Wybieram się do domu pogrzebowego, bo mijam go tak długo prawie codziennie, że sobie tam zajrzę.
Generalnie kopiec w tym wydaniu, po prostu... 😆
Na smutno pozornie. 😊
Anonim2 miesiące temu
Kiedyś byłem w kostnicy domu pomocy społecznej, bo włóczyliśmy się z kumplem po lekcjach w ramach edukacji faktycznie przydatnej, czyli nosiło nas tam, gdzie zazwyczaj się dało i nie było zwyczaju bywać zwyczajnie. To schyłkowy PRL był, PRL miał pomysły, bo na terenie DPS był klub prasy i książki i kiosk, choć rzadko czynny, a sam DPS w budynkach po przedwojennym dworze, zresztą do dziś tam jest, ale wycięli piękne pozostałości ogrodów wokół i trzystuletnie drzewa.
Mniejsza o detale, w każdym razie w oddaleniu od głównych budynków z oddziałami itp. była kostnica i pierwszy raz trafiliśmy, jak była otwarta, ale zaglądamy, a tam dwóch kolesi wkłada trumnę na furmankę jeszcze bez konia, furmanka w środku, po cichu wywozili na cmentarz. No i my trochę w panice, może trzeba wiać, ale nie, nawiązał się dialog - już nie pamiętam szczegółów, ale wpadli na pomysł, że nas przestraszą trupami i zaczęli otwierać trumny, mieli z tego dziką radość, my też tylko nie objawioną, bo bardziej ciekawość, nie baliśmy się to przestali, ale pozwoli się rozejrzeć, bo na starość, że tam trafimy. Bardzo dużo trumien było DPS miał między stu a dwustu podopiecznych, to mam było kilkadziesiąt trumien na pewno, a zajęte stały jedna na drugiej. To był też budynek z czasów dworu dziewiętnastowieczny co najmniej, ale nawet chyba starszy. Fajny miał klimat, wybielony na bardzo biało w środku i oprócz trumien jakby warsztat - widać się przydawał w kostnicy, przestrzennie było (furmanka wjeżdżała do środka) - po prostu zaspokoiliśmy gówniarską ciekawość.
W sumie, jeśli nie byłaś w podobnym, to polecam. W typowym domu pogrzebowym akurat nie byłem (w Polsce zwany zakładem chyba wciąż - dobre), na pewno warto, ale te najbardziej ciekawe rzeczy chyba mają na zapleczu.
Skojarzyło mi się z cygańskimi (romskimi) obrzędami. U nich też jest ten charakterystyczny przepych i zakrapianie – byle na bogato ;)
Anonim2 miesiące temu
U Romów nie wiem, ale w kilku krajach europejskich (raczej na [południe od nas) i nie tylko europejskich, ale przynoszą produkty spożywcze i chyba alkohol na ceremonię pochówku, zaś nie wiem, czy konsumpcja jest wdrażana. Znajoma była na takim pogrzebie, to akurat żałobnicy odeszli, a prowiant został, może na później?
Masz charakterystyczną manierę językową, zajęło mi to chwilę, żeby się do niej przyzwyczaić (przeczytałam kilka Twoich wcześniejszych tekstów i zaczynam czuć Twój rytm i styl). Tu wyszło fajnie, jak na mój gust, wyczuwam podskórny, czarny humor :)
Anonim2 miesiące temu
To prawda, to takie środowiskowe lub nawet nie, ale poniekąd tak. Na poważnie pisuję bardzo rzadko, ale zdarza się.
Nie będę rozpatrywał pojedynczych konstrukcji językowych, bo wiem, że śpieszyłeś się pisząc, a potem jeszcze to pokroiłeś, co niestety widać. Przez sporą część tekstu bardziej musiałem się domyślać, o co chodzi, niż rzeczywiście dało się to wyczytać z tekstu. Mimo wszystko udało Ci się zbudować ciekawy klimat i bardzo podoba mi się przedostatni akapit. Jest napisany naturalnie i widać niezbędne doświadczenie w materii wznoszenia toastów.
Komentarze (16)
Generalnie kopiec w tym wydaniu, po prostu... 😆
Na smutno pozornie. 😊
Mniejsza o detale, w każdym razie w oddaleniu od głównych budynków z oddziałami itp. była kostnica i pierwszy raz trafiliśmy, jak była otwarta, ale zaglądamy, a tam dwóch kolesi wkłada trumnę na furmankę jeszcze bez konia, furmanka w środku, po cichu wywozili na cmentarz. No i my trochę w panice, może trzeba wiać, ale nie, nawiązał się dialog - już nie pamiętam szczegółów, ale wpadli na pomysł, że nas przestraszą trupami i zaczęli otwierać trumny, mieli z tego dziką radość, my też tylko nie objawioną, bo bardziej ciekawość, nie baliśmy się to przestali, ale pozwoli się rozejrzeć, bo na starość, że tam trafimy. Bardzo dużo trumien było DPS miał między stu a dwustu podopiecznych, to mam było kilkadziesiąt trumien na pewno, a zajęte stały jedna na drugiej. To był też budynek z czasów dworu dziewiętnastowieczny co najmniej, ale nawet chyba starszy. Fajny miał klimat, wybielony na bardzo biało w środku i oprócz trumien jakby warsztat - widać się przydawał w kostnicy, przestrzennie było (furmanka wjeżdżała do środka) - po prostu zaspokoiliśmy gówniarską ciekawość.
W sumie, jeśli nie byłaś w podobnym, to polecam. W typowym domu pogrzebowym akurat nie byłem (w Polsce zwany zakładem chyba wciąż - dobre), na pewno warto, ale te najbardziej ciekawe rzeczy chyba mają na zapleczu.
Dzięki za wpad.
Dizęki za wizytę.
W Warszawie działają Skrzydlate Anioły, którzy prowadzą pogrzeby świeckie. Agnieszka Maciąg taki miała i ostatnio Magdalena Majtyka.
Dziękuję za wizytę, było mi niezmiernie na plus.
Pozdrawiam.
Przebrnąć przez początek i leci. Nieźle.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania