Jutro będzie słońce albo trochę popada

Chyba już najwyższa pora, zaakceptować tę paskudną holenderską pogodę. Nie popadać w depresje, że mimo połowy lata, budząc się w niedzielny poranek za oknem widzę tylko szare chmury. Mam jeden wolny dzień w tygodniu i akurat jak zawsze - pada. W zasadzie nie wiem czemu akurat dzisiaj tak mnie to wzburza. Mieszkam w Holandii od trzynastu lat, więc powinnam się przyzwyczaić.

Może jest to wynikiem wpojonego w dzieciństwie obrazu pór roku – w moim mózgu zakarbowany jest obraz podzielony na cztery części, a w każdej części występuje drzewo, poddane działaniom warunków atmosferycznych przypisanych do danej pory roku. I tak zimą na gałęziach drzew leży śnieg, latem liście są bardzo zielone, wiosną też są zielone ale widać, że dopiero co przyszły na świat. Jesień jest czerwono- brązowa i liście w związku z tym też. Co ciekawe w żadnej części obrazu nie pada deszcz.

Za oknem wciąż pada a ja zastanawiam się jak z tego nudnego postu wykrzesać coś zabawnego. To ma do siebie pochmurna pogoda, powoduje, że świat i człowiek stają się nudni.

Krążą mi po głowie myśl, że skoro mam już ten dzień wolny, to powinnam coś z nim zrobić, żeby odczuć, że wykorzystałam go w sposób w jaki chcę a nie w jaki ktoś mi narzuca – ten ktoś to spersonifikowana praca. I w zasadzie jest ok, tylko, że ja akurat nie bardzo chcę robić cokolwiek, bo mi się nie chce kiedy pada. Więc mija sobie kolejna godzina, w której leżę w łóżku i popijając kawę myślę o tym, żeby pokochać szarość świata za oknem, ubrać nieprzemakalny płaszcz i wyruszyć zbawić świat, choć już zaczynam powoli czuć, że jedyne co mogę zbawić to ja sama.

Jak już pewnie zauważyliście, dzisiejszy post dotyka dwóch, nie wiem jak to nazwać – rzeczy, idei? – nieważne, w każdym razie – zasady 90/10 i mojego przymusu ciągłego robienia czegoś, nawet jeśli jest to zakamuflowane robieniem niczego.

Nie będę się zagłębiać w wyjaśnianie zasady90/10 wspomnę tylko, że aby ją zrozumieć, można przyjrzeć się własnym reakcjom na pogodę. Padający deszcz to dziesięć procent, na które nie mamy wpływu– kolejne dziewięćdziesiąt to nasza reakcja na to, że ciągle, kurwa, pada. Dziewięćdziesiąt procent to masa możliwości i szans , żeby zmienić swoje podejście. To okazja olbrzymia jak King Kong, którą wystarczy tylko pokochać i utulić, no i wziąć za nią odpowiedzialność. Nie pytajcie skąd King Kong w tym poście, po prostu się pojawił i nie chce teraz zniknąć sprzed moich oczu. Wisi sobie jakby nigdy nic na czubku Empire State Buildindg w latach trzydziestych dwudziestego, minionego wieku i szczerzy kły, choć i tak wszyscy wiedzą, że są sztuczne, a on to ludzki aktor, a nie prawdziwy goryl.

Wracając więc do Holandii i jej padającego wiecznie nieba. Skoro jest tak że „ jako wewnątrz, tak i na zewnątrz” – to ciekawe dlaczego we mnie pada? Może przez to chorobliwe ciśnienie robienia czegokolwiek aby w ramach tego udowodnić cokolwiek komukolwiek. Banalne.

Koło zamknąwszy się w sobie sprowadza mnie na holenderską ziemię, przypominając, że czas akceptując siebie, zaakceptować też świat, który sobie sama stwarzam. Jak bardzo opornym uczniem jestem, jak bardzo odwracam oczy od migoczących promieni słońca, które właśnie teraz, z determinacją prawdziwych wojowników, przebijają się przez gęste chmury, jak bardzo w końcu zaraz wyjdę z tego łóżka, dając sobie prawo do powrotu do niego o najbardziej nieprzyzwoitej, południowo- niedzielnej porze? Otóż bardzo, w każdym aspekcie swojego życia

Paskudna holenderska pogoda kusi swoją nieprzewidywalnością. Nawet starzy Holendrzy nie potrafią jej przewidzieć, w przeciwieństwie do starych polskich Górali, dla których przewidywanie pogody to dziecięce igraszki. Nie pytajcie, dlaczego i Górale pojawiają się w tym poście. Pewnie dlatego, że mam koleżankę Góralkę ale w sumie mam też koleżankę z Mazur a mazurek się nie pojawił, może dlatego, że nie potrafię piec?

Tak, ten post jest absurdalny w niektórych swoich fragmentach. Jest też dyletancki i mało rytmiczny. Nie oddaje nastroju letniego, ciepłego deszczu ani nie dźwięczy monotonnie po szybie.

Nie wyjaśnia ani nie komplikuje. Może bawi a może w ogóle znika wśród tysięcy postów świata. Ale mi pomógł zatrzymać się na chwilę w samej sobie. No cóż, może i to egoistyczne, a może tylko banalnie cudowne. Przewidywalna pogoda na dziś – 10 procent deszczu i 90 procent słońca. A niby dlaczego nie zaklinać rzeczywistości za pomocą procentów?

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania