LBnP 46 - Meeting w remizie

„Jutro o tej samej porze”… Jakże ładnie to brzmi. Szkoda jedynie, że cóż, to jedynie wezwanie na następne zbiorcze zebranie Koła Zdegradowanych Desperatów.

Ale po kolei: nie jestem nikim specjalnym, ale to już chyba wiesz. Nie chodzi nawet o imię, wygląd, inne bzdury, zwyczajnie jestem osobą nie wartą szerszej uwagi. Pasuje? Och, oczywiście, że można coś dodać, ale czy trzeba… Nalegasz, tak? Ech, a więc, ten tego… Nie pracuję. Wystarczy? Lubisz mi to wypominać? Jasne, że nie… Nie pracuję i mam się z tym dobrze. Jestem kobietą niezależną, spełnioną i mającą cholernie dużo czasu wolnego. Przykładowo – wczoraj zasadziłam pomidory. Przedwczoraj odkurzyłam mieszkanie. Przed-przedwczoraj umyłam podłogę i… Tak jakoś to leci. Podsumowując – nie mam sobie nic do zarzucenia, rozumiesz? Ach, jasne, że rozumiesz. Ten, o czym to ja…? A, chcesz słuchać dalej? Dobrze.

Chodzi o to, że zostałam zaproszona. Ja, w całej swej postaci i to przez sąsiada z naprzeciwka. Podobny frustrat jak ja, tyle że, no, bardziej ogarnięty. Znaczy ma pracę. Żonę. Rower. Nie, rower też mam. Nieważne! – on, jakby to ująć, ma w sobie coś szarmanckiego, w tym swoim, wiesz, wąsie i twarzy takiej poważnej, jakby do biura jeździł pracować, a nie zamiatać… Ach, przecież on jest sprzątaczem. Co za niemęski, nieoryginalny i niefantastyczny zawód! Tak, masz rację, wszystko lepsze niż bezrobocie, ale i tak… Zaprosił mnie. Prowadzi spotkania dla ludzi potrzebujących spotkań. I to nie u siebie, a w remizie. Na bogato, z sołtysem się układa, skubany jeden… No, ale chodzi o to, że mnie zaprosił. Tu na wsi, pierwszy raz od kiedy mieszkam takie coś się zdarzyło. No po prostu mnie zamurowało. Ale liczył się sam fakt. Nie chciałam wypaść niegrzecznie, rzecz jasna, podziękowałam więc, przyjęłam propozycję i takie tam… I poszłam. Na dwudziestą pierwszą, nieboską godzinę, niegodną człowieczeństwa. Tak, dobrze kminisz, świetnie to pasowało to klimatu tego meetingu.

No, no, a co za oryginały się tam zebrały…! Fiu, fiu, żeby takie ananasy nazbierać, to bym musiała nie wiem ile się narobić, a on tak od ręki po prostu… Co, ciekaw jeszcze jesteś kto dokładnie tam był? A niech cię – masz za sobą pierwszy stopień do piekła. No a jak nalegasz… Zbyszko, Kaźko, Stefan, Maryla z domu Wisłocka, Czerw, Martyna, Stary Bill, Eklektyk… Wystarczy? Co że nie zapamiętasz? Dajże spokój, kto by się takimi dziadami przejmował. Ważne, że tam był Michał. Tak, to ten z naprzeciwka z wąsem. Mówię ci, nigdy nie byłam zakochana, ale… Wiesz, nie mów nikomu, ale nawet się wystroiłam specjalnie. Tak jakoś mnie podświadomie wzięło. Wiesz, tę sukienką swoją najlepszą wzięłam, tę tam, co na wieszaku wisi, widzisz? Czaisz, co nie? Och, wstyd trochę, ale ty jesteś porządny chłopak, nie powiesz nikomu. Przysięgnij. Nie, nie. Nalegam. Dajesz. Nie mówię dalej, póki… No, grzeczny chłopczyk. Na czym to ja…? Ach, no właśnie.

I przyszedł Michał cały odświętnie wystrojony, jak do kościoła dosłownie. Aż mi się gorąco zrobiło tu i tam. I ta gruba gęba Martyna tak samo. Już chciałam jej coś powiedzieć, ale wzięłam się ugryzłam w język, bo jeszcze by awantura była. No, wiesz jak to jest z tymi wsiokami, co tam dalej, za górką pracują. Straszne chamy. Straszne. Ale znoszę to. W bloku mnie nie dosięgną. Nic to – przetrzymałam i słuchałam, a mówił dużo i konkretnie, bardziej to był wykład niż meeting. I nic a nic nie pamiętam. Tylko te oczy, krawat, wąs. I Koło Zdegradowanych Desperatów. Aż mnie wzdrygnęło jak to przy jakiejś okazji wtrącił. No się oburzyli ludzie, że co to znaczy i w ogóle, że niezgodne z założeniami, a on tylko, ten Michał mężny z wąsem, że „tak jest i to jest prawda”. No ja nie mogę – to jest ta męskość! Ale, ale, ja, ten tego, czaisz, wiesz nic do niego, wiesz? No, kapujesz, kapujesz, zuch chłopak jesteś. Tak tylko mówię, masz wzór, patrz i się ucz. A i mnie też to trochę ubodło. Bo co to jest, że „zdegradowani”? No i „desperatka” też ze mnie żadna, bo już dawno walkę mam za sobą, nic mnie już nie ciągnie, a że mieszkam jak mieszkam, żyję jak żyję, żadna to desperacja, prawda? Właśnie, właśnie, przytakuj, w gościnie jesteś. A jednak jak tak zaczął mówić, to i tamto, o odmianie losu, o dumie, kolektywie, współpracy… To wiesz, ja mu uwierzyłam. Z całego serca. Tak samo jak wierzyłam w słowa, nie wiem, Myslovitza, tak samo w niego uwierzyłam, w tego Michała-sąsiada z wąsem. I wiesz, jak już było po wszystkim, to mu nawet herbatę zaproponowałam. Odmówił, rzecz jasna, społecznik jeden, bo obowiązków miał jeszcze sporo, psia mać jego żonę…! No, ale cóż, uśmiech mi z twarzy nie schodził, toteż dobranoc na odchodne i voila! – oto jestem i mówię, co mówię.

A że „jutro o tej samej porze”? Wiesz, jeszcze parę godzin, wystroję się porządnie, tym razem wysłucham tego jego programu, bo co się miałam napatrzeć, to się napatrzyłam. Właśnie – przypomniałam sobie co nieco! Mówił o projektach obywatelskich. Że zrobimy coś razem, wspólnie, wybrniemy z marazmu, że ten duch popegeerowskich bloków nas nie przytłoczy, jak tylko coś przedsięwzięmy jako społeczność. I o tym będziemy dyskutować, my, desperaci!

Och, to już ta godzina? Pewnie musisz iść. Nie, naprawdę nie musisz zostawać dłużej. No, leć, leć, pozdrów rodzinkę. Pa, pa, na razie. Ej, stójże! Pierniczki weź, nie zapomnij kurde! Przed-przed-przedwczoraj je piekłam, zaraz jak żeś zadzwonił. A, i nawet się nie waż matce mówić o Michale z wąsem, bo ci nogi przy samej dupie urwę! No, tak, tak, też wpadnę. Pa, pa! Uważaj na schodach, strome są. Na razie!

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (21)

  • Literkowa Bitwa na Prozę 5 miesięcy temu
    Witamy w Bitwie i życzymy dobrej zabawy!

    Literkowa
  • Fanagann Hartelion 5 miesięcy temu
    Uśmiałem się. Mam wrażenie, że koło do "spotkań dla ludzi, którzy potrzebują spotkań" przydałoby się chyba na każdym osiedlu. Tylko dlaczego "zdegradowanych"? Też jestem ciekaw.

    Ciekawe, w jakie szemrane (lub nie?) akcje wplącze się bohaterka zauroczona wąsem nieosiągalnego (westchnienie!), charyzmatycznego mówcy.
  • Pan Buczybór 5 miesięcy temu
    dziękuję za komentarz i pozytywny odbiór
  • LBnDrabble 5 miesięcy temu
    Zapraszamy do wzięcia udziału w Bitwie na Stosłówka - Drabble
    Tematy to:
    1) Żywa Choinka w Plastikowym Lesie.
    2) Dzieciątko na Skrzyżowaniu Dróg
    Możesz pisać na pierwszy albo na drugi temat, albo połączyć obydwa.
    Uwaga! - Piszemy tylko jedno drabble.
    Czas do: 10 stycznia do: 23.55
    Nie myśl, nie czekaj tylko pisz...
    Liczymy na Ciebie!!!

    Więcej w zakładce na Głównej: https://www.opowi.pl/konkursy/
    oraz w Profilu: https://www.opowi.pl/profil/lbndrabble/

    Literkowa
  • satyrekrol 4 miesiące temu
    Przeczytałem tekst i powiedziałbym, że ma coś "życiowego" w sobie. W moim mieście też pełno popegeerowskich bloków, jak i wszędzie indziej w Polsce.
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    dzięki za komentarz
  • Paw pisze 4 miesiące temu
    Ciekawy dobór języka i sposób prowadzenia fabuły. Coś innego niż dotychczas miałam okazję czytać. :) Pozdrawiam!
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam również :)
  • yanko wojownik 1125 4 miesiące temu
    "Koła Zdegradowanych Desperatów" Poczynając od tego, oni już nie są, bo zdegradowani, więc jeśli by szło, że wychodziło od desperatów, to degradacja ich wyklucza jako takich, to już spoko obywatele. Nie dotyczy bohaterki, bo ona pierwszy raz.
    Martyna - ech dlaczego takie imię miała właśnie złą kobieta? Dopuszczam, iż dochodzą tu do głosu pewne antypatie - a nie powinny, bo ona jest tylko takiej rozrywkowej natury.

    "jakby do biura jeździł pracować, a nie zamiatać"
    Kiedyś chodziłem do takiej szkoły, tokarza i frezera w jednym mieli ze mnie zrobić i może było to nawet wyszło, gdyby nie wkurzało mnie, ze zasadniczo napierdalam na ślusarni... z paskudnie wrednym instruktorem, co to n z samego wyglądu mnie nie lubił, a ja wzajemnie jego - mniejsza o to.
    Frezarki też zaliczałem, ale krótko, tam natknąłem się na dwóch kolesi - rok ode mnie starszych, znaczy z klasy, co była wyżej, bo wcześniej zaczęła szkołę, a przynajmniej tę - po prosty w akty urodzenia i świadectwa chrztu im nie robiłem wglądu - co innego oni interesował ich każdy detal związany ze mną, jak naukowców
    Potem dowiedziałem się dlaczego - po prostu miałem za nich pracować, ale ni byli źli, długo by o tym, chętnie bym za nich pracował, gdybym tylko znów nie wylądował na ślusarni, ale o tym też by za długo.
    Chodzi o to jaki mieli styl - taki jakby inżynierami byli, teczki jak u inżynierów, styl ubioru i uczesania... - jeden miał jakieś minusy na dioptriach, to drugi żeby nie odstawać , nosił przydymione - takie typowo, jak na inżyniera, może już i epoki minionej, ale wciąż wpasowane w czas przełomu.
    Kiedy zdejmowali w szatni swoje ubrania "magistersko - inżynierskie", to robocze ciuchy, nie pozbawiały przekonania by nikogo, że to inżynierzy na stanowiskach kierowniczych.
    Jak oni szli na warsztat: każda szafka po drodze musiała być otwarta i obejrzana, de facto każda pusta, ale funkcja zobowiązuje i wygląd, każda maszyna nieuruchomiona, omówiona, jako maszyna i dlaczego akurat nie chodzi. Mnie kazali iść trochę z tyłu - jak robol za inteligencją, przy omawianiu nieczynnych maszyn i składach materiałów, miałem podchodzić i słuchać dlaczego, co i jak, potem potwierdzać, ze rozumiem.
    Docieraliśmy na nasz warsztat i tam już klimat siadał, instruktor - alkoholik, już się trząsł, narzekał, przydzielał robotę - a ja - nowy, to do wózka szczotki itp. musiał chłop pędzić, żeby wypić, na siedem godzin (minus przerwa) siedem, siedem - przecież wolno szli, a z przerwo to sześć i pół, stawaliśmy się tacy ponurzy - zwyczajni.
    Michał - wypisz, wymaluj, z tego gatunku musiał być ludzi, co moi kompanii z warsztatu z frezarkami.
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    niezmiernie dziękuję za obszerny komentarz i podzielenie się historią z przeszłości :)
    Pozdrawiam
  • Literkowa Bitwa na Prozę 4 miesiące temu
    Zapraszamy do głosowania na Forum:
    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/
    Czytają i pozostawiamy komentarze! Naradzamy według zasady: 3 - 2 - 1 plus uzasadnienie; dlaczego?
    Głosowanie potrwa do 25 stycznia /wtorek/ godz. 23:59
    Literkowa pozdrawia i życzy przyjemnej lektury.
  • Urszula Pieńkowska 4 miesiące temu
    Bardzo oryginalne opowiadanko. Zdecydowanie przyciągnęło moją uwagę. Gratuluję :)
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    dziękuję za miły komentarz :)
  • Pasja 4 miesiące temu
    Ciekawy monolog dziewczyny, zakochanej dziewczyny i nadzieja na lepsze jutro. Nakreślenie życia na popegerowskich terenach. Spotkanie w remizie członków z Koła Zdegradowanych Desperatów i wykład o Projektach Obywatelskich. Chaos myśli i chaos ludzkich osobowości. Bardzo barwnie, a zarazem prawdziwie opisane postacie, zawody i ubiór oraz towarzyskie konotacje. Dobrze się czyta mimo bałaganu myślowego.
    świetnie to pasowało to klimatu tego meetingu....do klimatu

    Pozdrawiam
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam również
  • Cicho_sza 4 miesiące temu
    Całkiem inne pisanie w Twoim wykonaniu. Taki swobodny, momentami przerwywany wtrąceniami, monolog dziewczyny uwikłanej w popegierowska rzeczywistość. Prosty, trochę naiwny język dobrze oddaje klimat. Podoba mi się!
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz i podobanie :)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Pnie Buczyborze↔Taki swojski tekst, mówiący o tym, że lepiej należeć do KZD,
    iż być wszystkim obojętnym i niepotrzebnym, jak koło do sanek.
    To zawsze coś. Tym bardziej, gdy w człeku jakieś symptomy, że już nie całkiem, do KZD należy.
    Bunt jakiś, to nadzieja jakaś:)
    Poza tym, gdy się człek wygada, to też lżej.
    A jak jeszcze, o dobro bliźniego mu chodzi, by się na schodach nie wyrżnął,
    to już całkiem lżej na sercu:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    tak lekko, że można odlecieć :)
    Pozdrawiam
  • DiPoint Ragoon 4 miesiące temu
    Ploteczki pewnej babeczki :) Bardzo świeże, bardzo przaśne i niepoprawne.
    Michał-sąsiad z wąsem jest żonaty, moja Pani, a Pani mi tu takie niestosowne myśli i czyny opisujesz. Wstydź się! Albo i nie, w sumie może i nie? Może to taka potrzeba chwili, ten cały Michał-sąsiad? Dla samotnej sąsiadki może to i takie, jak to się teraz mówi, chwilowe zajęcie, dorywcza przeszkadzajka, krótki epizod pomiędzy sprzątaniem, sadzeniem pomidorów a... W końcu wolnego czasu Pani sąsiadka ma trochę. A może się zaangażuje? Nie tylko w Michała z wąsem ale też i w to całe, co to było? A! Projekty obywatelskie. Tak jakoś, z nudy.
    Ciekaw jestem, czy w domu był kot?

    Bardzo fajne, lekkie i uśmiechnięte opowiadanie.
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    kot po podwórku latał.
    A i dziękuję za fajny komentarz

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania