Jarzeniówka
Nie śpię.
Brzmią we mnie fanfary niebieskiej farby.
Ragtajmy popołudnia, kiedy tłum pożera sztućce, a samotność garbi się nad pustym talerzem ...
Świeci słońce.
Dziś po raz pierwszy od pięciu lat zamówiłam brązowy sweter.
Po raz drugi - od dziesięciu minut - nie pomyślałam o sobie w pierwszej osobie i nieskończonej liczbie.
Tak! Tak trzeba robić! Myśleć o sobie we wszystkich osobach!
I w liczbie mnogiej!
Ten pomnożony egoizm siedzi teraz w domach, kupuje na wynos gyrosy i czeka na wiadomość o tunelach, gdzie nie proszą o wsparcie hodowani w laboratoriach półświatka 'trędowaci,' gdzie właściciele knajp zmuszeni są używać gracy do grabienia smutnych wniosków, a nie tylko dochodów za samą możność płacenia czynszów i haraczy, gdzie człowiek nie patrzy z przerażeniem na świat, bo wie, że to świat przeraża się nim ...
Dokańczam obiad. Homar już nie smakuje jak dawniej. Sweter z syntetycznego kaszmiru nie leży tak dobrze, jak fałdy tłuszczu na moim ciele.
Zamykam wszystkie okna.
Duszę się świadomością opustoszałych miast i samotnego metra.
Tam i z powrotem ... bez celu.
Zupełnie jak ja!
Tańczymy w tłumie.
Wiara, ten kopciuszek, podpiera (jak zwykle) ściany.
Idę swobodnie milczącą obwodnicą
W ręku gniotę stary pantofek
Obcas odpadł już chyba dość dawno ...
Gdzieś bym poszła.
Komentarze (1)
Nadal dywizy?
Homar i syntetyczny sweter?
/W ręku gniotę stary pantofek/ – pantofelek? – zielony?
Bardzo abnegackie.
Widziałem kiedyś taką sytuację pod restauracją: kobieta wysiadając z samochodu – widać było, że obcas jej szpilek sprzeciwił się temu i nie nadawał do chodzenia – więc ona urwała ten obcas i poszła na palcach.
Zupełnie filmowej struktury przedsięwzięcie – ale to było tutaj a nie w Hollywood🤪🤣🦍
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania