Uśmiałem się. Mam wrażenie, że koło do "spotkań dla ludzi, którzy potrzebują spotkań" przydałoby się chyba na każdym osiedlu. Tylko dlaczego "zdegradowanych"? Też jestem ciekaw.
Ciekawe, w jakie szemrane (lub nie?) akcje wplącze się bohaterka zauroczona wąsem nieosiągalnego (westchnienie!), charyzmatycznego mówcy.
Zapraszamy do wzięcia udziału w Bitwie na Stosłówka - Drabble
Tematy to:
1) Żywa Choinka w Plastikowym Lesie.
2) Dzieciątko na Skrzyżowaniu Dróg
Możesz pisać na pierwszy albo na drugi temat, albo połączyć obydwa.
Uwaga! - Piszemy tylko jedno drabble.
Czas do: 10 stycznia do: 23.55
Nie myśl, nie czekaj tylko pisz...
Liczymy na Ciebie!!!
"Koła Zdegradowanych Desperatów" Poczynając od tego, oni już nie są, bo zdegradowani, więc jeśli by szło, że wychodziło od desperatów, to degradacja ich wyklucza jako takich, to już spoko obywatele. Nie dotyczy bohaterki, bo ona pierwszy raz.
Martyna - ech dlaczego takie imię miała właśnie złą kobieta? Dopuszczam, iż dochodzą tu do głosu pewne antypatie - a nie powinny, bo ona jest tylko takiej rozrywkowej natury.
"jakby do biura jeździł pracować, a nie zamiatać"
Kiedyś chodziłem do takiej szkoły, tokarza i frezera w jednym mieli ze mnie zrobić i może było to nawet wyszło, gdyby nie wkurzało mnie, ze zasadniczo napierdalam na ślusarni... z paskudnie wrednym instruktorem, co to n z samego wyglądu mnie nie lubił, a ja wzajemnie jego - mniejsza o to.
Frezarki też zaliczałem, ale krótko, tam natknąłem się na dwóch kolesi - rok ode mnie starszych, znaczy z klasy, co była wyżej, bo wcześniej zaczęła szkołę, a przynajmniej tę - po prosty w akty urodzenia i świadectwa chrztu im nie robiłem wglądu - co innego oni interesował ich każdy detal związany ze mną, jak naukowców
Potem dowiedziałem się dlaczego - po prostu miałem za nich pracować, ale ni byli źli, długo by o tym, chętnie bym za nich pracował, gdybym tylko znów nie wylądował na ślusarni, ale o tym też by za długo.
Chodzi o to jaki mieli styl - taki jakby inżynierami byli, teczki jak u inżynierów, styl ubioru i uczesania... - jeden miał jakieś minusy na dioptriach, to drugi żeby nie odstawać , nosił przydymione - takie typowo, jak na inżyniera, może już i epoki minionej, ale wciąż wpasowane w czas przełomu.
Kiedy zdejmowali w szatni swoje ubrania "magistersko - inżynierskie", to robocze ciuchy, nie pozbawiały przekonania by nikogo, że to inżynierzy na stanowiskach kierowniczych.
Jak oni szli na warsztat: każda szafka po drodze musiała być otwarta i obejrzana, de facto każda pusta, ale funkcja zobowiązuje i wygląd, każda maszyna nieuruchomiona, omówiona, jako maszyna i dlaczego akurat nie chodzi. Mnie kazali iść trochę z tyłu - jak robol za inteligencją, przy omawianiu nieczynnych maszyn i składach materiałów, miałem podchodzić i słuchać dlaczego, co i jak, potem potwierdzać, ze rozumiem.
Docieraliśmy na nasz warsztat i tam już klimat siadał, instruktor - alkoholik, już się trząsł, narzekał, przydzielał robotę - a ja - nowy, to do wózka szczotki itp. musiał chłop pędzić, żeby wypić, na siedem godzin (minus przerwa) siedem, siedem - przecież wolno szli, a z przerwo to sześć i pół, stawaliśmy się tacy ponurzy - zwyczajni.
Michał - wypisz, wymaluj, z tego gatunku musiał być ludzi, co moi kompanii z warsztatu z frezarkami.
Zapraszamy do głosowania na Forum: https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/
Czytają i pozostawiamy komentarze! Naradzamy według zasady: 3 - 2 - 1 plus uzasadnienie; dlaczego?
Głosowanie potrwa do 25 stycznia /wtorek/ godz. 23:59
Literkowa pozdrawia i życzy przyjemnej lektury.
Ciekawy monolog dziewczyny, zakochanej dziewczyny i nadzieja na lepsze jutro. Nakreślenie życia na popegerowskich terenach. Spotkanie w remizie członków z Koła Zdegradowanych Desperatów i wykład o Projektach Obywatelskich. Chaos myśli i chaos ludzkich osobowości. Bardzo barwnie, a zarazem prawdziwie opisane postacie, zawody i ubiór oraz towarzyskie konotacje. Dobrze się czyta mimo bałaganu myślowego.
świetnie to pasowało to klimatu tego meetingu....do klimatu
Całkiem inne pisanie w Twoim wykonaniu. Taki swobodny, momentami przerwywany wtrąceniami, monolog dziewczyny uwikłanej w popegierowska rzeczywistość. Prosty, trochę naiwny język dobrze oddaje klimat. Podoba mi się!
Pnie Buczyborze↔Taki swojski tekst, mówiący o tym, że lepiej należeć do KZD,
iż być wszystkim obojętnym i niepotrzebnym, jak koło do sanek.
To zawsze coś. Tym bardziej, gdy w człeku jakieś symptomy, że już nie całkiem, do KZD należy.
Bunt jakiś, to nadzieja jakaś:)
Poza tym, gdy się człek wygada, to też lżej.
A jak jeszcze, o dobro bliźniego mu chodzi, by się na schodach nie wyrżnął,
to już całkiem lżej na sercu:)↔Pozdrawiam:)↔%
Ploteczki pewnej babeczki :) Bardzo świeże, bardzo przaśne i niepoprawne.
Michał-sąsiad z wąsem jest żonaty, moja Pani, a Pani mi tu takie niestosowne myśli i czyny opisujesz. Wstydź się! Albo i nie, w sumie może i nie? Może to taka potrzeba chwili, ten cały Michał-sąsiad? Dla samotnej sąsiadki może to i takie, jak to się teraz mówi, chwilowe zajęcie, dorywcza przeszkadzajka, krótki epizod pomiędzy sprzątaniem, sadzeniem pomidorów a... W końcu wolnego czasu Pani sąsiadka ma trochę. A może się zaangażuje? Nie tylko w Michała z wąsem ale też i w to całe, co to było? A! Projekty obywatelskie. Tak jakoś, z nudy.
Ciekaw jestem, czy w domu był kot?
Komentarze (21)
Literkowa
Ciekawe, w jakie szemrane (lub nie?) akcje wplącze się bohaterka zauroczona wąsem nieosiągalnego (westchnienie!), charyzmatycznego mówcy.
Tematy to:
1) Żywa Choinka w Plastikowym Lesie.
2) Dzieciątko na Skrzyżowaniu Dróg
Możesz pisać na pierwszy albo na drugi temat, albo połączyć obydwa.
Uwaga! - Piszemy tylko jedno drabble.
Czas do: 10 stycznia do: 23.55
Nie myśl, nie czekaj tylko pisz...
Liczymy na Ciebie!!!
Więcej w zakładce na Głównej: https://www.opowi.pl/konkursy/
oraz w Profilu: https://www.opowi.pl/profil/lbndrabble/
Literkowa
Martyna - ech dlaczego takie imię miała właśnie złą kobieta? Dopuszczam, iż dochodzą tu do głosu pewne antypatie - a nie powinny, bo ona jest tylko takiej rozrywkowej natury.
"jakby do biura jeździł pracować, a nie zamiatać"
Kiedyś chodziłem do takiej szkoły, tokarza i frezera w jednym mieli ze mnie zrobić i może było to nawet wyszło, gdyby nie wkurzało mnie, ze zasadniczo napierdalam na ślusarni... z paskudnie wrednym instruktorem, co to n z samego wyglądu mnie nie lubił, a ja wzajemnie jego - mniejsza o to.
Frezarki też zaliczałem, ale krótko, tam natknąłem się na dwóch kolesi - rok ode mnie starszych, znaczy z klasy, co była wyżej, bo wcześniej zaczęła szkołę, a przynajmniej tę - po prosty w akty urodzenia i świadectwa chrztu im nie robiłem wglądu - co innego oni interesował ich każdy detal związany ze mną, jak naukowców
Potem dowiedziałem się dlaczego - po prostu miałem za nich pracować, ale ni byli źli, długo by o tym, chętnie bym za nich pracował, gdybym tylko znów nie wylądował na ślusarni, ale o tym też by za długo.
Chodzi o to jaki mieli styl - taki jakby inżynierami byli, teczki jak u inżynierów, styl ubioru i uczesania... - jeden miał jakieś minusy na dioptriach, to drugi żeby nie odstawać , nosił przydymione - takie typowo, jak na inżyniera, może już i epoki minionej, ale wciąż wpasowane w czas przełomu.
Kiedy zdejmowali w szatni swoje ubrania "magistersko - inżynierskie", to robocze ciuchy, nie pozbawiały przekonania by nikogo, że to inżynierzy na stanowiskach kierowniczych.
Jak oni szli na warsztat: każda szafka po drodze musiała być otwarta i obejrzana, de facto każda pusta, ale funkcja zobowiązuje i wygląd, każda maszyna nieuruchomiona, omówiona, jako maszyna i dlaczego akurat nie chodzi. Mnie kazali iść trochę z tyłu - jak robol za inteligencją, przy omawianiu nieczynnych maszyn i składach materiałów, miałem podchodzić i słuchać dlaczego, co i jak, potem potwierdzać, ze rozumiem.
Docieraliśmy na nasz warsztat i tam już klimat siadał, instruktor - alkoholik, już się trząsł, narzekał, przydzielał robotę - a ja - nowy, to do wózka szczotki itp. musiał chłop pędzić, żeby wypić, na siedem godzin (minus przerwa) siedem, siedem - przecież wolno szli, a z przerwo to sześć i pół, stawaliśmy się tacy ponurzy - zwyczajni.
Michał - wypisz, wymaluj, z tego gatunku musiał być ludzi, co moi kompanii z warsztatu z frezarkami.
Pozdrawiam
https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/
Czytają i pozostawiamy komentarze! Naradzamy według zasady: 3 - 2 - 1 plus uzasadnienie; dlaczego?
Głosowanie potrwa do 25 stycznia /wtorek/ godz. 23:59
Literkowa pozdrawia i życzy przyjemnej lektury.
świetnie to pasowało to klimatu tego meetingu....do klimatu
Pozdrawiam
iż być wszystkim obojętnym i niepotrzebnym, jak koło do sanek.
To zawsze coś. Tym bardziej, gdy w człeku jakieś symptomy, że już nie całkiem, do KZD należy.
Bunt jakiś, to nadzieja jakaś:)
Poza tym, gdy się człek wygada, to też lżej.
A jak jeszcze, o dobro bliźniego mu chodzi, by się na schodach nie wyrżnął,
to już całkiem lżej na sercu:)↔Pozdrawiam:)↔%
Pozdrawiam
Michał-sąsiad z wąsem jest żonaty, moja Pani, a Pani mi tu takie niestosowne myśli i czyny opisujesz. Wstydź się! Albo i nie, w sumie może i nie? Może to taka potrzeba chwili, ten cały Michał-sąsiad? Dla samotnej sąsiadki może to i takie, jak to się teraz mówi, chwilowe zajęcie, dorywcza przeszkadzajka, krótki epizod pomiędzy sprzątaniem, sadzeniem pomidorów a... W końcu wolnego czasu Pani sąsiadka ma trochę. A może się zaangażuje? Nie tylko w Michała z wąsem ale też i w to całe, co to było? A! Projekty obywatelskie. Tak jakoś, z nudy.
Ciekaw jestem, czy w domu był kot?
Bardzo fajne, lekkie i uśmiechnięte opowiadanie.
A i dziękuję za fajny komentarz
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania