Poprzednie części: Kiedy na ten przykład, wchodzę z butami w czyjąś bezsenność.
Kiedy głowa opada w podłogi, a one otwierają się na oścież.
Dzień dziesiąty, ogryzki jabłek i pestki
wdeptane w trawę, schowane przed słońcem.
Pierwsze śliwki ulegające korozji,
opadają z gałązek wprost na asfalt,
pod koła rozpędzone do czerwoności.
I tyle mniej więcej.
Przy czym mniej, to sama wiesz,
a więcej w tym psychozy i niepoczytalności.
Zwariowałem na twoim punkcie,
przy czym teraz to już tak na wpół.
Komentarze (13)
Kupuję w całości, świetne!
Dzięki
Mnie tez podpasował. Git. :)
Dzięki
Dlaczego Szał Podkowińskiego przyszedł mi na myśl? Czyżby ta sama ekspresja?
Nie znam, więc nie mam pojęcia
Szalej. te śliwki opadające na asfalt pod koła rozpędzone do czerwoności... przy tym wariacja z tęsknoty, miłości... słowem szał
Grafomanka coś w tym jest, jakieś szaleństwo rzeczywiście. Chwilę kryzysu miałem rano, przez cały poprzedni tydzień miałem chwilę kryzysu. Ale stopniowo zaczynam wracać do siebie, mam nadzieję. Pytanie na ile mi starczy sił
Szalej. Pan Bóg nie daje więcej niż można unieść. Też nieraz myślałam, że więcej nie zniosę, a okazuje się, że ciągle jest więcej, a ja jakby silniejsza... Dasz radę!
Grafomanka ja nie chcę dawać rady. Ja ciągle daję radę. Jakoś. Ja chcę, żeby w końcu było dobrze. Albo chociaż cofnąć się rok wstecz
Grafomanka o. Jednak znam ten obraz
Szalej. każdy chce żyć dobrze, chociaż odrobinę szczęścia znaleźć i zamknąć w dłoniach, nie wszystkim to jednak pisane, mam nadzieję, że Tobie się uda, czego szczerze życzę. Ktoś, kto tak piękne wiersze pisze, zasługuje na wszystko, co najlepsze.
Powodzenia!
Grafomanka gdyby to tylko od wierszy zależało. Dzięki. Wzajemnie, wszystkiego dobrego
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania