LBnP( -3 ) - Żądło skorpiona
Pokój wypełniał zapach piżma, wanilii i czegoś jeszcze – chłodnej, metalicznej nuty, przypominającej woń powietrza tuż po uderzeniu pioruna. Oliwia przymknęła oczy, zaciągając się tym surowym, naelektryzowanym aromatem, który zwiastował porządek i ostateczne rozwiązanie wszystkich trosk i problemów.
— Pierwszy krok to odpowiednie przygotowanie — szepnęła tajemniczo do własnego odbicia w lustrze, a jej wzrok mimowolnie powędrował ku czarnej soczewce telefonu. Urządzenie, unieruchomione w stalowych szczękach statywu, śledziło każdy jej ruch, transmitując ten intymny spektakl w cyfrową otchłań. — Skóra musi być idealnie gładka.
Zaczęła od podkładu. Był wodoodporny.
— To na wypadek, gdyby wieczór stał się… wilgotny — mruknęła z drapieżnym uśmiechem.
Chłodna, gęsta ciecz przypominała świeżą farbę olejną, którą artysta kładzie na surowe płótno, by ukryć jego niedoskonałości. Nałożyła na twarz grubą warstwę, rozprowadzając ją równomiernie, delikatnymi ruchami. Pod opuszkami palców, wyraźnie czuła drżenie szczęki – musiała ją rozluźnić. Na randce trzeba wyglądać na zrelaksowaną, a nie na kobietę, która od trzech nocy nie zmrużyła oka, pozwalając, by na alabastrowej skórze pojawił się szary osad wspomnień, których nie zdołałyby przykryć nawet najdroższe kosmetyki.
Następnie sypki puder.
Otworzyła puzderko, a w górę uniosła się chmura pyłu o ziemistym zapachu irysa – była drobna i sucha jak piasek na pustyni. Puszysty pędzel w jej dłoni poruszał się z precyzją szczoteczki archeologa. Jednym zamaszystym ruchem nadała twarzy wygląd kamiennej rzeźby.
— Konturowanie to moja ulubiona część — mruknęła do mikrofonu, precyzyjnie kreśląc linię pod kośćmi jarzmowymi. — Chodzi o to, by stworzyć iluzję tam, gdzie natura nam czegoś odmówiła. Cień to wasz przyjaciel; pozwala ukryć to, czego świat nie powinien oglądać. — Jednym sprawnym ruchem pędzla odcięła swoją przeszłość, zostawiając na widoku jedynie drapieżny, symetryczny ideał.
Przyszedł czas na oczy.
— Dziś postawię na głębię. Mocna, wodoodporna kreska. Musi wytrzymać wszystko: nagły przypływ emocji, wysiłek, może nawet kilka kropel czegoś, co mogłoby prysnąć na policzek. Pamiętajcie, dziewczyny: pędzelek musi być ostry jak brzytwa. Jedno pewne pociągnięcie i świat od razu staje się wyraźniejszy, prawda?
Pewnym ruchem chwyciła eyeliner. Jej dłoń była nienaturalnie spokojna. Cienka, czarna linia przecięła powiekę z chirurgiczną precyzją. Końcówka kreski unosiła się ku skroni niczym żądło skorpiona.
Tusz do rzęs był czarny i lepki niczym smoła. Wyciągnęła szczoteczkę z charakterystycznym mlaśnięciem; jej spiralny kształt przypominał drut kolczasty. Każde pociągnięcie zamieniało rzęsy w szereg długich i ostrych sztyletów.
— Teraz usta — powiedziała, prezentując szminkę do kamery, a następnie musnęła bladoróżowe usta rubinowym matem. — Adam zawsze powtarzał, że w czerwieni wyglądam zabójczo.
Uśmiechnęła się ponętnie z dumą prezentując obserwatorom nienaganne uzębienie.
Przedostatnim krokiem były dodatki. Oliwia zwykła dobierać je z taką starannością, z jaką żołnierz sprawdza rynsztunek przed bitwą.
Otworzyła szkatułkę na biżuterię, wyjmując z aksamitnego pudełka złotą, masywną bransoletę. Przesunęła dłonią po rzędzie lśniących obręczy, aż wybrała tę najszerszą. Zatrzasnęła ją na nadgarstku z suchym, metalicznym kliknięciem, które przypomniało jej dźwięk przeładowywanej broni.
Finalny akord.
Oliwia rozpyliła w powietrzu mgiełkę perfum i przeszła przez nią, pozwalając, by drobinki osiadły na jej włosach i skórze. Zapach był klasyczny, bezpieczny, niemal boleśnie przewidywalny. Pachniał słodyczą dojrzałych śliwek i subtelnym tchnieniem różowych peonii. To był zapach „żony idealnej” – kojący i znajomy.
— I co o tym sądzicie, kochani? — zapytała aksamitnym głosem, celebrując przed kamerą finał swojej metamorfozy. W świetle lamp jej twarz przypominała maskę, pod którą nie drgnął ani jeden mięsień. — Moim zdaniem wyszło perfekcyjnie. Jestem gotowa. Randka to przecież gra pozorów, prawda? On kocha tę wersję mnie, która jest idealna.
Transmisja dobiegła końca.
Minutowa wskazówka domknęła swój powolny obieg na tarczy zegara. Salwy szczerego śmiechu wtórowały ożywionej rozmowie. Kryształ dźwięknął o kryształ, gdy Adam uniósł kieliszek, aby wznieść toast. Wziął kilka łyków ich ulubionego wytrawnego wina – szlachetnego Bordeaux z winnic leżących na lewym brzegu Żyrondy, które sprowadzili specjalnie na tę okazję bezpośrednio z zakurzonej, francuskiej piwnicy. Oliwia uśmiechnęła się rubinowymi ustami, cierpliwie odliczając minuty. Gdy wstał, oszołomiony nagłym mrokiem pod powiekami, odprowadziła go wzrokiem z lodowatym spokojem.
Łomot w łazience zakłócił ciszę.
Oliwia weszła do środka nieśpiesznie. Adam leżał bez ruchu na marmurze, a jego oddech był już tylko rzężeniem. Uklękła nad nim, chwyciła go za włosy i z całej siły uderzyła jego skronią o ceramiczny rant wanny. Dopełniła dzieła z bezwzględną precyzją.
Pięć minut później Oliwia wróciła przed lustro. Makijaż wciąż był idealny. Żadna rzęsa nie drgnęła, tusz się nie rozmazał, podkład nie spłynął. Wyjęła z torebki czerwoną szminkę i poprawiła kontur ust, ścierając czerwoną plamkę, która pojawiła się na jej policzku.
Zatarła ślady. Była gotowa na spotkanie – tym razem ze stróżami prawa. Lada moment będzie zrozpaczoną wdową. Jednego była pewna – to będzie jej rola życia.
Komentarze (8)
NO!
Wyszukaj bitwy na Prozę
i tam na czerwono powinno być gdzie są linki
NO!
https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-linki-do-w934/
Proszę bardzo
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania