Kroniki tubylcze

- Heniu, weź, no daj zapalić.

- Przypalić, to ja ci mogę – mruknął niewysoki chłop, zarośnięty niczym niestrzyżona od miesięcy owca i zaciągnął się mentolowym dymkiem papierosa.

- Aleś kolega! – Dryblas odwrócił się do kompana ze swojej lewej strony. – Stasiek nie bądź tym, co między nogami nosisz…

- A bo on tam co nosi – stwierdził filozoficznie postawny mężczyzna z blond czupryną. Polegując sobie beztrosko, zajmował tym samym większą część powierzchni skarpy rowu melioracyjnego usytuowanego tuż za sklepem.

- Te, Alwaro, nie bądź taki Belmondo – Stanisław warknął do zadowolonego z siebie mężczyzny i strzyknął śliną spomiędzy jedynki i trójki. A jako że widoczny ubytek w uzębieniu sprzyjał takim ewolucjom, powtórzył czynność, znacznie przykładając się do precyzji, co skutkowało trafieniem w sam środek spoczywającej obok zardzewiałej puszki po konserwie marki „Tyrolski przysmak”. – Rozwalił się jak Cezar przed powieszeniem i udaje uczonego. - Zadowolony z riposty wyciągnął zmiętą paczkę Nevad.

- Stasiu, porządny z ciebie chłop…

- Tak, porządny, chyba jak wszyscy ze wsi wyjadą. – Wygodnie ułożony blondyn odwrócił twarz do słońca, wyraźnie dając zebranym do wiadomości, że jego osąd jest ostateczny i nieodwołalny.

- Masz tu jednego, Mariuszek… – Stanisław z namaszczeniem podał upragnionego fajka i szybko dodał: - Ale wieczorem oddajesz dwa!

- Tak, tak, oddam na pewno - zapewnił ochoczo nieco przykurzony cementem młodzian.

- No i masz dobrego chłopa. Lichwiarz! Sto procent w… - Nazwany Alwarem zerknął na zegarek, a potem zwrócił się do nerwowo poszukującego zapałek chłopaka: - Młody, do której robisz?

- Do osiemnastej – chyżo odpowiedział zagadnięty, z ulgą wyciągnąwszy z kieszeni spodni zapomnianą zapalniczkę.

- No! W pięć godzin zarobi sto procent! – Postawny mężczyzna przyjął pozycję siedzącą, aby lepiej ogarnąć wzrokiem towarzyszy i kontynuował biznesowe rozważania: - Ja rozumiem dwadzieścia pięć procent, nawet trzydzieści… Pal licho, niech będzie pięćdziesiąt, ale sto! Toż to zgroza i wyzysk. Ciekawe, co na to urząd od konsumenta? Heniu, jak uważasz, czy ta ochrona klienta nie powinna tu interweniować?

Zarośnięty jak niestrzyżona od miesięcy owca, spojrzał kontemplacyjnym wzrokiem na ożywionego mówcę, potem na butelkę z resztką piwa i oznajmił łagodnie, choć stanowczo:

- Życie jest niesprawiedliwe. – Po wypowiedzeniu uniwersalnej na każdą okazję złotej myśli, upił życiodajnego płynu, który niewątpliwie rozjaśnił mu pogląd na sprawę i oświadczył z pełną powagą: - Cezarów nie wieszali, tylko truli.

Wszyscy zebrani, jak jeden mąż zajrzeli do swoich flaszek.

- Czym truli? – dopytał śpiesznie nikotynowy baron, po czym czujnie zlustrował hektar czterdzieści sołtysowej pszenicy.

- Pewnikiem czym popadło – spokojnie objaśnił zagadnienie Henio, przeczesując długaśną brodę o barwie owczego runa przedstawiciela rasy polskiej nizinnej.

- To znaczy czym? – Stanisław mocno zainteresowany przysunął się bliżej kolegi, nie zwracając uwagi na specyficzny zapach przypominający jako żywo kudłatego przeżuwacza.

- A skąd mam wiedzieć, czego wtedy używano? Wiem, że truli i tyle.

- E tam, truli jagodami i gzybami – skwitował przebudzony podniesionymi głosami Rysio. – Teraz tyz trujo, ale jakimiś płynami do wychodka.

Cztery pary oczu o różnej ostrości widzenia, zwróciły się ku chudemu i wysokiemu jak tyczka od fasoli chłopinie, o nigdy nie ustalonym przez nikogo, włącznie z samym zainteresowanym, wieku.

- O, obudził się… - Henio uśmiechnął się autentycznie uradowany. – Postawisz kolejkę?

- Postawi, co ma nie postawić, teraz jego tura – stwierdził blondyn, kątem oka zerkając na chwiejnie podnoszącego się towarzysza wielu niezapomnianych imprez plenerowych.

- Nie postawi – ponuro odparł lokalny przedsiębiorca.

- Nie postawi, bo teraz kolejka Białego – oznajmił donośnie i z całą mocą słabych płuc wyspany drągal, wskazując na przystojniaka Alwaro.

- Mówiłem. On nawet jak śpi, to liczy, skuza jedna w kółko golona.

- Zdzemnąłem się ociupinkę, słonko gzeje, trawka rośnie, pscółka bzycy, kobita nad głową nie rycy… Zabronione cy jak? – Na potwierdzenie przeciągnął się, aż gnaty zatrzeszczały i w karku coś strzeliło.

- Kiedyś złamie się jak nic… - Rozczarowanie brodacza zamieniło się w niepokój. – Jak jaka wichura będzie, to w locie z głodu pomrze, tak długo będzie fruwał.

- No i nie pykło – mruknął młody, kiedy okazało się, że o suchym pysku będzie zmuszony powrócić do roboty. Smutno spojrzał najpierw na dopalającego się papierosa, a potem w kierunku skąd dobiegał monotonny zgrzyt zdezelowanej betoniarki. – Stachu, a po co ci wiedzieć o tych truciznach?

- Pewnie swojej chce się pozbyć – zakpił patyczak. – Ale na nią to tza z kilo sromotnika, chocias kto wie, cy nie zamało by było…

- Te, sepleniuch, a w suche dupe kopa chcesz? – Stanisław obruszył się nie na żarty. – Swojej lepiej pilnuj, bo diabli wiedzą, co ona w tej robocie robi i kiedy z Frankiem jego fordem do tej roboty jadą.

- A bo tam to mydło? Nie wymydli się. – Rysio machnął ręką, chciwością wbrew pozorom nigdy nie grzeszył i na starość też nie miał zamiaru. – Piniędze do domu psynosi, gospodarna i cysta, to co tam wyzekać.

- Wiecie, że sklepowa komórkę sobie kupiła? – Darek na dawne wspomnienie o niezbyt pięknej, ale za to gorącej żonie kompana, aż zarzucił grzywką w kolorze dojrzewającego zboża na sołtysowym areale.

- Jasiek sam sklecił, a nie kupiła. Widziałem, jak z ojcem byłem u Brodowskich po ćwiartkę świniaka. – Mariuszek włożył dłonie do przepastnych kieszeni i pogmerał przy przyrodzeniu. – Desek z tartaku nabrał trzeciej klasy, a Jadźce powiedział, że pierwszej były. Forsę z młodym Maciaszkiem w sobotę przepili, za co Józkowi się dostało, bo jego matka myślała, że wypłatę z wozakowania przechlał. Ale Józuś charakterny i Jaśka nie wydał…

- Telefon kupiła, mówiłem, a nie szopę – Biały przerwał opowieść chłopaka. – Nie wtrącaj się, jak starsi gadają i jaja trzeba myć, a nie drapać się po nich.

- No i kogo obchodzi, że kupiła? – odciął się zawstydzony Mariuszek. – Wszyscy teraz mają!

- Głupiś – warknął Darek. – Jak kobita, a na dodatek sklepowa ma takie urządzenie, to niebezpieczna sytuacja może wyniknąć, bo…

- To prawda, ze te komórki z kosmosem sie łącą? – Rysio przeczuwając konflikt pomiędzy młodą porywczością i nieuzasadnioną wiekiem pewnością siebie, interweniował z wrodzoną prostotą. – Mnie jeden wnucek opowiadał, ze sobie gadam, a to leci do satelitów i spada, i mnie słysą, i tyz do mnie tak gadają.

- A ja słyszałem, że nie jesteśmy sami w kosmosie. – Mariuszek spojrzał w niebo, jakby szukając poparcia dla swego rewelacyjnego oświadczenia.

- A niby z kim? – zapytał Stasio, wychylając się z rowu. Tym razem bacznie zlustrował drogę do wsi.

- Co z kim? – dopytał młodzik, rozdrażniony koniecznością powrotu na sąsiadującą ze sklepowym terenem rekreacyjnym budowę.

- No z kim , no z kim?! Pytam, z kim nie jesteśmy sami w tym kosmosie? – Upewniwszy się, że własna, bogobojna i obdarzona wielkim nie tylko głosem małżonka nie podąża w jego kierunku, przychylniej spojrzał na coraz bardziej zainteresowanych tematem kompanów.

- Ponoć jest życie w kosmosie… – autorytarnie stwierdził Henio, a stan zamyślenia jednoznacznie wskazywał, że skupia się nad wyłowieniem z pamięci kolejnej mądrej sentencji.

- Tiaa, pozagrobowe też. – Właściciel bujnej, jasnej czupryny z uwagą strzepał z nogawki źdźbła trawy i przy okazji jakiegoś dorodnego robaka z imponującymi szczypcami na głowie. – I życie wewnętrzne też jest.

- Wewnętrzne? – Uspokojony biznesmen oparł się wygodnie o pień rosochatej i wiekowej, jak wszyscy okoliczni diabli z opowieści bardzo starych mieszkańców, i poddał w wątpliwość tezę o ilości bytów. – No o tym w kosmosie, to żem słyszał, ale o tym w środku to ni kuta, a o pozagrobowym, to różnie gadają…

- No jest! – wykrzyknął młody podniecony faktem, że ktoś poparł jego sensacyjną wieść. – Jak weterynarz przyjechał do ojcowej kobyły, to wyciągnął taką białą, wielką strzykawkę i powiedział, że teraz, to będą się pozbywali życia wewnętrznego. - Zauważywszy pewne zdezorientowanie na twarzach słuchaczy, w celu doprecyzowania dodał: - No, u tej kobyły… znaczy się.

Westchnienie ulgi i zrozumienie na twarzach zebranego kolektywu było zachętą do dalszej dyskusji.

- Ja oglądałem na jakimś tam czanelu i czy innym diskaweru, że jest druga planeta podobna do naszej i że mamy się tam wyprowadzić, i tam będą jakieś pola czy cuś. - Henio odgarnął nadmiar owłosienia z ust, co zapowiadało dłuższą wypowiedź. – I takem se wykompinował, że trza trochę szyszek chmielu z kazikowego sadu buchnąć i tytoniu nasion ze zdziśkowego pola, bo jak inni nie pomyślą, to zostaniemy bez browara i fajek. A bez tego, to życie do dupy. Zrobią, jak z tymi alpagami…

Zdziwiony wzrok młodego, pełen politowania blondyna i niewyraźne spojrzenie Staśka na Rysia sprawiło, że Henio umilkł, nie odnajdując wytłumaczenia dla tak sceptycznego podejścia do oczywistej sprawy.

- Tak może być, ale jeszcze nie teraz. Jak już, to zabiorą tam bogatszych, bo muszą zapłacić. Oglądałem kiedyś taki film. No, co samochodem wypadli z samolotu. A poza tym, my tego nie dożyjemy, prawda Daruś? – Stasio wspiął się na wyżyny własnej subtelności, aby nie sprawić przykrości starszemu koledze, który ani do majętnych, ani najmłodszy nie należał, a przede wszystkim miał lęk wysokości i o lataniu mowy nie było, odkąd spadł z belka w stodole, gdy siano w kostkach układali.

- Mów za siebie, ja tam mam zamiar dociągnąć do setki, a potem się zobaczy. A ty, Stasiu, to bez szybowania galaktykę zobaczysz, jak twoja kobita tu zaraz przyfrunie – zarechotał złośliwie, mocno poklepując szczerbatego kolegę, nawet zbyt mocno, a wszystko przez to, że sobie przypomniał, iż ten nazwał go Alwarem i Belmondem na dokładkę.

- A co myślisz, że się boję swojej baby?! - Chłop poderwał się na równe nogi i stanął naprzeciw zadowolonego z siebie Darka. – Tak? Tak? Wcale się nie boję… O, tu, tu mam ją zakręconą – na potwierdzenie słów pokazał brudny i koślawy paluch wskazujący – nie podskoczy mi, jakem Pierzynowski!

- Bo co? Nie boisz się? Akurat! Wszyscy wiedzą, że jak Luśka jednym cyckiem machnie, to na Bryśkiewicza pole lecisz lotem koszącym, jednostajnie opadającym. – Biały, zadowolony z użycia naukowego słownictwa rozejrzał się po kumplach, oczekując poklasku dla swojej wszechstronnej wiedzy. – A wiesz, że po każdym wypitym kieliszku ginie kilka stówek szarych komórek? Nie masz pojęcia, bo skąd, kiedy została ci już tylko jedna…

Nagle powstało jakieś zawirowanie. Tuman kurzu spod sklepowej ściany zasłonił umykającego na sąsiadujący przez płot ze sklepem teren budowy, a Henio chwyciwszy w dłoń brodę długą na pół metra i niestrzyżoną niczym owca kilka miesięcy, zanurkował w sołtysową pszenicę prawie jak zbita z kursu kometa. Kątem oka zdążył jeszcze ujrzeć, jaką niewiarygodną prędkość rozwinął na żwirowej drodze Rysiek i komicznie przebierając patyczakowatymi nogami, nawoływał:

- Uciekajta! Uciekajta!

- Cycki Luśki?! Cycki Luśki?! Ja ci dam cycek Luśki! – Kobieta słusznego wzrostu i jeszcze słuszniejszej tuszy, wpadła niemalże jak F 16 po liftingu przekraczający barierę dźwięku na wysokości trzech kilometrów. – Jak cię pizdnę, błaźnie, w ten rozczochrany łeb, to nie tylko zobaczysz ziemię z góry, ale całą galaktykę z jej zamieszkałą i niezamieszkałą zawartością.

Darkowi wygodne rozłożenie na skarpie rowu melioracyjnego i ufność we własną wyjątkowość, nie pozwoliło w porę na sprawny taktycznie odwrót. Gdy odkrył, że urok osobisty nie uchroni go przed stasinkową połowicą, zdał się na niechlubną ucieczkę po dnie niecki melioracyjnej, nie do końca uniknąwszy ciosów dłoni szanownej damy. Jasne, wyprasowane w kant spodnie, pobrudzone źdźbłami traw i innej mniej szlachetnej roślinności oraz rozgniecionymi dorodnymi robalami z imponującymi szczypcami na głowie, nie sprawiły tyle żałości, co świadomość zignorowanej racji. Zniesmaczony dysząc, mamrotał pod nosem:

- A mówiłem… Mówilem, że niebezpieczna sytuacja… że se te komórkę sprawiła!

Jedynie Stasio przyzwyczajony do częstego widoku wchodzącego w atmosferę strefy zasklepowej meteoroidu o nazwie „Lucyna” uznał, że poczeka, aż ciało małżonki wytraci impet i uspokoi prędkość wzburzonych myśli. Przez chwilę żal mu się zrobiło, że prawdopodobnie nie odbierze już dzisiaj udzielonej młodemu pożyczki, ale doszedł do wniosku, iż jutro procent wzrośnie i z powodu nagłego zjawiska stratny być nie powinien. Westchnął głęboko w oczekiwaniu na ostatni rozbłysk…

- Stasinek! Do domu!

I karnie, ściskając głęboko ukrytą w kieszeni starych portek setkę gorzkiej żołądkowej, pomaszerował do domu w akompaniamencie cichnących grzmotów.

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (20)

  • IgaIga 5 miesięcy temu
    Uuuuuu. Się nie poznałam na pisaniu. Akwa - nie wiedziałem, że tak dobrze piszesz! Szacun.
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Iguś, może i dobrze, ale nie aż tak ;)
  • kigja 5 miesięcy temu
    Nie odgadłam Twojego autorstwa , Akwadar. Ale muszę przyznać , że potrafisz sprawnie zobrazować powszechną codzienność.
    Chyba muszę przejrzeć cały Niepowtarzalny Styl i wczytać się w prace autorów, żeby przygotować się na kolejną szaradę. Zostawiam 5.
    Pozdrawiam
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Czytaj, czytaj, bo niepowtarzalni potrafią operować stylami ;)
  • Freya 5 miesięcy temu
    "Polegując sobie beztrosko, zajmował tym samym większą część powierzchni skarpy rowu melioracyjnego usytuowanego tuż za sklepem." – niżej będzie właściwie ^_^
    Popierdolenie dywizów z półpauzami; poważnie nie dostrzegasz?😞 Pozdro
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Freya dostrzegam... :)
  • Freya 5 miesięcy temu
    trochę chujowo cokolwiek 😛
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Freya nie będę poprawial worda, który zamienia pólpauzę na łącznik, bo mi się nie chce, Zresztą to występuje tylko na opowi.
  • Bajkopisarz 5 miesięcy temu
    Popołudniowe Polaków rozmowy. Czas mija beztrosko, ze wszystkim się zdąży, nie ma ciśnienia ani przymusu. Jest sielsko, anielsko, wesoło. Że bez jakiś wyższych, wygórowanych ambicji? No cóż, nie każdy musi zaraz mieć wysokie aspiracje, na tych niższych też można gdzieś zajść.
    Bardzo dobrze napisane, wiarygodnie 😉
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Bajkopisarz życie najlepiej inspiruje.
    Czasami sie zastanawiam nad życiem podobnych osób i dochodzę do wniosku, że jest zdrowsze i zupełnie pozbawione stresu.
  • Bajkopisarz 5 miesięcy temu
    Akwadar Tak, pewna doza nieświadomości, dość duża w tym przypadku, dobrze wpływa na życie psychiczne, pozbawione tym samym niuansów i wątpliwości.
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Bajkopisarz z podobnym stylem życia stykam się od niedawna i jestem jednako zdumiony co zafascynowany.
  • Angela 5 miesięcy temu
    Lekko napisane, zabawne. Scenka obyczajowa, jaką można by podejrzeć gdzieś na wsi. Podobało mi się.
    Pozdrawiam.
  • Akwadar 5 miesięcy temu
    Witam Cię Pani ponownie ;)
    Mam okazję od jakiegoś czasu "podglądać" i jestem zafascynowany takim podejściem do życia ;) :)
  • Nefer 3 miesiące temu
    Humorystycznie przedstawiony pewien obraz rodzimej prowincji, trochę jak "ławeczka filozofów", bo tematy podobnie abstrakcyjne, tylko dyskutanci bardziej siermiężni (ale przez to bliżsi realnemu życiu). A wszystko to ukazane przede wszystkim w dialogu, co dowodzi wysokich umiejętności charakteryzowania postaci. Stylistycznie bez zarzutu.
    Pozdrawiam
  • Akwadar 3 miesiące temu
    Takie słowa to prawdziwy komplement. Dzięki, Neferze.
  • Tjeri 3 miesiące temu
    Przybyłam za komentarzem i nie żałuję. Świetna scenka, a momenty typu "Piniędze do domu psynosi, gospodarna i cysta, to co tam wyzekać." - wymiatają...
    No i widać, że "szkicowane z natury" :D.
    Dobrze się czytało :).
  • Akwadar 3 miesiące temu
    Tak, Tjeri, jak cholera z natury. Nie mam czasu, ale takich historyjek jest multum do opisania.
    Dzięki ;)
  • Narrator 3 miesiące temu
    Ja nazywam to "dramat sytuacyjny". Poglądy autora podzielone na kwestie dla kilku postaci, które mogą sobie swobodnie zaprzeczać, prezentować przeciwstawne punkty widzenia, po to tylko aby uwypuklić w co autor tak naprawdę wierzy. Piszesz nieco inaczej niż ja, no i dobrze, bo inaczej nie mógłbym się niczego od ciebie nauczyć.
  • Akwadar 3 miesiące temu
    Narrator, myślę, że co najmniej dziwne wydawałoby się, gdybyśmy pisali podobnie ;)
    Lepsi są tu ode mnie i ucz się od nich:)
    Dzięki za komentarz.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania