóc,
owinęli złotem,
uderzenia,oddechy,skamlenie o pomoc.
Nadchodził kres życia.
Nadzieja umarła, jak umrzeć miała,
w dniu gdy oczy ujrzały,
Go.
Komentarze (7)
"nie wiedząc cóż dalej uczynić." - przecinek po "wiedząc"
W paru miejscach zabrakło spacji po przecinku (chyba że w ostatniej strofie to efekt zamierzony, ale w takim razie i tak raz Ci się omsknęło)
"w dniu gdy oczy ujrzały," - przecinek po "dniu"
Poza tym wszystko jest w porządku. Całkiem niezły wiersz jak na początek. Przyjemnie, płynnie się czytało. Zostawiam 4 i z chęcią jeszcze do Ciebie zajrzę, powodzenia w dalszym pisaniu :)
Witamy na opowi : )
Bardzo dobry wiersz. Zostawiam 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania