Zafrapowałeś mnie. Czy kochać siebie bez wzajemności można jednocześnie, czy jednak musi być to podzielone na etapy. Najpierw kocham siebie a zaraz potem nie kocham? Jeśli tak, jak długie mają być to etapy? Nanosekundowe, czy mogą trwać na przykład trzy dni?
A jeśli jednak to się dzieje równolegle, to czy nie ma wówczas stanu permanentnej równowagi, sumy wypadkowych równej zero, stanu doskonałej obojętności?
Anonim14.06.2020
Bajko,
to napisałem trochę "po łebkach", tak, aby cos zasygnalizować. Gdybym napisał dogłębnie, obawiam się, że prawie nikt by tego nie zrozumiał, bo byłaby to wiedza głęboko psychologiczna.
A czy można siebie kochać i nie kochać naraz? Myślę, że zależy, jak na to spojrzeć. Jeśli powierzchownie, to albo siebie kochamy, albo nie kochamy - w zależności od chwili. Ale obawiam się, że te uczucia, nawet jeśli nieaktywne, są uśpione i dają o sobie znać.
Dla mnie najtrudniej jest pokochać siebie. Zawsze są jakieś minusy, a za mało plusów. Ale kobiety pewnie tak mają. Trzeba pewnie rozgraniczyć na szali życia swoje wady i zalety. Fajny drabbelek dający do pokochania siebie takim jakimi jesteśmy. Pozdrawiam
Anonim15.06.2020
Pasjo,
czasem nie wolno kochać siebie bezwarunkowo, dziecka też, bo krzywdę mu się robi - moim zdaniem. Choć weź to powiedz komuś, kto nie doświadczył miłości w ogóle... Ech...
Ciekawe drabble. Nie trzeba się zmieniać, aby pokochać siebie, lecz pokochać siebie takim jakim się jest. Bo przecież może się zdarzyć, że zmieniając się nie będzie kogo kochać, gdyż wtedy to nie będziemy już "my".
Anonim09.08.2020
A ja myślę, że stanem idealnym jest myśleć o sobie: aaaaa, wszystko mi jedno, czy siebie lubię czy nie.
Dzięki, pozdrawiam.
Komentarze (14)
Witamy kolejne Drabble w Bitwie i życzymy wygranej.
Literkowa pozdrawia
Zafrapowałeś mnie. Czy kochać siebie bez wzajemności można jednocześnie, czy jednak musi być to podzielone na etapy. Najpierw kocham siebie a zaraz potem nie kocham? Jeśli tak, jak długie mają być to etapy? Nanosekundowe, czy mogą trwać na przykład trzy dni?
A jeśli jednak to się dzieje równolegle, to czy nie ma wówczas stanu permanentnej równowagi, sumy wypadkowych równej zero, stanu doskonałej obojętności?
Bajko,
to napisałem trochę "po łebkach", tak, aby cos zasygnalizować. Gdybym napisał dogłębnie, obawiam się, że prawie nikt by tego nie zrozumiał, bo byłaby to wiedza głęboko psychologiczna.
A czy można siebie kochać i nie kochać naraz? Myślę, że zależy, jak na to spojrzeć. Jeśli powierzchownie, to albo siebie kochamy, albo nie kochamy - w zależności od chwili. Ale obawiam się, że te uczucia, nawet jeśli nieaktywne, są uśpione i dają o sobie znać.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam.
piątkę zostawiam bez komentarza
Dzięki.
Wymyśliłem temat i nie wiedziałem do końca, o czym pisać, a dziś mnie to napadło.
Trudny temat, jedni kochają siebie za bardzo, inni wcale, ciekawy drabbelek ?
Dzięki, Szpilko.
Pozdrawiam
Dla mnie najtrudniej jest pokochać siebie. Zawsze są jakieś minusy, a za mało plusów. Ale kobiety pewnie tak mają. Trzeba pewnie rozgraniczyć na szali życia swoje wady i zalety. Fajny drabbelek dający do pokochania siebie takim jakimi jesteśmy. Pozdrawiam
Pasjo,
czasem nie wolno kochać siebie bezwarunkowo, dziecka też, bo krzywdę mu się robi - moim zdaniem. Choć weź to powiedz komuś, kto nie doświadczył miłości w ogóle... Ech...
Dzięki i pozdrawiam.
Zapraszamy na Forum! Głosujemy do środy tj. 24 czerwca /północ/
https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-drabble-glosowanie-w1241/
podoba mi się bardzo mądre pytanie
Prosimy o czytanie, komentowanie i zagłosowanie! Czas do północy.
Literkowa życzy miłego dnia
Ciekawe drabble. Nie trzeba się zmieniać, aby pokochać siebie, lecz pokochać siebie takim jakim się jest. Bo przecież może się zdarzyć, że zmieniając się nie będzie kogo kochać, gdyż wtedy to nie będziemy już "my".
A ja myślę, że stanem idealnym jest myśleć o sobie: aaaaa, wszystko mi jedno, czy siebie lubię czy nie.
Dzięki, pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania