"Domki śmigały jak krojenie marchewki przez wykwalifikowanego szefa kuchni. Jak tasowanie talii kart." - Dwa celne porównania pod rząd. Drugie jeszcze lepsze, bo nierozwodnione i bardziej w punkt.
"Lea milczała od rana. Znów włączył jej się tryb dziwadła. - Jedna krowa jest w porządku. - Zkwitował rzeczowo." - Kurwa mać. Jak dotąd jestem zachwycony. "Tryb dziwadła" - Krowa na głos. Mixujesz rezczywistością coraz sprawniej.
- Pilnuj, żeby ten fagas nie dymał mi żony.
- Tego ci nie obiecam, ale póki co jest mało... romantycznie. W kontakcie. - celnie, szybkoi, bez nadmiernej kwiecistości z dookreśleń, hamujących tekst. Rzeczowa wymiana myśli. Impulsów.
. Cuchniał. - ??? - Jest takie słowo???
Nie angażowałby się w tą sprawę, gdyby tak dotkliwie nie dotyczyła jego osoby. - idziesz szybko i dynamicznie, ale czasem te małe dookreślaenie. Takie, jak "tą" - Wiadomo, że tą. Za burtę.
. Stąd mozaika myśli, przybierających formę kontrastowych kształtów, na jego skórze. Stąd parcie na pieniądz. Sukces był w głowie. Jest zresztą w każdej. W każdej, pojedyńczej łepetynie. Wystarczy go uaktywnić, włączyć ten tryb, przestawić się na samodyscyplinę i nie spuszczać celu z oka, nawet na moment. - mozaika myśli, super. Znów płyniesz. Krótkie zdania dynamizują - super. Niema słowa pojedyńczy - nie super. (Chyba przestanę kopiuj-wklej , uprawiać, bo jest zbyt zacnie i zaraz całe przerzucę.
"Każdy miał nudę w plecaku. " - kurwa mać, znów. Ale Ci dzban odpalił. Bajka.
Ogarniał edukację, macanie koleżanek i jeszcze mu czasu zostawało, to likwidował głód na świecie. - Ritha, tak szczezre, bez już śmiszowania, no wow. Naprawdę wow.
On też miał Marca za plastyczny materiał, stworzony wprost do wykreowania w przyszłości przebiegłej mendy. Wszyscy od lat mieli go za fiuta. A potem cyferek na koncie przybywało, przybywało, przybywało, więc proporcjonalnie rósł też szacunek społeczny. - nie chcę się powtarzać, mądrzyć. Nawet wklejać. Ale nie oznaczyć tak ujętego ciągu myśli byłoby zaniedbaniem. Od strony gry językowej to najlepsza część, ale tak, bardzo, bardzo najlepsza. Nienachalna. Uderzająca z wieeelu, wiellu kamer. Przybliżająca, obrazująca. Woow.
a pobożną, zabonną, dziewicą, - zabibinną chyba
Rozjechała ich pędząca ciężarówka codzienności. - teoretycznie natłok udziwnień powinien w końcu zalatywać kiczem. Powinien, ale są na tyle subtelne, na tyle zmyślnie wplecione, że kicz ciągle stoi sobie na pasach.
Miej świadomość, że zacności zaznaczałem wybiórczo. Nie wszystkie. Część teoretycznie o niczym, ale to tak bardzo piękna treść o niczym, że...
Przybliżyłaś ludka idealnie (Marco) drobiazgowo, bez przesady.. Niestandardowo. Retrospekcja momentów z życia, jako projektor do wyświetlania motuywacji. On teraz jest zrozumiały. To nie buc X, który ściga dwa aniołki Y. Ma sens.
Do tego wszystko w otoczce informacjny zdań. I to podanych nienachalnie.
Wydaje mi sie, że w tej chwili masz całkiem w dechę consensus, pomiędzy przerostem flow, a wolną (nieobrarowaną czytelniczymi kajdanami) wolą, z której korzystasz. Taki pół-złoty środek. Myślę, że jest tak po części, bo ostatnio sporo oswoich tekstach(Lei) rozmyślasz. Chcąc nie chcąc, odpowiadając na komentarz, odpierając zarzuty, zbierając pochwały, myślisz. Trochę się w tym zapętlasz. - Metoda językowa Krebsa - wyizolować się. Wchłonąć i obtoczyć bodzcami.
Namacalnie widzę jak kajdany opuściły Twój dzban. Jestem wielce ukontentowany, Ritha.
Pińć, kurwa, plus
(5+)
Powiem Ci tak - wszystko Twoja zasługa, wszystko. Odniosę się głębiej potem, bo muszę wrócić do życia (dzień wydarty z życiorysu, gdyż wena + przemyślenia pod kątem Lei, jak w oczekiwaniu na egzorcyztę, miotaly mną po scianach). Tłuste - taa... :D pasowało mi (chyba pierwszy raz użyłam tego slowa w tekscie). Tak jak mówię, jeszcze się odkomentuję szerzej ;)
Mnie zbyt teraz pochłonęła konsrtrukcja poszczególnych mysli. Całe to zwracanie uwagi na detal. Kąty postrzegania. Geneza pewnych zjawisk. No już mówiłem. Wow
Spoko, spoko. Mi miłó, bo widziałem tu pewne cienie, macki zrodzone z wcześniejszych analiz. Poczekajmy na reakcję "środowiska", ale dla mnie, szczerze, bez pierdół, to z pozycji stricte obserwacyjnej, zrobiłaś duży krok do przodu.
Duży amen końcu.
Duży amen jest większy od mniejszego.
Jest zacniejszy.
Część pierwsza była "Bella, psia krew, vita", jak dodawałam z powrotem (xd) części to poebałam dodawanie tytuły ;) A tu - przyznaje, nie miałam pomyslu na tytul, pomyslalam - ciul, treść ważniejsza. :)
Mam pytanie, mogę se wziąć te talie kart? Mam dla niej już w głowie zastowowanie.
Mi tak leży do oddania pędu... Nie chciałbym, żebyś kiedyś na to przuypadkiem wpadła i - Eee, zajebałeś...
Dobra, jestem. Po pierwsze - ależ mi miło czytać komentarz i widzieć, że Ci się podoba. Przemyślałam wszystkie Twoje rady, przeanalizowałam fabułę, trochę poczytałam wstecz i przede wszystkim (!) spróbowałam wbić się w ten flow, który mam pisząc pojedyncze teksty. I już wiem, wizja planu z lotu ptaka, ale bez wizji danej części (przynajmniej sztywnej). Rzut na taśmę, bez jakichś wcześniejszych notatek itepe. Jeden ciąg nieprzerwanej myśli. Tym razem się udało - nie gwarantuje co będzie w przyszłości ;)
Cuchniał... Coś może cuchnąć. Albert cuchniał. Ups, być może winno być - cuchnął. Nie ma takiego słowa? (zgłupiałam w tym momencie)
Inne literóweczki już biegnę reperować:)
""Każdy miał nudę w plecaku. " - kurwa mać, znów. Ale Ci dzban odpalił. Bajka." <3
Zabobonną, taa, ucieło mi
" Część teoretycznie o niczym, ale to tak bardzo piękna treść o niczym, że..." - to mnie martwi, bo to były rozkminy, chwilę Alberta, potem Marco, a rozkminy zawsze wychodzą mi lepiej niż akcja
Metoda językowa Krebsa - to mnie akurat zaciekawilo, bo ja językowo niet, nein, nic a nic, a włoskim władać mi się marzy od lat, to jest tak piękny, melodyjny język, a ja taka leniwa do nauki języków:/
No ale wracając, cieszę się Can, że sobie możemy tak elegancko podyskutować. Rozmawiamy tydzień (niecały może nawet), a już masz wpływ na współzależność mojej dyni z plikiem tekstowym. Grazie. :)
Miło mi, ale nie bierz niczego za prawdę objawioną tylko szukaj. Na razie jest gitara. Barzo się cieszę, że odpalio i że idzie do przodu.
Naprawdę zacnie.
A jeszcze napiszę w kwestii doradzania, komentarze komentarzami, ale czytam Twoje teksty i wiem, że wiesz jak strzelić, żeby zabić, jak pisać, żeby chciało się czytać i już samo to daje pogląd, że znasz się na rzeczy. No.
Okropny, nick jak nick. Pełno tu nicków wpasowujących się w "skąd". Geneza trochę zatarta.
Połączenie nałogu i śmierci, powiedzmy.
Do zajrzenia w litery zapraszam. Z samej zacności humorystycznej, ufam, że byś ciekawe spostrzeżenia wniósł.
Okropny w stricte "Lei" też masz zasługi. Kto wymyślił znalezienie przykutej laski z dala od zabudowań. No kto, nie bójmy bójmy (!) się tego pedzieć. Okropny. Kto pchnął Rithę, żeby zaczęła w końcu pisać coś dłuższego. Okropny.
Ave Okropny :)
Jestem i ja, Ritha - spędzam z Leą piątkowy wieczór. Miałam szturmować miacho, ale mogę sobie tak wspaniale się z siebie wytłumaczyć, że nie mam hajsu. Na miachu nie ma nic ciekawego, toteż bezkarnie mogę go nie szturmować, bo zaszturmowac mialam z czystego obowiązku niezachowywania się jak stara baba. Ale dziś jak stara baba bez laczy przechadzam się pod rękę z Leą po włościach odzyskanych, w szlafroku. Jest to przechadzka mila.
Teraz tak:
Z poprawnego punktu widzenia Albert cuchnął*.
Ale Twoja wersja tego słowa mnie rozbawiła i rozczulila.
"- Jedna krowa jest w porządku. - Zkwitowal" - Skwitował, ale wypowiedzi o krowach zwerbalizowane - sztos ❤(serduszka biorę ze swego zbioru podręcznych emotikown, zmagazynowanych w smartfonie - o dziwo na opowi działa, choć moja ulubiona emotikona z czornymi okularami się buntuje - bos pytała.)
Stalowa Księżniczko; jest coraz konkretniej. Stalowo, fajnie. Nie ma słów niepotrzebnych, nie ma ornamentyki, upiększaczy.
Nie umiem tak pisać, ale lubię Cię taką czytać.
Mamy dobre "oczami Marca". Sensowne, rzucające nową perspektywę.
"Lea była paradoksem, była bezbronna i jakoś wewnętrznie uzbrojona zarazem. Zagubiona i zaradna, wystraszona i zdeterminowana, zamyślona i beztroska. Była jego prywatną psychodelą. Tak, był zakochany, przez jakiś krótki czas był. Rozjechała ich pędząca ciężarówka codzienności. " - wow. Cudowny fragment.
Pięknie ukazana limfa sprzeczności, a ciężarówka obrazowa, mocna, bycza.
Ciąg myślowy Marca jest bardzo wporzo - wypada naturalnie. Męski, jasny, klarowny - nóż same zalety. Trochę żałuję, że to nie psychopata, ale generalnie zaczynam go darzyć sympatią, bo posiada cechy umyslu, które - jak wiesz - cenie xd.
I na pewno także nie poszedłby w laczach do Biedry ;).
Dziękuję za miłą lekturę. Cień mego podejrzenia pada tak z chuja na Luigiego.
Ach! Spedzilas z Leę piątkowy wieczór <3 Dziękuję Ci Słońce. Jeszcze raz sobie Twój komentarz przeczytam, i odniosę się ciut później. Chwilowo nie ogarniam wszystkiego wokół:D
A Tobie kochana powiem, że bardzi kobiecy moment wyłapałaś ???? Skwitował poprawione. Mam nadzieję, że nie opuściłaś poprzedniej części, nie zmuszam broń Boże do zostawienia śladu obecności, mam tylko nadzieję, że Ci przez pomyłkę nie przesloczylo ;) Myślę, że Marco zdecydowanie noe poszedlby do Biedry w laczach. Wiesz kto by to zrobił, Luigi xD O tak, on by to zrobil, a jakby dobrze naszmuglowal na banię, to może i Albert ;) Marco ogólnie jest spoczi, lubiłam go od samego początku :D Tera spróbuję wstawić serduszko ❤
Ritha, nic nie opuściłam, przeczytałam wczoraj wszystko, tylko pozowolilam sobie nie wymuszać refleksji, i zostawiałam tam, gdzie nachodziły mnie samoistnie/naturalnie.
Uciekła mi wczoraj myśl o wielkim byciu kontent z tak pięknego zaznaczenia bliźniaczych mysli u Alberta i Marca. Wyborny to zabieg, i to, że powtarzalne, w dużym natężeniu - staje się nudne delikatnie rdzeniuje tekst, staje się osią na uno momento, a mistrzowsko żeś to ugryzła od strony zabiegu literackiego.
Przez to, żeś mi wczoraj podsunęła konkretną persone pod wrota wyobraźni - to teraz, jasny gwint, niepojscie w laczach do Biedry i stanowcza odmowa też zaczęły mnie jarać, aż mam dwa przeciwstawne autoszmugle na łeb i nie wiem, co bardziej wporzo.
No bo takie mrożące "nie ma mowy" też by mogło być si.
I ja przeczytałam. Miałaś dzisiaj dobrą wenę, bo część tryska humorem i po prostu się płynęło. Nie mogłam sobie odmówić, by przeczytać do końca, jak zaczęłam :) 5 :)
"Domki już nie migały w rytmie ciach." - no i jak tu się nie roześmiać szczerze po takim zdaniu. Generalnie rozdział pod hasłem "Czego w nadmiarze - powszednieje". Jest okazja poznać Marco "od środka", to dobrze i najwyższy czas, bo do tej pory był raczej figurantem, choć sceny i niektóre kwestie miał wyraziste ;)
No to sru, następna część w zasięgu ;)
Pozdrawiam ;))
Teraz szczęka mi opadła i zbieram ją z podłogi. No kurde, nie potrafię uwierzyć, że Marco to jednak nie jest takim debilem, za jakiego go uważałam. No wow, jestem w szoku. Na dodatek, cholera jasna, muszę przyznać się do błędu. Jak czytałam początek tej części to przez chwilę nawet miałam łzy w oczach i uwierzyłam, że on naprawdę kochał Ines.
I teraz tak dodaję sobie dwa do dwóch i wychodzi, że to ta lolitka z salonu zabiła tą biedną dziewczynę...
Kurcze, ta część to taki zwrot akcji... Nie wiem już co mam myśleć, muszę czytać dalej!
Komentarze (50)
."Głupie, tłuste drzewo. Krowa. " - tłuste, powiadasz? ;)
"Lea milczała od rana. Znów włączył jej się tryb dziwadła. - Jedna krowa jest w porządku. - Zkwitował rzeczowo." - Kurwa mać. Jak dotąd jestem zachwycony. "Tryb dziwadła" - Krowa na głos. Mixujesz rezczywistością coraz sprawniej.
- Pilnuj, żeby ten fagas nie dymał mi żony.
- Tego ci nie obiecam, ale póki co jest mało... romantycznie. W kontakcie. - celnie, szybkoi, bez nadmiernej kwiecistości z dookreśleń, hamujących tekst. Rzeczowa wymiana myśli. Impulsów.
. Cuchniał. - ??? - Jest takie słowo???
Nie angażowałby się w tą sprawę, gdyby tak dotkliwie nie dotyczyła jego osoby. - idziesz szybko i dynamicznie, ale czasem te małe dookreślaenie. Takie, jak "tą" - Wiadomo, że tą. Za burtę.
. Stąd mozaika myśli, przybierających formę kontrastowych kształtów, na jego skórze. Stąd parcie na pieniądz. Sukces był w głowie. Jest zresztą w każdej. W każdej, pojedyńczej łepetynie. Wystarczy go uaktywnić, włączyć ten tryb, przestawić się na samodyscyplinę i nie spuszczać celu z oka, nawet na moment. - mozaika myśli, super. Znów płyniesz. Krótkie zdania dynamizują - super. Niema słowa pojedyńczy - nie super. (Chyba przestanę kopiuj-wklej , uprawiać, bo jest zbyt zacnie i zaraz całe przerzucę.
"Każdy miał nudę w plecaku. " - kurwa mać, znów. Ale Ci dzban odpalił. Bajka.
Ogarniał edukację, macanie koleżanek i jeszcze mu czasu zostawało, to likwidował głód na świecie. - Ritha, tak szczezre, bez już śmiszowania, no wow. Naprawdę wow.
On też miał Marca za plastyczny materiał, stworzony wprost do wykreowania w przyszłości przebiegłej mendy. Wszyscy od lat mieli go za fiuta. A potem cyferek na koncie przybywało, przybywało, przybywało, więc proporcjonalnie rósł też szacunek społeczny. - nie chcę się powtarzać, mądrzyć. Nawet wklejać. Ale nie oznaczyć tak ujętego ciągu myśli byłoby zaniedbaniem. Od strony gry językowej to najlepsza część, ale tak, bardzo, bardzo najlepsza. Nienachalna. Uderzająca z wieeelu, wiellu kamer. Przybliżająca, obrazująca. Woow.
a pobożną, zabonną, dziewicą, - zabibinną chyba
Rozjechała ich pędząca ciężarówka codzienności. - teoretycznie natłok udziwnień powinien w końcu zalatywać kiczem. Powinien, ale są na tyle subtelne, na tyle zmyślnie wplecione, że kicz ciągle stoi sobie na pasach.
Miej świadomość, że zacności zaznaczałem wybiórczo. Nie wszystkie. Część teoretycznie o niczym, ale to tak bardzo piękna treść o niczym, że...
Przybliżyłaś ludka idealnie (Marco) drobiazgowo, bez przesady.. Niestandardowo. Retrospekcja momentów z życia, jako projektor do wyświetlania motuywacji. On teraz jest zrozumiały. To nie buc X, który ściga dwa aniołki Y. Ma sens.
Do tego wszystko w otoczce informacjny zdań. I to podanych nienachalnie.
Wydaje mi sie, że w tej chwili masz całkiem w dechę consensus, pomiędzy przerostem flow, a wolną (nieobrarowaną czytelniczymi kajdanami) wolą, z której korzystasz. Taki pół-złoty środek. Myślę, że jest tak po części, bo ostatnio sporo oswoich tekstach(Lei) rozmyślasz. Chcąc nie chcąc, odpowiadając na komentarz, odpierając zarzuty, zbierając pochwały, myślisz. Trochę się w tym zapętlasz. - Metoda językowa Krebsa - wyizolować się. Wchłonąć i obtoczyć bodzcami.
Namacalnie widzę jak kajdany opuściły Twój dzban. Jestem wielce ukontentowany, Ritha.
Pińć, kurwa, plus
(5+)
Duży amen końcu.
Duży amen jest większy od mniejszego.
Jest zacniejszy.
Mi tak leży do oddania pędu... Nie chciałbym, żebyś kiedyś na to przuypadkiem wpadła i - Eee, zajebałeś...
Cuchniał... Coś może cuchnąć. Albert cuchniał. Ups, być może winno być - cuchnął. Nie ma takiego słowa? (zgłupiałam w tym momencie)
Inne literóweczki już biegnę reperować:)
""Każdy miał nudę w plecaku. " - kurwa mać, znów. Ale Ci dzban odpalił. Bajka." <3
Zabobonną, taa, ucieło mi
" Część teoretycznie o niczym, ale to tak bardzo piękna treść o niczym, że..." - to mnie martwi, bo to były rozkminy, chwilę Alberta, potem Marco, a rozkminy zawsze wychodzą mi lepiej niż akcja
Metoda językowa Krebsa - to mnie akurat zaciekawilo, bo ja językowo niet, nein, nic a nic, a włoskim władać mi się marzy od lat, to jest tak piękny, melodyjny język, a ja taka leniwa do nauki języków:/
No ale wracając, cieszę się Can, że sobie możemy tak elegancko podyskutować. Rozmawiamy tydzień (niecały może nawet), a już masz wpływ na współzależność mojej dyni z plikiem tekstowym. Grazie. :)
Naprawdę zacnie.
Canulas, skąd taki nick?
Widzisz. Ludziom Twój nowy styl leży. I told you.
Połączenie nałogu i śmierci, powiedzmy.
Do zajrzenia w litery zapraszam. Z samej zacności humorystycznej, ufam, że byś ciekawe spostrzeżenia wniósł.
:)
Can, a to sorks. Błędna teza.
Ave Okropny :)
Teraz tak:
Z poprawnego punktu widzenia Albert cuchnął*.
Ale Twoja wersja tego słowa mnie rozbawiła i rozczulila.
"- Jedna krowa jest w porządku. - Zkwitowal" - Skwitował, ale wypowiedzi o krowach zwerbalizowane - sztos ❤(serduszka biorę ze swego zbioru podręcznych emotikown, zmagazynowanych w smartfonie - o dziwo na opowi działa, choć moja ulubiona emotikona z czornymi okularami się buntuje - bos pytała.)
Stalowa Księżniczko; jest coraz konkretniej. Stalowo, fajnie. Nie ma słów niepotrzebnych, nie ma ornamentyki, upiększaczy.
Nie umiem tak pisać, ale lubię Cię taką czytać.
Mamy dobre "oczami Marca". Sensowne, rzucające nową perspektywę.
"Lea była paradoksem, była bezbronna i jakoś wewnętrznie uzbrojona zarazem. Zagubiona i zaradna, wystraszona i zdeterminowana, zamyślona i beztroska. Była jego prywatną psychodelą. Tak, był zakochany, przez jakiś krótki czas był. Rozjechała ich pędząca ciężarówka codzienności. " - wow. Cudowny fragment.
Pięknie ukazana limfa sprzeczności, a ciężarówka obrazowa, mocna, bycza.
Ciąg myślowy Marca jest bardzo wporzo - wypada naturalnie. Męski, jasny, klarowny - nóż same zalety. Trochę żałuję, że to nie psychopata, ale generalnie zaczynam go darzyć sympatią, bo posiada cechy umyslu, które - jak wiesz - cenie xd.
I na pewno także nie poszedłby w laczach do Biedry ;).
Dziękuję za miłą lekturę. Cień mego podejrzenia pada tak z chuja na Luigiego.
Uciekła mi wczoraj myśl o wielkim byciu kontent z tak pięknego zaznaczenia bliźniaczych mysli u Alberta i Marca. Wyborny to zabieg, i to, że powtarzalne, w dużym natężeniu - staje się nudne delikatnie rdzeniuje tekst, staje się osią na uno momento, a mistrzowsko żeś to ugryzła od strony zabiegu literackiego.
Przez to, żeś mi wczoraj podsunęła konkretną persone pod wrota wyobraźni - to teraz, jasny gwint, niepojscie w laczach do Biedry i stanowcza odmowa też zaczęły mnie jarać, aż mam dwa przeciwstawne autoszmugle na łeb i nie wiem, co bardziej wporzo.
No bo takie mrożące "nie ma mowy" też by mogło być si.
"to teraz, jasny gwint, niepojscie w laczach do Biedry i stanowcza odmowa też zaczęły mnie jarać" XDDD Kocham Cię:*
tamtym*
wstawienia*
zauważyłam*
No to sru, następna część w zasięgu ;)
Pozdrawiam ;))
I teraz tak dodaję sobie dwa do dwóch i wychodzi, że to ta lolitka z salonu zabiła tą biedną dziewczynę...
Kurcze, ta część to taki zwrot akcji... Nie wiem już co mam myśleć, muszę czytać dalej!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania