LBnP -7 Włóczykij i rozmowa o pracę
Pewnego chłodnego poranka pod koniec października Włóczykij obudził się w swoim namiocie na skraju lasu. Wysunął z namiotu rozczochraną głowę i stwierdził, że pada. Nałożył kapelusz i płaszcz, wymacał w kieszeni nieodłączną fajkę, po czym spojrzał na dom Muminków i zamyślił się. Mama Muminka na pewno już krzątała się po kuchni, przygotowując igliwie na wieczór, a Tatuś porządkował papiery w swoim biurze, tak żeby wiosną niczego nie pomylić i zabrać się za pisanie w odpowiednim miejscu. Muminek, jak go znał, spędzi cały dzień biegając z Małą Mi po Dolinie i życząc wszystkim napotkanym stworzonkom przytulnej zimy.
– A wieczorem wszyscy najedzą się igliwia i zasną na całą zimę – powiedział do siebie Włóczykij. – Taka jest kolej rzeczy. Pora ruszać w drogę.
Włóczykij nie lubił pożegnań. Były tak niepotrzebnie dramatyczne. Uważał, że lepiej jest po prostu zwinąć namiot i odejść, zostawiając po sobie tylko prostokąt przyklapniętej trawy i wygasłe ognisko. Odejść i nie oglądać się za siebie, nie myśleć o łzach w oczach Muminka i niemym wyrzucie malującym się na twarzy Małej Mi. Wróci do nich przecież, kiedy zakwitną pierwsze przebiśniegi. Ale teraz nie może myśleć o tych, których zostawia za sobą.
„Tak jest wszędzie na świecie” – rozmyślał Włóczykij, upychając zwinięty namiot pod klapę plecaka. – „Są ci, którzy odchodzą i ci, którzy zostają. Ci pierwsi nigdy nie będą drugimi, a drudzy – pierwszymi”.
Po chwili maszerował już przez gęsty las, wsłuchując się w szum wiatru w koronach drzew i jednostajne kapanie deszczu. Czuł spokój i rozkoszował się błogosławioną samotnością. Nigdzie się nie spieszył, choć droga przed nim była długa: musiał przejść przez lasy, góry i doliny, by dotrzeć tam, gdzie czekał już na niego pewien ekscentryczny starzec z długą brodą. Ale niech czeka. Włóczykij dotrze do niego dokładnie wtedy, kiedy powinien dotrzeć. Taki jest rytm wędrówki.
I nie zmieni tego nawet fakt, że czekała go u tego starca rozmowa o pracę.
*
Potężny gmach starego zamczyska odcinał się wyraźnie na tle majestatycznych gór. Budynek był ogromny i bardzo stary, miał całe mnóstwo wieżyczek i baszt, a u jego stóp lśniła ciemna tafla jeziora.
– Tak, tak – mruknął Włóczykij, zbliżając się do bramy. – Rzeczywiście imponujące.
Brama okazała się otwarta, co nieco go zdziwiło. Przeszedł przez nią i po chwili dotarł do rozległego dziedzińca, który był o tej porze pełen uczniów w charakterystycznych mundurkach. Większość z nich wydawała się pochłonięta swoimi sprawami i zupełnie nie zwracała uwagi na niewysoką postać w długim płaszczu i kapeluszu, zmierzającą do wejścia do zamku. Włóczykij nie miał wątpliwości, że widywali tu znacznie dziwniejsze stworzenia, więc nie czuł się szczególnie urażony takim brakiem zainteresowania. Na murku niedaleko wejścia dostrzegł trójkę nastolatków – dwóch chłopaków i dziewczynę – pochylonych nad czymś, co wyglądało jak ruchoma mapa i szepczących coś do siebie konspiracyjnie.
Nagle dziewczyna podniosła wzrok znad mapy i jej wzrok padł wprost na niego. Przez chwilę wpatrywała się w niego z lekko otwartą buzią, jakby nie mogła uwierzyć, w to, co widzi. W końcu uśmiechnęła się promiennie i pomachała mu na powitanie.
– Patrzcie! – zawołała, łapiąc obu kolegów za ręce. – To Włóczykij!
– Kto? – zdziwił się rudy chłopak o piegowatej buzi, który siedział po jej lewej stronie.
– Och, Ron! – zdenerwowała się dziewczyna. – Czy ty naprawdę niczego nie czytasz?!
Chłopak wzruszył ramionami i znów zajął się mapą, a dziewczyna krzyknęła jeszcze:
– Witamy w Hogwarcie!
Włóczykij pchnął ciężkie drzwi i wszedł do zamku.
*
Znalezienie gabinetu Dumbledore’a okazało się trudniejsze niż sądził. Długo błądził po korytarzach, mając wrażenie, że kręci się w kółko i starając się ignorować niewybredne zaczepki postaci z portretów wiszących na ścianach. W końcu natknął się na jakiegoś życzliwego małego chudzielca o wielkich uszach, który przedstawił się jako Zgredek i zaprowadził go prosto pod drzwi gabinetu dyrektora, nie przestając paplać.
Wyraźnie zdenerwowany Albus Dumbledore przechadzał się długim krokiem od ściany do ściany, mrucząc coś do siebie półgłosem. A może zwracał się tak do wyliniałego i mocno już zmęczonego życiem feniksa, przycupniętego na żerdzi? Włóczykij nie był w stanie tego stwierdzić, bo kiedy tylko pojawił się w drzwiach, dyrektor jednym susem znalazł się przy nim i zaczął energicznie potrząsać jego dłonią.
– No, nareszcie! – zawołał. – Dobrze, że jesteś! Pozycja jest twoja, jeśli ją chcesz!
– No ale... – zaczął zaskoczony Włóczykij. – Przecież rozmowa kwalifikacyjna miała być?
– Tak, tak, rozmawiamy przecież – Dumbledore niecierpliwie machnął ręką. – Świetnie się nadajesz, jesteś przyjęty. Potrzebuję zastępstwa na już. Hagrid musiał pilnie wyjechać i raczej nie wróci do końca semestru. Mamy pewne kłopoty. Wysłałem go do Rumunii, żeby poszukał olbrzymów... och, to długa historia. Bierzesz tę robotę czy nie?
– A jaki to przedmiot właściwie? – poinformował się ostrożnie Włóczykij.
– Opieka nad magicznymi stworzeniami – odparł czarodziej. – Bardzo przyjemne zajęcia na świeżym powietrzu. Dzieciaki je uwielbiają. I zakwaterowanie w chatce Hagrida, piesek gratis. Bardzo miły.
– Brzmi świetnie. Tylko że ja się zupełnie nie znam na magicznych stworzeniach.
Dumbledore spojrzał na niego z roztargnieniem.
– Och, na pewno coś wymyślisz – powiedział. – Nie macie w tej waszej Dolinie żadnych magicznych stworzeń?
– Hmm – zamyślił się Włóczykij. – Czasem jakieś się trafi. Ale ogólnie ze wszystkich stworzeń świata to ja najlepiej znam Muminki... No i jeszcze Paszczaki i Mimble.
– A czy to groźne bestie? – zapytał Dumbledore.
– W ogóle – odparł Włóczykij, po czym przypomniał sobie, jak Muminek o mało co nie wyleciał z okna na piętrze, próbując dotknąć motylka. – Chyba że dla siebie...
– Jak niegroźne, to świetnie się składa – uznał Dumbledore. – Naprawdę ostatnie, czego w tej chwili potrzebuję to skargi wkurzonych rodziców na nasze curriculum.
– Czyli jaki jest plan? – zapytał Włóczykij.
Dumbledore zaczął w pośpiechu bazgrać coś na wielkim arkuszu leżącym na biurku.
– Dodamy do tych zajęć podtytuł „Kultura i zwyczaje z Doliny Muminków” – postanowił. – To będą wykłady gościnne. Po prostu opowiesz dzieciakom, co wiesz.
Włóczykij przestąpił niepewnie z nogi na nogę i podrapał się po głowie. Wciąż nie był do końca przekonany.
– Możesz przy nich palić – kusił dalej Dumbledore. – Trochę dymu z fajki na świeżym powietrzu na pewno nikomu nie zaszkodzi.
– No, dobrze – Włóczykij skapitulował pod ciężarem tego ostatniego argumentu. – Przyjmuję ofertę.
Dumbledore uśmiechnął się z ulgą i ponownie uścisnął mu dłoń.
– Zatem witamy w Hogwarcie!
Blade jesienne słońce na chwilę wynurzyło się zza chmury i zaświeciło prosto w okno gabinetu dyrektora. Włóczykij poczuł, że zaczyna się nowa przygoda.
Komentarze (3)
To ciekawe. Muminki są kompletnie nie znane w Niemczech. W zasadzie tylko pokoleniom starym.
och, biedni ludzie!
Ach.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania