Kruk zmian ~ Rozdział 2. Kruk i łasica

Gdy wreszcie dociera pod drzwi zaniedbanego pięciopiętrowego budynku mieszkalnego, położonego nieco poza ścisłym centrum, jest świadkiem codziennej rutyny jego mieszkańców.

Niemal odlicza w głowie, gdy wreszcie przez jedno z uchylonych okien na drugim piętrze słyszy:

– Ty przeklęty łajdaku! Szumowino niedomyta! Łachudro bez kutasa!

Rozważnie cofa się o parę kroków, a szkło rozbija się o betonowy parking. Wystarczająco blisko, aby skrzywić się z powodu hałasu, ale wciąż wystarczająco daleko, aby nie oberwać żadnym odłamkiem.

Chwilę później obdrapane drzwi w kolorze ciemnego brązu otwierają się gwałtownie i na zewnątrz wybiega mężczyzna o błądzących oczach w pomiętym i brudnym ubraniu. Ledwo zwraca na Emmę uwagę, jak każdego dnia, pędzi w sobie znanym kierunku, byle dalej od przeklętej kobiety. Jednak to samo nie udaje się jej to w przypadku Pani Miller, która wychyla się za kochankiem przez okno i wrzeszczy:

– Obyś się tu więcej nie pokazywał!

Mimo tego, że wszyscy w okolicy wiedzą, że skończy się to jak zawsze. I jakby Emma była jakimś symbolem tej ukrytej przed wszechświatem wiedzy, Pani Miller patrzy na nią z pogardą i całą nienawiścią.

– Kolejna dziwka! – prycha przez żółte zęby, po czym znika w środku.

A Emma wzdycha, wciąż mając przed oczami ledwo zakryte przez szlafrok obwisłe i zdecydowanie nie atrakcyjne piersi. Ta kobieta nigdy nie kryła się ze swoimi wątpliwej jakości wdziękami, ale przyzwyczajona już do tego, poza chwilowym zgorszeniem, nie zwracała na to większej uwagi.

Dalsza część poranka mija już w przyjemniejszej atmosferze. Wchodząc po schodach mija młodego początkującego prawnika, który ma nadzieję zarobić na jakieś porządniejsze lokum w najbliższej przyszłości.

Ubrany jak zawsze w niedoprasowany garnitur i przekrzywiony krawat, uśmiecha się nerwowo i mruczy szybkie przywitanie pod nosem, nim przeskoczy parę ostatnich schodów i zniknie na zewnątrz. Macha mu jedynie, jak zwykle to czyni, nauczona doświadczeniem, że odpowiadanie werbalne może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wspina się dalej, to jej codzienna żmudna wędrówka na ostatnie piętro. Na trzecim piętrze trafia na znajomego staruszka z dwoma psami. Mężczyzna uchyla kapelusza w uprzejmym geście.

– Witaj Emmo. – Uśmiecha się łagodnie z tym błyskiem w oczach, przeznaczonym dla wspólników zbrodni. – Jak minął sylwester?

– Och, tak jak zawsze – odpowiada równie serdecznie, skubiąc na ramieniu pasek sportowej torby. – W pracy, jak sądzę.

– Ach. – Starzec wzdycha ze zrozumieniem, po czym klepie ją poufale po dłoni. – Nie martw się. Ja też nie wyszedłem wczoraj na zewnątrz. A tak poza tym, to miałaś gości, złotko. Tak mi się przypomniało, gdy cię zobaczyłem. Pukali do mnie późnym wieczorem i pytali gdzie jesteś, ale nie mogłem im nic więcej powiedzieć poza tym, gdzie pracujesz. Wyglądało na pilne.

Ma tak przepraszający wyraz twarzy, a w spojrzenie nieco przestraszone, że Emma powstrzymuje marszczenie brwi w ostatniej chwili, podobnie jak obronne skrzyżowanie ramion. Nie chciała, aby poczuł się winny, w końcu miał dobre intencje, jak się domyślała. Niemniej wprawiało ją w niepokój to, że ktoś wiedział gdzie mieszka i przypadkiem również dowiedział się, gdzie pracuje.

Nie były to zbyt dobre wieści, biorąc pod uwagę jej byłego chłopaka ze skłonnościami do śledzenia Emmy miesiącami po ich rozstaniu. Jeśli to był on, to prawdopodobnie będzie musiała znowu zmienić miejsce zamieszkania, ale nie miała obecnie siły nawet o tym myśleć.

– Cóż, dziękuję za informację – mruczy. – Nikt się ze mną nie skontaktował, więc zakładam, że nie aż tak ważne.

– Bardzo możliwe. Nie wypytywałem, wiesz… nie widziałem również dokładnie kto to. Nie przepadam za otwieraniem obcym ludziom.

Emma nie odpowiada, po prostu kiwa głową. Zrozumiałe, biorąc pod uwagę sąsiedztwo. Siedzące dotąd spokojnie dwa psy nagle zaczynają piszczeć, wiercą się dając znać właścicielowi o swoich potrzebach. Starzec wzdycha i kiwa głową.

– Czas na mnie zatem. Bardzo miło cię widzieć Emmo. Do zobaczenia jutro. – Uśmiecha się szeroko, uchylając kapelusza i zaczyna schodzić na dół.

– Jasne. Powodzenia. – Unosi dłoń na pożegnanie.

Jeszcze przez parę chwil odprowadza ich zamyślonym spojrzeniem, dopóki jej zegarek nie wibruje, przypominając o dzisiejszym treningu. Spogląda na godzinę i postanawia, że najwyższa pora, aby wrócić do mieszkania, ogarnąć się i pójść spać.

Gdy jednak dociera do drzwi mieszkania, jej serce na moment przestaje bić, a gdy zaczyna, to wali jak oszalałe. Przez kilka chwil po prostu patrzy na uchylone drzwi do mieszkania. Potem w popłochu rzuca się na torbę, szukając telefonu z pragnieniem wyjaśnienia tego całego nieporozumienia. Nim jednak go dosięga, nieruchomieje, gdy zza pleców słyszy suchy, formalny kobiecy głos.

– Panna Emma Hake?

Prawie upuszcza wszystko co trzyma w dłoniach i odwraca się gwałtownie. Jest zdumiona, gdy widzi parę, a co od razu rzuca się jej w oczy, to ich wygląd. Mężczyzna o kruczoczarnych włosach i ciemnych oczach o zaskakująco młodej twarzy, patrzy na nią z wiedzą kogoś o wiele starszego, niż wskazywałby na to wiek. Jego haczykowaty nos przypomina dziób, a sylwetka, smukła i nieco chwiejna, porusza jakąś strunę w jej pamięci, ale nie ma czasu się nad tym zastanowić.

Odzywa się nim Emma zdąży ochłonąć, a jego głos przyprawia ją o ciarki na plecach. Skrzeczący, przypominający niemal… krakanie.

– Emma Hake – potwierdza cicho, przekrzywiając głowę z boku na bok. – Oczywiście, że to Emma Hake. Ciężko nie poznać po rysach.

– Rzeczywiście.

Kobieta u jego boku uśmiecha się, ale grymas ten nie sięga paciorkowatych oczu. Twarz ma pociągłą, a usta ściągnięte, a wszystko to niemal przypomina Emmie mały pyszczek. Jest drobna, ledwie sięga jej do ramion, a jednak emanuje od nie jakiś rodzaj dumy i pewności siebie. Jasne blond włosy ściągnięte ma w dystyngowany kok, który wygląda jakby zaraz miał się rozpaść.

Emma stara się otwarcie nie gapić, w międzyczasie szukając zaginionego głosu. W końcu znajduje go po serii odchrząknięć.

– Przepraszam, ale kim państwo są? Nie sądzę abym zdradzała swoje imię, chyba że powiedziałam je za sprawą jakiegoś nieszczęśliwego przypadku na głos. W co szczerze wątpię. – Wciąż zerka na oczywistą próbę włamania się do mieszkania. – Czy to wasza sprawka?

Chociaż pytanie nagle wydaje się głupie, skoro stali nieopodal i wcale nie wyglądali, jakby czekali w środku, niemniej nie może pozbyć się wrażenia, że w jakiś sposób są w to zamieszani.

Obcy wydają się jednak równie chętni na udzielenie wyjaśnień, co na kontynuowanie miłej pogawędki, więc milczą i obdarzają Emmę długimi, badawczymi spojrzeniami. Ta uwaga wwierca się w jej duszę, czyta w myślach, obdziera z najgłębiej ukrytych pragnień. Robi niespokojna, coraz energiczniej zaciska i rozluźnia palce na telefonie, niepewna co robić. I gdy w końcu ma polec w tym bezsłownym starciu silnej woli, mężczyzna wreszcie się odzywa:

– Myślę, że masz coś, co należy do nas Emmo – oznajmia tak beznamiętnie jakby mówił o pogodzie, a nie o czymś, o czym nie miała bladego pojęcia i co brzmiało co najmniej jakby go okradła.

Mruga na to oskarżenie, a niedowierzanie sprawia, że prycha śmiechem.

– Nie wydaje mi się. Z całym szacunkiem, ale widzę was na oczy po raz pierwszy, nie wspominając o fakcie, że nie jestem złodziejem. Mimo że okolica w której mieszkam może sprawiać nieco inne wrażenie.

– Nic nie ukradłaś, drogie dziecko – wtrąca się kobieta, a jej oczy błyszczą czymś, co mogłaby określić mianem irytacji. – Ale masz coś, czego potrzebujemy.

– Macie na myśli…?

– Twoją siostrę.

Odpowiedź jest tak prosta, że z początku Emma jej nie rejestruje. Ale wreszcie powaga sytuacji uderza w nią, co sprawia, że wszelkie inne myśli ulatują. Spogląda w stronę mieszkania. Z trudem wypuszcza drżący oddech, usiłując nie wpaść w spiralę paniki.

Zbyt dużo w zbyt krótkim okresie czasu oraz wciąż krążący w żyłach alkohol, sprawia, że czuje się jakby właśnie wkroczyła do innego uniwersum.

Siostra. Ma siostrę. I niech diabli pochłoną cały przeklęty system, który to przed nią ukrywał. Oraz jej rodzinę zastępczą, której chęci uprzykrzenia jej życia dorównywały jedynie trzymaniu ją w niewiedzy na temat okoliczności pojawienia się Emmy w ich domu.

Ma siostrę. I dowiaduje się tego od jakiś pokręconych ludzi, którzy na dodatek zapewne włamali się do jej mieszkania.

I ma całkiem solidne podejrzenia, że próbowali znaleźć tam jej siostrę. Wyglądali na zdolnych do takich rzeczy, a w dodatku te spojrzenia… Nawet nie mrugają, jakby wszystkie ludzkie odruchy były im obce. Emma zastanawia się, czy czekają przetworzy to, co usłyszała, aż zapewne w napływie szoku poda im na tacy to, czego pragną.

Ale Emma dawno temu, już gdy wyprowadziła się z rodzinnego miasta, zdecydowała, że kończy z podążaniem za cudzymi oczekiwaniami. Tym razem nie jest inaczej. Zalewa ją nagłe poczucie przywiązania do siostry, której przecież nawet jeszcze nie zna, a która właśnie stała się jedyną, prawdziwą rodziną jaką posiada.

Więc raczy obcych małym, uprzejmym uśmiechem, gdy mówi:

– Nie mieszka ze mną, jeśli to sugerujecie.

Najwyraźniej jednak jest to odpowiedź spodziewana, bo rozluźniają się, a mężczyzna znowu przekrzywia głowę z boku na bok, co jeszcze bardziej wzbudza niepokój w Emmie.

– Wiemy. Dopiero dowiedziałaś się o jej istnieniu. Potraktuj to jako przysługę. W zamian żądamy jedynie, abyś ją dla nas znalazła.

– Dlaczego miałabym to zrobić?

– Ponieważ jest kluczem dla naszej organizacji.

– A co jeśli się nie zgodzę?

Ostrożnie bada postawione granice, sprawdzając jak daleko może się posunąć. Z trudem powstrzymuje się od stanowczego odmówienia, ale uświadamia sobie, że nie tylko nie wie kim są ci ludzie. Tak naprawdę nie ma pojęcia czego naprawdę pragną. Być może zadanie paru pytań sprawi, że dowie się czegoś więcej.

Jednak gdy wspomina o odmowie, coś zmienia się w ich twarzach. Jakby utrzymywane dotąd maski opadły, a w ich oczach nie widać już wystudiowanego znudzonego spojrzenia, a realną groźbę, zapowiedź zagrożenia, co sprawia, że Emmę paraliżuje strach.

Z trudem przełyka ślinę, biorąc drżący oddech. Nie ma pojęcia skąd tak nagłe uczucie, ale czymkolwiek to jest, znika równie szybko, co się pojawia, a nieznajomi znów wydają się być jedynie uprzejmie znudzeni całą konwersacją.

– Wtedy obawiamy się, że będziemy musieli sięgnąć po bardziej tradycyjne środki, co może skrzywdzić twoją siostrę, Emmo, a tego raczej nie chcesz, jak mniemam – mruczy kobieta, a jej oczka błyszczą chytrze. – Prościej i dla nas i dla ciebie będzie jeśli ją znajdziesz i się z nią spotkasz, a następnie przyprowadzisz na umówione spotkanie tutaj za dwa tygodnie. Więc znajdź ją dla nas, a sowicie cię wynagrodzimy. Wiemy, że nie znajdujesz się w sytuacji, która pozwalałaby ci obecnie na stawianie jakichkolwiek warunków. Wyważone drzwi to raczej dobitne potwierdzenie.

– To nie… – zaczyna, ale milknie.

Tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia, ponieważ wie, że mają rację. I najwyraźniej to również kończy spotkanie. Kobieta odwraca się bez słowa i zaczyna schodzić po schodach, a mężczyzna podąża za nią. Nim jednak postawi stopę na stopniu, zatrzymuje się na chwilę i nie patrząc na Emmę, mówi:

– Zacznij od prezydenta Caevel. Powinien posiadać niezbędne informacje.

I tak po prostu odchodzą, pozostawiając ją jako jeden, wielki i roztrzęsiony bałagan.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania