Krzyż pański
Na skraju pola, gdzie ziemia miała barwę starej krwi, stał krzyż pańszczyźniany — zbutwiały, a jednak dziwnie nienaruszony przez czas. Mówiono, że wbito go tam dla tych, którzy nigdy nie spłacili swojego długu wobec pana, choć oddali już wszystko: siłę, lata, a w końcu i głos. Nocą wiatr nie przechodził obok niego swobodnie — zatrzymywał się, jakby musiał wysłuchać szeptów, które nie należały do żywych.
Podszedłem bliżej, kiedy zmierzch gasił ostatnie światło. Drewno nie było martwe. Pulsowało — cicho, miarowo — jak serce zakopane płytko pod ziemią. Musnąłem go i poczułem pod palcami drżenie, jakby coś po drugiej stronie, pod powłoką próbowało znaleźć drogę na zewnątrz.
— Jeszcze jeden — wyszeptało tuż przy moim uchu.
Odwróciłem się gwałtownie. Nikogo. Tylko pole, ciężkie i milczące.
Rankiem krzyż był już inny. Świeże nacięcia przecięły jego powierzchnię, głębokie i nierówne, jakby wyryte w pośpiechu. Ułożyły się w słowo, którego nie chciałem czytać — ale przeczytałem.
Moje imię. Ale przecież ja nie mam imienia. Kiedyś miałem – jak wszystko, co żyje.
A pod nim, mniejszymi literami, dopisano coś jeszcze: „Spłata rozpoczęta”.
Komentarze (5)
łza stoi w oku, nie tańczy, nie spływa.
Czyta Ciebie...
ps Czyta już n-ty raz, będę do tego utworu wracać...
DZIĘKUJĘ.
Serio? Czy się ze mnie nabijasz? ;)
Spoko, ja się nie obrażam.
dlaczego we mnie zwątpiłeś?
dlaczego?
nie ironizuję w komentarzach, są spontanicznym zapisem moich uczuć i tylko tyle...
Przepraszam. Dzięki za spontaniczny komentarz. :)
Maciek, moja spontaniczność po iluś tam latach jest dojrzała,
zatem odpowiedzialna...za każde słowo, które piszę...
Poza tym zaznaczyłam, że czytałam tekst wiele razy.
Z reguły przed oceną, czytam tekst tylko 3 razy, a tutaj nie pamiętam ile...
Pozdrawiam, cześć.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania