Wybieram się do domu pogrzebowego, bo mijam go tak długo prawie codziennie, że sobie tam zajrzę.
Generalnie kopiec w tym wydaniu, po prostu... 😆
Na smutno pozornie. 😊
Anonim4 miesiące temu
Kiedyś byłem w kostnicy domu pomocy społecznej, bo włóczyliśmy się z kumplem po lekcjach w ramach edukacji faktycznie przydatnej, czyli nosiło nas tam, gdzie zazwyczaj się dało i nie było zwyczaju bywać zwyczajnie. To schyłkowy PRL był, PRL miał pomysły, bo na terenie DPS był klub prasy i książki i kiosk, choć rzadko czynny, a sam DPS w budynkach po przedwojennym dworze, zresztą do dziś tam jest, ale wycięli piękne pozostałości ogrodów wokół i trzystuletnie drzewa.
Mniejsza o detale, w każdym razie w oddaleniu od głównych budynków z oddziałami itp. była kostnica i pierwszy raz trafiliśmy, jak była otwarta, ale zaglądamy, a tam dwóch kolesi wkłada trumnę na furmankę jeszcze bez konia, furmanka w środku, po cichu wywozili na cmentarz. No i my trochę w panice, może trzeba wiać, ale nie, nawiązał się dialog - już nie pamiętam szczegółów, ale wpadli na pomysł, że nas przestraszą trupami i zaczęli otwierać trumny, mieli z tego dziką radość, my też tylko nie objawioną, bo bardziej ciekawość, nie baliśmy się to przestali, ale pozwoli się rozejrzeć, bo na starość, że tam trafimy. Bardzo dużo trumien było DPS miał między stu a dwustu podopiecznych, to mam było kilkadziesiąt trumien na pewno, a zajęte stały jedna na drugiej. To był też budynek z czasów dworu dziewiętnastowieczny co najmniej, ale nawet chyba starszy. Fajny miał klimat, wybielony na bardzo biało w środku i oprócz trumien jakby warsztat - widać się przydawał w kostnicy, przestrzennie było (furmanka wjeżdżała do środka) - po prostu zaspokoiliśmy gówniarską ciekawość.
W sumie, jeśli nie byłaś w podobnym, to polecam. W typowym domu pogrzebowym akurat nie byłem (w Polsce zwany zakładem chyba wciąż - dobre), na pewno warto, ale te najbardziej ciekawe rzeczy chyba mają na zapleczu.
Skojarzyło mi się z cygańskimi (romskimi) obrzędami. U nich też jest ten charakterystyczny przepych i zakrapianie – byle na bogato ;)
Anonim4 miesiące temu
U Romów nie wiem, ale w kilku krajach europejskich (raczej na [południe od nas) i nie tylko europejskich, ale przynoszą produkty spożywcze i chyba alkohol na ceremonię pochówku, zaś nie wiem, czy konsumpcja jest wdrażana. Znajoma była na takim pogrzebie, to akurat żałobnicy odeszli, a prowiant został, może na później?
Masz charakterystyczną manierę językową, zajęło mi to chwilę, żeby się do niej przyzwyczaić (przeczytałam kilka Twoich wcześniejszych tekstów i zaczynam czuć Twój rytm i styl). Tu wyszło fajnie, jak na mój gust, wyczuwam podskórny, czarny humor :)
Anonim4 miesiące temu
To prawda, to takie środowiskowe lub nawet nie, ale poniekąd tak. Na poważnie pisuję bardzo rzadko, ale zdarza się.
Nie będę rozpatrywał pojedynczych konstrukcji językowych, bo wiem, że śpieszyłeś się pisząc, a potem jeszcze to pokroiłeś, co niestety widać. Przez sporą część tekstu bardziej musiałem się domyślać, o co chodzi, niż rzeczywiście dało się to wyczytać z tekstu. Mimo wszystko udało Ci się zbudować ciekawy klimat i bardzo podoba mi się przedostatni akapit. Jest napisany naturalnie i widać niezbędne doświadczenie w materii wznoszenia toastów.
Komentarze (16)
Wybieram się do domu pogrzebowego, bo mijam go tak długo prawie codziennie, że sobie tam zajrzę.
Generalnie kopiec w tym wydaniu, po prostu... 😆
Na smutno pozornie. 😊
Kiedyś byłem w kostnicy domu pomocy społecznej, bo włóczyliśmy się z kumplem po lekcjach w ramach edukacji faktycznie przydatnej, czyli nosiło nas tam, gdzie zazwyczaj się dało i nie było zwyczaju bywać zwyczajnie. To schyłkowy PRL był, PRL miał pomysły, bo na terenie DPS był klub prasy i książki i kiosk, choć rzadko czynny, a sam DPS w budynkach po przedwojennym dworze, zresztą do dziś tam jest, ale wycięli piękne pozostałości ogrodów wokół i trzystuletnie drzewa.
Mniejsza o detale, w każdym razie w oddaleniu od głównych budynków z oddziałami itp. była kostnica i pierwszy raz trafiliśmy, jak była otwarta, ale zaglądamy, a tam dwóch kolesi wkłada trumnę na furmankę jeszcze bez konia, furmanka w środku, po cichu wywozili na cmentarz. No i my trochę w panice, może trzeba wiać, ale nie, nawiązał się dialog - już nie pamiętam szczegółów, ale wpadli na pomysł, że nas przestraszą trupami i zaczęli otwierać trumny, mieli z tego dziką radość, my też tylko nie objawioną, bo bardziej ciekawość, nie baliśmy się to przestali, ale pozwoli się rozejrzeć, bo na starość, że tam trafimy. Bardzo dużo trumien było DPS miał między stu a dwustu podopiecznych, to mam było kilkadziesiąt trumien na pewno, a zajęte stały jedna na drugiej. To był też budynek z czasów dworu dziewiętnastowieczny co najmniej, ale nawet chyba starszy. Fajny miał klimat, wybielony na bardzo biało w środku i oprócz trumien jakby warsztat - widać się przydawał w kostnicy, przestrzennie było (furmanka wjeżdżała do środka) - po prostu zaspokoiliśmy gówniarską ciekawość.
W sumie, jeśli nie byłaś w podobnym, to polecam. W typowym domu pogrzebowym akurat nie byłem (w Polsce zwany zakładem chyba wciąż - dobre), na pewno warto, ale te najbardziej ciekawe rzeczy chyba mają na zapleczu.
Skojarzyło mi się z cygańskimi (romskimi) obrzędami. U nich też jest ten charakterystyczny przepych i zakrapianie – byle na bogato ;)
U Romów nie wiem, ale w kilku krajach europejskich (raczej na [południe od nas) i nie tylko europejskich, ale przynoszą produkty spożywcze i chyba alkohol na ceremonię pochówku, zaś nie wiem, czy konsumpcja jest wdrażana. Znajoma była na takim pogrzebie, to akurat żałobnicy odeszli, a prowiant został, może na później?
Dzięki za wpad.
Na wesoło o smutno kojarzącym się zjawisku. 5, pozdrawiam 🙂
Zasadniczo tylko na wesoło, ale fakt, smutno trochę, bo kamrat odpadł na resztę dni doczesnych, ale wesoło póki co, boi jeszcze w miarę obecny.
Dizęki za wizytę.
Masz charakterystyczną manierę językową, zajęło mi to chwilę, żeby się do niej przyzwyczaić (przeczytałam kilka Twoich wcześniejszych tekstów i zaczynam czuć Twój rytm i styl). Tu wyszło fajnie, jak na mój gust, wyczuwam podskórny, czarny humor :)
To prawda, to takie środowiskowe lub nawet nie, ale poniekąd tak. Na poważnie pisuję bardzo rzadko, ale zdarza się.
P.S. Oczywiście, że najpierw przeczytałam "Fallusa", nie "Falfusa" ;)
Też miło:) Dzięki za wizytę.
Całkiem odjazdowe😏
W Warszawie działają Skrzydlate Anioły, którzy prowadzą pogrzeby świeckie. Agnieszka Maciąg taki miała i ostatnio Magdalena Majtyka.
Skrzydlate - ale czad! Świeckie - tylko. Drugiej nie znam (bo dlatego, że nie jestem z Warszawy?).
Dziękuję za wizytę, było mi niezmiernie na plus.
Dzień dobry, rozpoczynamy głosowanie! https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/#reply Zapraszam do oddania głosów. Przypominam również, że uczestnicy głosują obowiązkowo - w przeciwnym razie ich teksty otrzymają punkty minusowe (dokładnie -3)
Nie będę rozpatrywał pojedynczych konstrukcji językowych, bo wiem, że śpieszyłeś się pisząc, a potem jeszcze to pokroiłeś, co niestety widać. Przez sporą część tekstu bardziej musiałem się domyślać, o co chodzi, niż rzeczywiście dało się to wyczytać z tekstu. Mimo wszystko udało Ci się zbudować ciekawy klimat i bardzo podoba mi się przedostatni akapit. Jest napisany naturalnie i widać niezbędne doświadczenie w materii wznoszenia toastów.
Pozdrawiam.
Trochę żeś mnie Yanko zakręcił w tekście xD no ale cóż, nie powiem, że akurat ten motyw miałem na myśli rzucając "happy hour".
Przebrnąć przez początek i leci. Nieźle.
jest to jakby rozbicie na rytuał, wszystko zakrapiane jakby ironią, gęstym, szarpanym językiem - bliskim życia. Dobry tekst
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania