LBnP 15 - Atramentowe serce - Żółta Trista

Trista urodziła się w poniedziałek.

Słyszał ktoś o orłosępach? Pewnie tak. Tam, gdzie ona mieszkała nie było tych ptaków, ale zawsze marzyła by kiedyś takiego zobaczyć. Nie myślała dlaczego; nigdy w ten sposób nie myślała.

Trista była działaniem bez przyczyny z nieprzewidzianym skutkiem. Po prostu wyższy poziom spontaniczności nieosiągalny dla ludzi. Nie wiedziała dlaczego. W zasadzie nigdy jej to nie interesowało.

Tak naprawdę najbardziej lubiła kwiaty. Hodowanie, podlewanie, kolekcjonowanie. Miała ich pełno. Cały kilkunastometrowy ogród i wszystkie parapety w dość dużym domu. Niektóre, zazwyczaj te większe, trzymała w dużych donicach na podłodze, więc praktycznie całe jej otoczenie wypełniało to, co najbardziej uwielbiała.

A, wszystkie te kwiaty były żółte. Tylko żółte. Żadnych innych. Nie znosiła innych. Po prostu.

– Pani znowu po żółte? – Tak się z nią witał zaufany kwiaciarz, którego często odwiedzała.

On wiedział, wszyscy, którzy ją znali po prostu wiedzieli. Trista jest inna i każdy mieszkaniec wioski zdawał sobie sprawę z tego faktu. Żółta panna, jak ją z oczywistych względów nazywano, była prawdziwym talizmanem wsi i wszyscy ją lubili. Przynajmniej próbowali.

Xabier urodził się w niedzielę.

Mówiono o nim tyle, że nie można było uwierzyć, że wszystko jest prawdą. W zasadzie sama jego osoba mogła być kłamstwem. Tak oczywistej, normalnej twarzy nie widziano w tych okolicach od dawna. Zdawał się być zupełnie oderwany od działającej wokół rzeczywistości. Miał niebieskie oczy. Zawsze skupione, wyostrzone i zwrócone w jeden punkt - dom na wzgórzu.

Raz, kiedy tak stał i patrzył od dawna, ktoś go zaczepił.

– Szuka pan czegoś?

– Ten dom – wskazał palcem – Kto tam mieszka?

– Tam? Trista Rockwell jeśli się nie mylę.

– Jest samotna?

– Dziwna pan pytania zadaje...

– Jest samotna?

– No, tak myślę.

Poszedł.

Atramentowe serce. Czym ono jest? Coś płynnego, niewyraźnego, ciemnego ciągle będącego w ruchu, ciągle zmieniającego kształt. Ciecz nieśmiało spływająca i zostawiająca ślad, raz mniej wyraźny, raz mocniejszy. Jak spada to robi plamę, a gdy pęka, a pęknąć raczej nie może, rozlewa się i nadal robi plamę. Zawsze coś po sobie zostawia. Zamaczasz piórko, rysujesz linie i nie możesz zapomnieć. Napisałeś to i nie dasz rady wymazać.

Trista, żółta dziewczyna, miała w sobie coś z atramentu.

– Piękne kwiaty – stwierdził Xabier po raz n-ty, gdy po raz n-ty odwiedzał ją w domu na wzgórzu.

Minęło trochę czasu i od chwili, gdy spotkali się pierwszy raz, spotykali się już regularnie, a raczej Xabier przychodził do Tristy, bo ona wychodziła głównie po nowe kwiaty. To była dziwna znajomość. Znaczy, tego właśnie szukał mężczyzna urodzony w niedzielę.

Bardzo dawno temu, gdy opuszczał rodzinne miasto, poprzysiągł, że znajdzie kobietę z kwiatami, której to będzie mógł się naprawdę poświęcić. Długo wędrował, długo bez skutku, ale w końcu znalazł. Zobaczył ją jak wychodziła z kwiaciarni, widział też jak zmierza do domu na wzgórzu. Potem po prostu patrzył. Myślał, zastanawiał się, zupełnie nie tak jak ona, ale w końcu zrobił to czego tak bardzo pragnął.

Trista nigdy nie miała prawdziwych przyjaciół. Jedyni, którzy mogliby takowymi zostać, byli uwięzieni w kartkach zamkniętych na atramentowe kłódki. Oprócz kwiatów lubiła też czasami pisać, więc pisała. Każdego dnia, tak po trochu, przelewała kawałek siebie na papier. Po pewnym czasie myślała już, że cała ona to tylko fikcja, ale było jeszcze wiele rzeczy, których nie przeżyła, więc nie mogło tak być. Zostawiała ślad na czym tylko mogła i tak żyła, bo nigdy się nawet nie zastanawiała, czy można inaczej.

– Wiesz, lubię twoje towarzystwo – wyznał kiedyś Xabier.

Przytaknęła.

Nie mówiła tego bardzo głośno, bo zwyczajnie nie chciała, ale jak Xabier był dla niej, tak ona była dla niego. Znowu zostawiała ślad. Przelewała w niego cząstkę siebie i cieszyła się, że może z kimś porozmawiać.

– Piękne opowiadanie, Trista. Nie wiedziałem, że tak ładnie piszesz.

Pokazała je po raz pierwszy. W zasadzie pokazała siebie, bo to co robiła, to co lubiła, naprawdę było nią. Trochę się zauroczyła. W końcu dzięki niemu pierwszy raz zobaczyła kogoś z czarnymi włosami, bo wszyscy wokół byli blondynami. Ona z resztą też. Mimo, że za często nie rozmyślała, gdzieś tam w głębi chciała wiedzieć, gdzie żyją ludzie tacy jak on. Inność jest fajna i powoli zaczynała ją lubić.

– Kraj, z którego pochodzę jest daleko stąd – kiedyś jej odpowiedział na to pytanie – Jeśli będziesz chciała możemy go kiedyś razem odwiedzić.

Nie chciała. Lubiła swoje kwiaty i nie zamierzała ich opuszczać.

– Wiesz, większość twoich opowiadań nie ma końca. Mogę je dokończyć?

– Możesz – odrzekła cicho.

Nie przepadała za swoim głosem. Zawsze jej się wydawał dziwny, nienaturalny i chrypliwy. Xabier go lubił, choć nie odzywała się za często. Uważała, że to naprawdę miłe. Ciągle się przelewała, zmieniała, a on, zupełnie niespodziewanie, przyszedł i wlał ją do jednej butli. Na szczęście to ona dokonała wyboru. Wybrała naczynie, którym chciała być i to ją trochę uszczęśliwiło. Mimo wszystko dobrze być czymś więcej niż plamą lub potokiem.

Czasami, gdy Xabier z jakichś bardzo ważnych powodów nie mógł przyjść Triście wydawało się, że pada śnieg. To było dla niej coś niezwykłego, że przeniosła się na papier, który nie należał do niej. Być może ciągle się rozlewała i rozdrabniała, ale ta najważniejsza kartka ciągle latała i nie zawsze mogła ją złapać. Być może powinna to zrobić. W końcu te najważniejsze słowa zawsze są zapisane na tytułowej stronie.

– Możesz u mnie zostać – powiedziała wyraźnie, co było dla niej bardzo dziwne – Mam kwiaty, mam opowiadania, ale nie mam ciebie... – lekko schyliła głowę – Proszę, bądźmy tylko tutaj. Naprawdę nie chcę się już rozdrabniać.

Powiedziała to, a on dobrze zrozumiał każde słowo. Za oknem padał śnieg - to były skrawki papieru, wszystkie w atramencie. Teraz, gdy zebrały się w jedno on przyszedł, pozbierał je i uczynił naprawdę swoimi, tak żeby nie musiały już powstawać kleksy.

Przytulił ją.

Poczuła, że ciepło tego dziwnego, obcego człowieka zmienia jej wnętrze. Tak naprawdę nie mogła go dobrze poznać. Teraz, gdy kartka przestała uciekać, a ona skończyła z rozlewaniem mogli naprawdę zrozumieć swoje myśli.

Trista nigdy nie działała z jakiejś przyczyny. Robiła to, co robiła, bo po prostu tego chciała i to sprawiało, że była szczęśliwa. Teraz poznała kogoś innego, kogoś zupełnie nie takiego jak ona i znowu nie myślała ani chwili. Przyjęła go do swojego domu, pozwoliła by zobaczył jej wszystkie strony i to naprawdę przyniosło jej to, czego nie mogła znaleźć, choć myślała, że wcale tego nie szuka. Zostawiła na nim ślad, ślad za którym mógł podążać i dała się złapać w jeden pełny kałamarz.

- Dokończyłem twoje opowiadania - powiedział kiedyś Xabier, gdy już dawno żyli w tym samym domu.

Podał jej kartkę, a ona zaczęła czytać, bo w końcu ten papier to ona, tylko tym razem naprawdę zakończona.

"... i wtedy zobaczyła orłosępa, tego samego, którego chciała zobaczyć od bardzo dawna. Usiadł na gałęzi drzewa, pod którym właśnie przechodziła i spojrzał w jej stronę, tak jakby przyleciał tylko dla niej. Dziewczyna wyciągnęła rękę, a ptak posłusznie na niej usiadł rozkładając czarne skrzydła. Był piękny..."

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Karawan 09.09.2018
    – Dziwna pan pytania zadaje...- czyżby literówka? Pięć ;) z ukłonem. Nie komentuję, bo trochę Salvadora Dali, trochę echa z pierwowzoru... no i chyba lekko psychodelicznie. Ale ciepło a nie strasznie.;) Ukłony Panie BB
  • Pan Buczybór 09.09.2018
    dzięki za wyłapanie błędu. może poprawię :)
  • Justyska 09.09.2018
    Romantycznie, symbolicznie i z klimatem. Kobieta, życie jak książka. Bardzo w moim guście.

    "Ciągle się przelewała, zmieniała, a on, zupełnie niespodziewanie, przyszedł i wlał ją do jednej butli. Na szczęście to ona dokonała wyboru. Wybrała naczynie, którym chciała być i to ją trochę uszczęśliwiło. Mimo wszystko dobrze być czymś więcej niż plamą lub potokiem." tu pięknie zawarte jak inni ludzie nadają nam często kształtu, którego sami nie potrafimy sobie nadać.

    Pozdrawiam i piąteczka:)
  • Pan Buczybór 09.09.2018
    Dzięki za komentarz i również pozdrawiam
  • jolka_ka 10.09.2018
    Trochę mam skojarzenie z jednym tekstem stąd. Nie pamiętam, czy czytałam jeszcze coś Twojego, więc może po prostu masz taki styl.
    Ładne opowiadanie, napisane w większości bez błędów, czasami coś w didaskaliach nie z tej literki zaczęte ;)
    Podoba mi się tajemniczość kobiety, lakoniczność jej wypowiedzi, zamknięcie w sobie. Lubię bohaterów niesztampowych, z różnymi dziwactwami, odbiegających od normy. Bardzo ładna końcówka! Motyw atramentowego serca wykorzystany w oryginalny sposób. Pozdrawiam!
  • Pan Buczybór 10.09.2018
    pozdrowienia przyjęte!
  • Canulas 10.09.2018
    Panie Buczy. Mam do Twojego pisania stosunek silnie dwoisty. Czasem wystrzelisz niczym armatniabkula, niszcząc zamkową wieżę, alw częściej jednak nie dbasz o szczegóły.
    To nie pierwszy utwór, w którym próbujesz pograć mocno kolorami. Marchewkową kobitka bpamietam.
    Jest tu trochę baśni, trochę surrealności i tajemniczości o łagodnych tonach.
    Co prawda nie czytam Cię zawsze, ale na podstawie tego, z czym się u Ciebie zetknąłem ten utwór wydaje mi się jednym z lepszych.
    Naprawdę dobra robota.
    Zwłaszcza:

    "Trista była działaniem bez przyczyny z nieprzewidzianym skutkiem. Po prostu wyższy poziom spontaniczność" - very spoko.
  • Pan Buczybór 10.09.2018
    heh, dzięki bardzo za komentarz.
    A kolorki to chyba nawyk z ceramiki, której się uczę, bo tam też działa się głównie formą i no, kolorem.
  • Witamy w Bitwie i życzymy wygranej.
  • kalaallisut 10.09.2018
    https://youtu.be/_d_OdqErMsc Tak mi się skojarzyło pięknie :)
  • Pan Buczybór 10.09.2018
    heh, nawet teledysk całkiem pasuje :)
  • Dekaos Dondi dwa lata temu
    Po pierwsze uwielbiam żółty kolor. ciekawe dlaczego?
    Ładny klimat. Taki ''ciepły''
    A gdyby założyć , że ktoś zaczyna pisać książkę. Wprowadza Tristę ze swoimi marzeniami. Później Xabiera ze swoimi. Ale w końcu traci wenę
    i Xabier znając marzenia Tristy kończy opowieść, będąc jednocześnie postacią w książce. A kończy, pisząc o Orłosępie, co jest symbolem spełnionego marzenia. Jej i Jego.Tak w skrócie. Ładny film mógłby z tego być. Jeno reżyser z wyobraźnią potrzebny:~)
    Pozdrawiam↔5;-)
  • Pan Buczybór dwa lata temu
    heh, dzięki za komentarz
  • Zapraszamy na Forum!
    Rozpoczynamy głosowanie. Potrwa do piątku
  • pasja dwa lata temu
    Witam
    Przeczytałam z ciekawością. Żółty kolor z atramentowym bardzo ładnie się komponuje. Trista typowa kobieta zmienną jest. Los zesłał jej Xabiera, aby dokończył jej zaczęte książki. Ładnie ujęty temat.

    Pozdrawiam
  • Pan Buczybór dwa lata temu
    heh, dzięki
  • Ritha dwa lata temu
    „Ciągle się przelewała, zmieniała, a on, zupełnie niespodziewanie, przyszedł i wlał ją do jednej butli” – to mnie urzekło

    Całość urzekająca, kurde, same dobre teksty, już jestem trochę rozkojarzona, stąd komentarz bardziej lakoniczny, ale naprawdę Bucz kawał dobrego tekstu.

    Pozdrawiam :)
  • Pan Buczybór dwa lata temu
    Dzięki bardzo
  • Elorence dwa lata temu
    Wow! Jak romantycznie!
    Kiedyś uwielbiałam żółty kolor, bo uważałam, że przynosi mi szczęście. Codziennie nosiłam coś żółtego. Uwielbiałam nosić żółte trampki i byłam szczęśliwym człowiekiem.
    Tutaj pokazujesz Tristę, zakochaną w książkach i kogoś obcego, innego. I chociaż on nie pasuje do jej poukładanego świata, to go przyjmuje.
    Piękna historia, a ta końcówka... Miałam łzy w oczach. Takie cudne to było :)
    Pozdrawiam, Buczy! Ale mnie pozytywnie zaskoczyłeś!
  • Pan Buczybór dwa lata temu
    Bardzo, bardzo dziękuję za tak miły komentarz

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania