Poprzednie częściKryptonim „Słowik”

KRYPTONIM: „RETROSPREKTRUM”

OBSADA (ALTER EGO):

Kapitan Jan Kaniowski – błyskotliwy, pewny siebie, elegancki, z czarnym humorem i słabością do dobrych papierosów oraz pięknych kobiet. Bezkompromisowy w śledztwie.

Porucznik Ewa Grzejszczak – inteligencja, profesjonalizm, chłodna logika i elegancja. Często mityguje porywczość Kaniowskiego.

Major Henryk Zubrewicz – doświadczony, powściągliwy przełożony. Lubi spokój w papierach, ale ufa intuicji Kaniowskiego.

 

SCENA 1: PLAZA PRZY HOTELU VICTORIA, WARSZAWA – NOC

Deszcz spłukuje asfalt ulicy Królewskiej. W zielonkawym blasku neonów Hotelu Victoria parkuje polski fiat 125p w kolorze safari. Z samochodu wysiada Kapitan Jan Kaniowski. Długi, beżowy prochowiec, szara dyplomatka. Zapala wstrzymanego w dłoni Pola.

W progu restauracji czeka już Porucznik Ewa Grzejszczak.

– Spóźniłeś się, Janek. Major dzwonił dwa razy – Ewa spogląda na zegarek marki Poljot.

– Służba nie drużba, Ewo. Co mamy? Znowu dewizowe cinkciarskie porachunki?

– Gorzej. Inżynier Bogdanowski z „Zelmeru”. Odnaleziony w pokoju 312. Pistolet obok dłoni, ale wstępna sekcja wyklucza samobójstwo. Brak śladów prochu na dłoniach, a w kieszeni... dwa tysiące marek zachodnioniemieckich i zaszyfrowany mikrofilm.

Kaniowski wypuszcza powoli dym z papierosa, patrzy w nocne niebo nad Warszawą i uśmiecha się gorzko.

– Mikrofilm w Victorii? Pachnie zagraniczną walutą i bardzo brzydką sprawą. Chodźmy na górę.

SCENA 2: POKÓJ HOTELOWY 312 – MIEJSCE ZBRODNI

W pokoju pracują technicy MO. Na dywanie, obok szafki z otwartą butelką ginu Lubuski, leży ciało mężczyzny w średnim wieku. Kaniowski kuca przy ciele, ogląda denata.

– Czysty strzał w skroń. Ktoś chciał, żeby to wyglądało na desperacki krok po utracie majątku – mówi Kaniowski, po czym podnosi wzrok na stoliczek. – Dwie szklanki. W jednej ślady szminki... „Celia”, odcień 112. Bardzo popularny, ale nie w Pekao za bony. To drogim importem pachnie.

Ewa podchodzi z teczką.

– Bogdanowski pracował nad nowym patentem mikroprocesorów dla przemysłu ciężkiego. Oficjalnie przyjechał do stolicy na targi. Nieoficjalnie – miał się z kimś spotkać w barze na dole.

– Z krawcową czy z łącznikiem? – rzuca Kaniowski, wstając. – Zadzwońcie do szatniarza i portiera. Chcę wiedzieć, kto wchodził na to piętro po dwudziestej bez meldunku.

SCENA 3: GABINET MAJORA ZUBREWICZA, KOMENDA STOŁECZNA MO – DZIEŃ

Za biurkiem, pod portretem i tablicą z mapą operacyjną Warszawy, siedzi Major Zubrewicz. Przegląda dokumenty, paląc Klubowe.

– Kaniowski, sprawa ma najwyższy priorytet. Departament II depcze nam po piętach. Jeśli ten mikrofilm to wyciek z naszych zakładów strategicznych, będziemy mieli międzynarodowy skandal.

– Panie majorze – Kaniowski rozparł się w fotelu, obracając w palcach mosiężną zapalniczkę. – Bogdanowski nie był szpiegiem. Był chciwy. Chciał sprzedać dokumentację zachodniemu koncernowi przez pośrednika z Wiednia. Ale ten pośrednik postanowił nie płacić całej kwoty.

– Masz jakiś ślad?

– Odcień szminki i numer rejestracyjny Mercedesa, który odjechał spod Victorii o dwudziestej czwartej dwadzieścia. Należy do obywatela Austrii, Reinharda Müllera. Meldowny w Hotele Solec.

Zubrewicz uderza dłonią w blachę biurka.

– Żadnych samowolek, Janek. Delikatnie. To zagraniczny turysta.

– Będę delikatny jak aksamit, panie majorze.

SCENA 4: BAR HOTELU SOLEC – WIECZÓR

Ciche brzmienie pianina. W półmroku sączą drinki zagraniczni goście. Przy barze siedzi atrakcyjna blondynka w eleganckim, zielonym kostiumie. To Alicja – tłumaczka pracująca dla Orbisu, ale zarejestrowana w kartotekach MO jako kontakt operacyjny.

Kaniowski przysiada się bez pytania, zamawia dwa Wściekłe Psy.

– Szuka cię Milicja, Alicja – mówi cicho Kaniowski.

– Janek... – kobieta poprawia włosy, lekko spłoszona. – Ja tylko tłumaczyłam dokumenty dla Müllera. Nie wiedziałam, co w nich jest!

– Ale wiedziałaś, że Bogdanowski żądał więcej gotówki. Kto był w pokoju 312, kiedy padł strzał?

– Müller nie działał sam. Miał ze sobą człowieka od czarnej roboty... polskiego łącznika, niejakiego „Szarego”. To on wyciągnął broń, kiedy Bogdanowski chciał się wycofać!

Kaniowski gasi papierosa.

– Gdzie jest Müller?

– Właśnie jedzie do lokalu na Sadybie. Mają tam dokończyć transakcję z nowym kupcem.

SCENA 5: ZAJAZD NA SADYBIE – FINAŁ

Deszcz nie ustaje. Mroczna ulica, stary drewniany dom na uboczu. Fiat 125p Kaniowskiego zatrzymuje się w cieniu drzew z wyłączonymi światłami. W środku Ewa i Kaniowski.

– Ewa, zostajesz przy wozie i obstawiasz tyły. Wzywaj wsparcie, jak usłyszysz strzały.

– Uważaj na siebie, Janek. „Szary” to poszukiwany listem gończym za napad na bank w Otwocku. Jest niebezpieczny.

– Ja też bywam niebezpieczny, kiedy ktoś psuje mi wieczór – rzuca Kaniowski, wyciągając P-64 z kabury.

Kaniowski podkrada się pod okno. W środku, przy świecach, dwóch mężczyzn przelicza pliki dolarów amerykańskich. W kącie stoi postawny mężczyzna z dłonią pod marynarką – „Szary”.

Kaniowski wykopuje drzwi.

– Milicja! Ręce na głowę! Nie ruszać się!

„Szary” Błyskawicznie sięga po broń. Kaniowski robi przewrót przez stół, pada strzał, który rozbija lampę. W ciemności słychać odgłosy szamotaniny, huk przewracanych mebli i drugi strzał.

Światło latarki Ewy rozświetla wnętrze.

„Szary” leży na podłodze z jękiem, trzymając się za postrzelony nadgarstek. Kaniowski stoi nad nim, poprawiając mankiety koszuli i zdmuchując dym z lufy swojego pistoletu. Müller siedzi na krześle ze wzniesionymi rękami, blady jak ściana.

– Przesyłka przejęta, Ewo – mówi Kaniowski z lekkim uśmiechem. – A pan austriacki biznesmen zwiedzi teraz nasze wspaniałe koło zamachowe wymiaru sprawiedliwości.

EPILOG: KOMENDA STOŁECZNA MO – PORANEK

Kaniowski opiera się o parapet w korytarzu, patrząc na budzącą się ze snu Warszawę. Pije czarną kawę z szklanki w koszyczku. Podchodzi Ewa.

– Major jest zachwycony. Mikrofilm wrócił do instytutu, a Müller przyznał się do współudziału. Dostałeś oficjalną pochwałę.

– Pochwały nie da się nalać do szklanki, Ewo – śmieje się Kaniowski. – Ale za to wieczorem możemy pójść na kolację. Znam małą restaurację na Saskiej Kępie. Podają świetnego steka.

– Tylko jeśli to ty płacisz, kapitanie.

– Z pensji milicyjnej? Ewo, ranią mnie twoje podejrzewania – odpowiada Kaniowski, puszczając do niej oko i pociągając ostatni łyk kawy.

PLANSZA: KONIEC ODCINKA

Następne częściKRYPTONIM: „CZARNY BRYLANT”

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania