Krzyż pański
Na skraju pola, gdzie ziemia miała barwę zakrzepłej krwi, stał krzyż pańszczyźniany — zbutwiały, a jednak dziwnie nienaruszony przez czas. Mówiono, że wbito go tam dla tych, którzy nigdy nie spłacili swojego długu wobec pana, choć oddali już wszystko: siłę, lepsze lata, a nawet głos. Nocą w tej części pola wiatr niemal nie przestawał świstać — zatrzymywał się, by wysłuchać szeptów niedoumarłych.
Podszedłem bliżej, kiedy kosmate łapska zmierzchu gasiły ostatnie światło. Drewno nie było martwe. Pulsowało — cicho, miarowo — jak serce zakopane płytko pod ziemią. Musnąłem je i poczułem pod palcami drżenie, jakby coś po drugiej stronie, pod drewnianą powłoką próbowało znaleźć drogę na zewnątrz.
— Jeszcze jeden — wyszeptało tuż przy moim uchu.
Odwróciłem się gwałtownie. Nikogo. Tylko pole, ciężkie i milczące.
Rankiem krzyż był już inny. Świeże nacięcia znaczyły jego powierzchnię, głębokie i nierówne, jakby wyryte w pośpiechu. Ułożyły się w słowo, którego nie chciałem czytać — ale przeczytałem.
Moje imię. Ale przecież ja nie mam imienia. Kiedyś miałem – jak wszystko, co żyje; jak wszystko, co żyło.
A pod nim, mniejszymi literami, dopisano coś jeszcze: „Spłata rozpoczęta”.
Komentarze (8)
łza stoi w oku, nie tańczy, nie spływa.
Czyta Ciebie...
ps Czyta już n-ty raz, będę do tego utworu wracać...
DZIĘKUJĘ.
Serio? Czy się ze mnie nabijasz? ;)
Spoko, ja się nie obrażam.
dlaczego we mnie zwątpiłeś?
dlaczego?
nie ironizuję w komentarzach, są spontanicznym zapisem moich uczuć i tylko tyle...
Przepraszam. Dzięki za spontaniczny komentarz. :)
Maciek, moja spontaniczność po iluś tam latach jest dojrzała,
zatem odpowiedzialna...za każde słowo, które piszę...
Poza tym zaznaczyłam, że czytałam tekst wiele razy.
Z reguły przed oceną, czytam tekst tylko 3 razy, a tutaj nie pamiętam ile...
Pozdrawiam, cześć.
Jak na Ciebie to króciutka ta impresja...
Tak ogólnie; jest coraz mniej drewnianych krzyży w tzw. przestrzeni publicznej – są to stalowe konstrukcje nieudolnie stylizowane na drewno.
Co do tego miałbym wyrozumiałość względem zaprzestania bezsensownego mordowania drzew – ale wiadomo, że idzie tu zupełnie o co innego 🍀🐸🚑
Dzięki, Il Cuore, że na Tobie można jak zawsze polegać. :)
Tak, to prawda, tych drewnianych jest coraz mniej. Ale drewno mi tu bardzo pasowało.
Kiedyś w Beskidach natknąłem się na taki krzyż w lesie i pomyślałem, już wtedy, że warto coś o tym napisać (najlepiej horrorek). I napisałem.
Pozdrawiam! :)
„Spłata startuje”
Skraj samotnego spłachetka spowijały szkarłaty skiby. Stary, spróchniały, szczególnie sztywny słup stał samotnie. Szeptano: służył spłaconym sługom, strudzonym siłą, stuleciami, snem skąpym. Sędziwy szum słuchał szeptów spod spodu.
Samotnie stąpałem, spowity sinym szarowem. Spoglądałem spokojnie, spokojniutko. Sękate słoje słupa syczały, szemrały. Serce? Sen? Szybki, stłumiony skurcz.
Sunąc, słyszałem szmer spod sztywnej skorupy. SSSSSSSSS... Szarpało skórę. Szukało szczeliny.
— Słuchaj... — syknęło.
Spojrzałem, struchlałem. Struchlałem, spojrzałem.
Samotność, samotność, samotność. Szarość. Szept. Szmer.
I stał się świt. Skraj samotnego spłachetka spowijały szkarłaty skiby. Słup ściemniał, zsiniał, zmienił się, zmienił. Świeże szramy składały się w świeże słowo.
Spojrzałem, szerzej spojrzałem, szerzej.
Słowa spod spodu:
„Spłata startuje — słup pilnuje”.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania