LBnD35 Dobrodziejka
Wiosenne roztopy przyniosły zgniłe powietrze. Duszący, wilgotny jad wciskał się pod strzechy chałup. Sąsiedzi znikali z obejść. Wiejski gwar przycichł i skulił się na ciepłych zapieckach. Mała Ania z matką i rodzeństwem czekała na przybycie tajemniczej kobiety. Wraz z nastaniem nocy, drzwi chałupy jęknęły i stanęła w nich staruszka. W ręce dzierżyła niewielkie zawiniątko i okopcony ogarek. Matka usadziła dzieci na ławie. Nie dostrzegła Ani schowanej pod łóżkiem. Kobieta rozłożyła na stole przyniesione w tobołku zioła. Każdy otrzymał równo odmierzoną porcję. Ufne usta posłusznie przeżuwały podane im dobrodziejstwo.
Wszystkie oprócz jednych. Rankiem tylko maleńkie usta dziewczynki nadal były ciepłe.
Komentarze (38)
Dobrodziejka "na przednówku". Przejmująca, bardzo smutna opowiastka.
Drabble jest inspirowane prawdziwymi wydarzeniami z życia mojej babci Ani. Niedługo po zakończeniu Pierwszej Wojny Światowej na terenach gdzie mieszkała wybuchła epidemia czerwonki. Jako jedyna przeżyła wizytę zielarki, która miała podać rodzinie lek na zarazę. Ocalała, bo w zamieszaniu schowała się pod łóżkiem. Rano wszyscy już nie żyli. Wszyscy, którzy wypili 'lekarstwo'.
Niesamowita historia.
Trzy Cztery jakoś z wiekiem bardziej doceniam ten rodzinny aspekt. W sumie gdyby ona też nie przeżyła to mnie by nie było.
A to ciekawy sposób na masowy mord. I to chyba też coś o ślepej ufności.
A to akurat był sposób na zwalczanie empidemi w zarodku. Babcia do śmierci twierdziła, że zielarka nie przyszła pomóc, tylko uśmiercić tych, co mogłoby zachorować i ponieść zarazę dalej.
Cicho_sza To coś jak te płonące czy zawalające się izolatoria covidowe w Chinach na początku pandemii.
Witamy w Bitwie kolejne drabble. Życzymy przyjemnej zabawy.
Literkowa
Stosem cholerę, stosem - bym potraktował.
Taka to z niej dobrodziejka była ?
Cichoszko, myślę że warto dodać ten przypisek o inspiracji prawdziwą historią jakoś pod tym drabble, żeby każdy mógł się z tym zaznajomić (bo nie wszyscy czytają komentarze). Tekst nabiera niesamowitego znaczenia w połączeniu z tym faktem.
Myślałam o tym, ale nie byłam pewna czy ten przypisek też wliczalby się w setkę. Dlatego zrezygnowałam, stwierdzając, że kto będzie chciał to się dowie, a inny zrozumie po swojemu ?
Odczytałem jako alegorię, a tu masz - historia prawdziwa. Zaskoczenie i 5.
Dla tych, którzy nie czytają komentarzy może to być alegoria. I dobrze! Niech każdy zobaczy co chce. Tekst wrzuciłam, teraz już nie mam nad nim monopolu ?
Cicho_sza↔Zwyczajnie napisałaś, ale coś jest w tym tekście.
Przeczytałem komentarze, więc siłą faktu, moje spojrzenie jest ukierunkowane.
Czy faktycznie, chciała uśmiercić, by zahamować zarazę?
Czy sytuacja jest niejednoznaczna?
Pozdrawiam:)↔%
DD, ja zawsze piszę zwyczajne drabble. Dopiero potem razem z Wami odkrywam, że coś jeszcze kryje się pod rzędami stu słów, haha. I to jest piękne. Ciężko stwierdzić jaki był zamysł kobiety z ziołami. Rodzinny przekaz niesie, że jednak nie przyszła ratować.
Skojarzenie pierwsze: morowe powietrze przyszło do wioski. Co prawda powszechny pogląd był taki, ze morowe powietrze personifikuje się jako mała dzieweczka, ale dlaczego nie mogłaby to być staruszka? Przyszła, dała każdemu jakiegoś zatrutego ziela i tyle z nich było. Zaś mała Ania nie dość, ze schowała się pod łóżko, to jeszcze miała specjalną chustkę morowej dziewicy, którą zasłoniła nos i usta i wtedy zatrute powietrze nie mogło zaszkodzić.
Uwolnieni od choroby ludzie przenieśli się w zaświaty, natomiast Ania zachowała co było najcenniejszego: życie.
Skojarzenie drugie: nie każdy znachor jest wybitnym specjalistą, albo nie każdy ma dobrą wolę. Ale w jakim celu?
Interpretacja godna Bajkopisarza. Dzięki. Paradoks polegał jednak na tym, że wg rodzinnych przekazów rodzina była zdrowa, a specyfik od znachorki miał rodzinę ochronić przed zarazą. Dzisiaj byśmy to nazwali szczepionką. Tylko co prosty, wiejski lud miał do wyboru, gdy pojawiła się szansa na ocalenie? Matka ufała, że ochroni dzieci przed śmiercią w męczarniach. I w sumie ochroniła - umarła razem z nimi we śnie.
Cicho_sza - ludzie się często modlą o dobrą śmierć, więc temat nie ejst taki jednoznaczny...
Bajkopisarz tak, to prawda. I może tak to zostawmy. Pozdrawiam ?
Tak to czasem jest. Ja bym obstawiał, że zielarka chciała zatrzymać zarazę uśmiercając. Zielarze zazwyczaj dobrze znali właściwości ziół, a wybranie ziela, które zabija wymaga sporej wiedzy.
Dobry tekst
5
Dziękuję za odwiedziny. Też tak obstawiam, jakkolwiek koszmarnie to brzmi z naszej współczesnej perspektywy.
Bardzo ciekawe, tajemnicze. Z komentarza odautorskiego dowiedziałam się, że opisane przez Ciebie wydarzenie jest prawdziwe. Straszna sprawa. Może w kolejnym tekście dowiemy się, kto zaopiekował się Anią.
Historia nadaje się na całkiem sporą opowieść. Noszę się z opisaniem życia babci, ale póki co to jeszcze dość odległa perspektywa. Dzięki za odwiedziny.
Ode mnie 5, (ja też mam dużo wspomnień z babcią, dziadkiem i ich opowieściami) Super
Z wiekiem potrafi się docenić takie historie. Dzięki za super.
Cicho_sza to FAKT AUTENTYCZNY :) szkoda, że dopiero z czasem….
Koleżanko! Wstaw Praca Konkursowa!
Poprawione :)
Przypomina mi się prawie identyczna opowieść mojej babci. Cała rodzina zatruła się grzybami i zmarła. Tylko mała dziewczynka, która nie doczekawszy się kolacji, usnęła. Rankiem tylko ona się obudziła.
Czasem takie metody zielarskie mają inny oddźwięk. Poruszasz temat nawiedzonych szarlatanów... na czasie.
Miłego dnia!
Dziękuję za odwiedziny i refleksję. To prawda, zbytnia ufność może czasem okazać się zabójcza.
ZAPROSZENIE!
Rozpoczynamy głosowanie. Tylko 1100 słówek do zaczytania.
Czytamy, komentujemy i głosujemy według zasady: 3 - 2 - 1 - plus uzasadniamy dlaczego?
Głosujemy do 20 listopada /sobota/ godz. 23.59
Dziękujemy wszystkim za udział i liczymy na Autorów! Na obowiązkowe czytanie i pozostawienie komentarzy.
Literkowa
Podoba mi się
Dzięki ?
DZzPnP?
Może dlatego, że jestem 'na świeżo' po filmowej lekturze - 'stulecie Winnych', to skojarzyłam tekst z 'hiszpanką'... ja jestem z tych, które 'czerpią wiedzę' z komentarzy = lubię porównywać myśli.
Właśnie sobie uzmysłowiłam, ile takich historii skrywają babcie, prababcie... sama jestem od 20stu lat - tą pierwszą, a od dwóch tygodni - tą drugą... ciekawa jestem, jeśli dożyję choćby do 70ątki to jaką historią 'przyjdzie mi nakarmić' piętnastolatkę.
Serdeczności
Moje gratulacje, choć w życiu nie powiedziałabym, że jesteś prababcią! ?
Owszem, takie historie są pewnie w każdej rodzinie. Myślę, że wraz z zaawansowanym wiekiem, człowiek potrafi je bardziej docenić.
Cicho_sza, Twój tekst bardzo mnie poruszył. Subtelny opis i wstrząsające zakończenie.
Pozdrawiam serdecznie.
Dziękuję za miłe słowa. I gratuluję miejsca na podium ?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania