Kamigami no Asobi ff: Pośród Bóstw #3
Kin chodziła z Balderem i Lokim już ponad godzinę. Od jakiegoś czasu nawet bóg ognia przestał się dąsać i włączył się do konwersacji, dzięki czemu dziewczyna mogła stwierdzić, że nawet go lubi. Był złośliwy, wredny i prostolinijny, ale mimo to – lub nawet dzięki temu – znacznie bardziej przypadł jej do gustu niż grzeczny i miły bóg światła. Przeszło jej nawet przez myśl, że „Legolas” jest bardziej elficki od samych tolkienowskich elfów. Miło jednak jej się z nimi gawędziło, choć rozmowa niezwykle często sprowadzała się do kłótni z Lokim. Dowiedziała się między innymi, że bogowie są przyjaciółmi z dzieciństwa, że gdzieś tu powinien być ich jeszcze jeden kompan – Thor (na którego wpadli niedługo później i który okazał się strasznym mrukiem), że ich elfy są faktycznie tak aroganckie, jak mówił Zeus, że Asgard jest piękny oraz wielu innych rzeczy związanych z ich światem.
W końcu trafili na piętro w ogromnej sali, której centralną część zajmowały schody przykryte czerwonym dywanem. Było tam więcej osób, choć uwagę Kin niemal od razu przykuł stojący na środku schodów Zeus.
– Wygląda na to, że wszyscy przybyli. Witajcie w moim ogrodzie, moi drodzy uczniowie!
– Przestań chrzanić! – krzyknął ktoś z dołu. Chłopak o niebieskich włosach, którego dziewczyna spotkała, zwiedzając szkołę. Ten agresywny – to ty za tym stoisz?!
– Japoński bóg mórz, Sussano – powiedział bóg niebios, patrząc na niebieskowłosego. – Japoński bóg księżyca, Tsukuyomi. – Przeniósł wzrok na jego przyjaciela o włosach w kolorze fioletu. – Nordycki bóg światła, Balder. Bóg ognia, Loki. Bóg piorunów, Thor. – Spoglądał kolejno na każdego z towarzyszy Kin. – Grecki bóg podziemia, Hades. – Był to ten straszny typ, który kazał rudowłosej trzymać się z dala. – Bóg płodności, Dionizos – zwrócił się do chłopaka o włosach koloru wina, którego dziewczyna jeszcze nie spotkała. – I bóg słońca, Apollo.
Dopiero teraz Kin zauważyła, że obok wymienionego blondyna stoi Yui.
– Wszyscy będziecie się uczyć o ludziach – kontynuował Zeus – w celu ożywienia starożytnego związku między bogami a ludzkością.
– Myślisz, że naprawdę będziemy robić to, co powiesz? – zapytał Loki z parszywym uśmiechem na ustach.
W głowie rudowłosej zagościła myśl, że zaraz coś się stanie. Była to, jak się chwilę później okazało, bardzo trafna myśl.
– Wyślij mnie i mojego brata do naszego świata! – zażądał Sussano. – Albo... – Wokół niego pojawiły się wodne fale.
– Rozpętamy tu piekło. – W ręku boga ognia natomiast uformowała się kula płomieni.
Oboje skoczyli w stronę Zeusa. Kin patrzyła na tę scenę z otwartymi ustami.
Zapędy obu bogów powstrzymały jednak pioruny, sprowadzając ich na ziemię – zarówno w przenośni, jak i dosłownie – a także boleśnie, zwłaszcza dla Sussano, który wylądował znacznie mniej zgrabnie od Lokiego.
– Jeśli będziecie używać swoich mocy na oślep, ta szkoła zostanie zniszczona. Dlatego... – Zeus podniósł swój kostur. Złote światło, które z niego wyleciało, trafiło w każdego z bogów.
Kin skupiła się na tym, które trafiło w Baldera. W jego uchu pojawił się mały, srebrny kolczyk z szarym oczkiem.
– Co to? Nie mogę tego zdjąć! – Bóg ognia siłował się z naszyjnikiem.
– Nie chce zejść... – powiedział Apollo, próbując ściągnąć pierścień.
– Te kajdany pieczętują wasze boskie moce – wytłumaczył Zeus, widocznie zadowolony ze swojego dzieła. – Nikt nie może mi się przeciwstawić. Te kajdany są tego dowodem.
– Dość tego! – krzyknął Loki. Wysunął rękę, w której zatańczyło kilka płomieni. Nic więcej jednak się nie stało. Spojrzał na swoją dłoń zaskoczony. – Co się dzieje?
– Ja mam tak samo – rzekł Sussano.
– Będziecie się tu uczyć – kontynuował bóg niebios. – Kiedy zyskacie prawo, aby ukończyć szkołę, wasze kajdany same znikną. Przybądź!
W suficie pojawiła się czarna dziura. Z niej natomiast zaczęła wyłaniać się szklana kula, pięknie zdobiona złotem i szlifowanymi kamieniami.
– Kiedy zrozumiecie ludzkie serce, ten pojemnik zostanie napełniony. Macie jeden rok. Innymi słowy, jeśli nie uda wam się go wypełnić w rok, zostaniecie uwięzieni w tym ogrodzie. Na zawsze.
Na te słowa pana Olimpu pozostali przedstawiali różne stadia zdziwienia i przerażenia. Wszyscy, poza Shiroi, która starała się jak najdokładniej zapamiętać każde słowo. Inni przecież nie mogli wiedzieć, że to tylko jej głupi sen, który chce w bliskiej przyszłości opublikować.
– To nie jest śmieszne! – zawołał bóg morza.
– Mówisz poważnie? – zapytał Thor.
– Zeusie! To jest tyrania! – krzyknął Hades.
– Nie przyjmuję żadnych protestów. Już zostało zdecydowane – zakończył kategorycznie bóg niebios. – Thoth...
Z bocznego wejścia wkroczył dumnie mężczyzna o ciemnej karnacji, białych, krótkich włosach i chłodnym spojrzeniu. Ubrany był nieco inaczej od reszty: w wysokie, ciemne buty, szare spodnie, czarną, rozpiętą aż po sam brzuch koszulę i niebieski płaszcz ze złotymi zdobieniami zarzucony na ramiona.
– To będzie wasz przewodnik – dokończył Zeus.
– Jestem egipskim bogiem wiedzy, Thoth – przedstawił się w sposób równie chłodny, jak patrzył.
– Waszymi kolegami z klasy będą... – Bóg nieba stuknął kosturem. Wokół pojawiło się mnóstwo nastolatków w mundurach – ...te wszystkie duchy.
Yui coś szeptała, gdy pan Olimpu wywołał ją i Kin.
Fioletowłosa pisnęła: „Tak!”, a ruda ograniczyła się do zaciekawionego spojrzenia.
– Waszym zadaniem jest doprowadzenie bogów do ukończenia szkoły. Czy to jasne?
Żadna z nich się nie odezwała, głos więc zabrał ich nowy nauczyciel...
– Jutro rano zbierzcie się w audytorium, by przygotować ceremonię rozpoczęcia roku szkolnego. To wszystko. Na dziś macie wolne. – Odwrócił się do wyjścia. – Kusanagi, Shiroi... chodźcie ze mną – nie czekając na nie, ruszył przed siebie.
– Dobrze! – bąknęła Yui i ruszyła za bogiem.
Kin westchnęła ciężko, pomachała do Baldera i pobiegła w ślad za dziewczyną.
~*~
Thoth szedł bardzo szybko, jednocześnie tłumacząc:
– Zeus stworzył to miejsce na wzór ludzkich szkół. Wszystkie niezbędne urządzenia zostały dostarczone. Mamy nawet jedzenie w kafeterii.
– Przepraszam... – odezwała się Yui. – To wszystko tak szybko się dzieje, ja chyba nie rozumiem, co... Czy on nie jest zbyt uparty, nawet jak na boga? Tak nagle nas tu sprowadził... Moja rodzina musi się martwić...
Thoth tylko prychnął.
– Nie przejmuj się tym. Kiedy tylko wszyscy ukończą szkołę, wrócicie do chwili, w której zniknęłyście – dzięki mocy Chronosa, boga czasu.
– Do chwili zniknięcia? Ale to nie jest powód, aby robić, co...
Bóg mądrości nie dał dokończyć fioletowłosej, przypierając ją do ściany.
– Zeus myśli zarówno o przyszłości ludzkości, jak i bogów.
Obie były tak zdziwione zachowaniem boga mądrości, że zdały sobie sprawę z sytuacji dopiero, gdy skończył mówić.
– Hej! – krzyknęła Kin, łapiąc Thotha za ramię. – Zostaw ją!
W końcu nie będzie tolerować przemocy we własnym śnie!
Mężczyzna spojrzał na nią przelotnie, ale odsunął się od dziewczyny.
– Miecz Niebios... Lustro Amaterasu... One was w końcu pokierują. – Znów zaczął iść w pierwotnym kierunku. – Dbajcie o nie. Nie żebyście mogły je zdjąć.
Shiroi właśnie zastanawiała się, o co mu chodzi, gdy spojrzała na Kusanagi. Patrzyła na swój wisiorek w kształcie miecza... Dotknęła swojego dekoltu i ze zdumieniem zauważyła, że też ma naszyjnik. Naszyjnik z zawieszką w kształcie lustra! Takiego samego lustra, jakie widziała na strychu, zanim zemdlała!
– Co tu się... – szepnęła, ale wtem zauważyła, że pozostała dwójka jest już daleko, więc pobiegła za nimi.
~*~
– Żeński akademik jest po prawej, męski po lewej – tłumaczył Thoth, gdy w końcu się zatrzymali. – A to wasz pokój. – Wskazał drzwi, przy których wisiała tabliczka z ich nazwiskami. – Będę w szkolnej bibliotece. Jeśli będziecie czegoś potrzebować, przyjdźcie do mnie. Żegnam – to powiedziawszy, odszedł.
Dziewczyny zostały same. Patrzyły na siebie chwilę, po czym Kin pchnęła drzwi.
Ich oczom ukazał się spory salon w beżu i różu. Na środku stał stolik z czterema krzesłami, pod ścianą kanapa i stolik do kawy, a obok biblioteczka z książkami. Poza tym, na przeciwległej ścianie mieścił się kominek, kilka szafek i trzy pary drzwi.
Gdy weszły głębiej, zauważyły w otwartej szafie dwa mundurki. Pierwszy, podpisany „Kusanagi”, był bardzo podobny do tego noszonego przez większość bogów – biała koszula, ciemnoszara kamizelka, biało-złota marynarka i do tego ciemna spódniczka. Drugi, z nazwiskiem „Shiroi”, wyglądał niemal identycznie, lecz jej marynarka była czerwona, ze złotymi wstawkami – z przodu do pasa, z tyłu do kolan. Nie miała też kamizelki.
Obok szafy, na komodzie, leżały dwa małe notesy ze złotymi gwiazdami. Sądząc po wszechobecności tego symbolu, Kin wywnioskowała, że jest to zapewne coś w rodzaju godła szkoły.
– Co za wariactwo... – jęknęła rudowłosa, opadając na kanapę.
– Masz rację. Tak właściwie to jeszcze się nie przedstawiłam. Jestem Kusanagi Yui. Miło mi. – Uśmiechnęła się przyjaźnie i usiadła na krześle.
– Shiroi Kin. Kinzoku, ale wolę Kin. Cześć – odparła od niechcenia.
– Więc... jeśli mamy spędzić ze sobą najbliższy rok, może się trochę poznamy?
– Ty naprawdę w to wierzysz? – zapytała zdziwiona.
– No, tak... To dziwne, niesamowite i zupełnie zwariowane, ale chyba wierzę. A ty nie?
– Jakoś nadal mam wrażenie, że to tylko głupi sen, z którego wyrwie mnie budzik w najlepszej części. Ale jestem już zmęczona tą ciągłą fantastyką, bogami, mocami i tak dalej... W sumie to chciałabym się obudzić...
– Ja też... Zobaczyć rodziców, braci... A ty masz rodzeństwo, Kin?
– Miałam. Moja starsza siostra Anna zmarła dwa lata temu na raka kości.
– Przykro mi.
– Już się przyzwyczaiłam. Ilu masz braci?
– Dwóch. Oboje są starsi. Już pracują. Kiedyś przejmą też świątynię po rodzicach.
– Mieszkasz w świątyni? – Shiroi zapytała z zaciekawieniem. Po całym dniu mocnych wrażeń obie potrzebowały trochę normalności. Obie potrzebowały.
– Tak. Moi rodzice ją prowadzą, a ja i bracia im pomagamy. To całkiem fajne. Mieszkam w północnym Kioto, a ty?
– Podobno w Kioto jest bardzo ładnie. Wschodnia Fukuoka. Najdalej od morza, jak się tylko dało!
Obie zachichotały.
– Jesteś rodowitą Japonką? – zapytała Kusanagi.
– Chodzi o moje włosy? Są naturalne. Dziadek był Japończykiem. Babcia i rodzina mamy to rodowici Anglicy. Do Japonii przyjechaliśmy, gdy miałam rok. Ale ty jesteś Japonką, prawda?
– Tak, chociaż chyba mam jakiegoś przodka Koreańczyka, z tego co wiem... Czym zajmują się twoi rodzice?
– Mama jest pielęgniarką w szpitalu miejskim. Ojciec był architektem, ale odszedł po śmierci mojej siostry, więc nie wiem, co teraz robi. Jak to jest mieszkać w świątyni?
– Całkiem fajnie. Mam dużo obowiązków, ale lubię to. Jakie masz hobby?
– Tańczę. Przerobiłam chyba wszystkie tańce, jakie tylko mogłam – od baletu po hip-hop. Gram też trochę na gitarze i pianinie. A ty?
– Szermierka. Trenuję, odkąd byłam dzieckiem. Zawsze chciałam uczyć się grać na skrzypcach, ale nie miałam ucha do muzyki. – Yui podrapała się po głowie z zażenowaniem.
Kin zachichotała.
– Ja za to chciałam uczyć się sztuk walki, ale ojciec powtarzał, że takie chuchro jak ja powinno co najwyżej nauczyć się szybko uciekać. Ale trochę dopięłam swego, bo ostatnio chodzę na Capoeirę – powiedziała, po czym ziewnęła.
– Może chodźmy spać – zaproponowała Kusanagi. – Jest już późno...
– Wiesz, Yui... Z jednej strony się cieszę, że obudzę się we własnym łóżku, ale z drugiej – chciałabym zobaczyć, jak ta historia się potoczy...
– Ja też... Może jutro nadal będziemy w tej Boskiej Akademii...
– Nie sądzę... Zobaczymy rano. Dobranoc.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania