Zbyt dużo myśli, zbyt mało czasu. Oblubienie dla snu zwycięża i idę spać. Część wręcz przedobra, od strony technicznej. On strony treści również.
Akcentuję tylko, że byłem i idę spać. Jakoś się szerzej odezwę później, jednak nie spodziewaj się narzekania.
W skrócie - piszesz po prostu lepiej. Więcej widzisz, lepiej to ujmujesz, zachowujesz we wszystkim należyty umiar. Jest bardzo, bardzo dobrze.
Ave
Ej, ale od strony twórczej - zmęczyłam ją. To była droga przez mękę :D Choć momentami szło, ale i tak miałam obawy. Oks, śpij, śpij. Ja też muszę w wyro. Baj:)
Tak więc: o pierwsze udał się był w laczach do supermarketu i wzbudziło to moje ukontentowanie, za tę wstawkę muszę podziękować jakoś na górze, niech więc będzie po pierwsze: wyrażenie zachwytu nad tą wycieczką. "Jak zdarte z emeryta", bene.
Piękne przeskoki od postaci do postaci, co chwila wchodzimy komu innemu w główkę i wchodzisz umiejętnie, a przechodzisz gładko.
Przemyślenia Marca są trochę takie, że Lea i on to w jakimś sensie: trafiła kosa na kamień, znaczy poniekąd wojna i tłukli się naprzemiennie. Ach, masz tak dobrze zarysowane postaci, że przez sekundę trochę mi uciekło, że to nie istoty z krwi i kości i miałam się zacząć mądrowac, że w sumie czasem tak bywa i ma to wymiar dzieci bawiących się w wojenkę w przedszkolu, nie do końca groźny.
Są ludzie, którzy potrzebują wiecznej rywalizacji. Mnie się w mym, lekko spaczonym odbiorze bardzo, uważaj, podoba relacja Lea-Marco.
Rozumiem, że może to wyglądać tak, że są dla siebie niezdrowi, dają se po pyskach i rozbijają miednice na łbach, ale mnie się oni razem zaczynają niepoprawnie widzieć.
Marco to żaden koala ❤. Spodobało mi się danie mu pomyśleć pośród tego pół surowego mięsa, ma to znowu wymiar filmowości prozy, dla mnie ma jakiś niepokojąco estetyczny i to mi się baaardzo widzi.
"Grillowanie baranich wnętrzności na ulicach Palermo żywo go zainteresowało. Przystanął na chwilę spoglądając na pół surowe mięso. Czy mógłby ją zabić?"
"- Musisz zadawać same trudne pytania? Może coś lżejszego? Jaki jest twój ulubiony kolor Cesare, albo coś w ten deseń? - Nie krył irytacji.
Po chwili milczenia, podczas której Albert przekręcił się na drugi bok, odezwała się ponownie.
- Jaki jest twój ulubiony kolor, Cesare?
- Niebieski.
- Ładny... Pójdę siedzieć dalej?"
Cudo.
Przekładanka narracyjną idzie Ci pięknie, a Lea nabiera szalonego rozpędu. Ciekawam kto zdechł. Obstawiam mamę Lei.
Nmp komentarz sprzed 5 h, a ja go dopiero zauważyłam. Poziom mojego nieogsrniecia siega ostatnio zenitu. Dziękuję Ci za piękne spostrzezenia i spora dawke motywacji. Być może to standardowa relacja między nimi, a jednak myślę, że woleliby cos bardziej peace&love, przynajmniej na podłożu psych. Co do trupa - nie wypowiem się jeszcze xd No, i w kapciach w sklepie byl, nie moglam się oprzec xd
Ok. Żem jest.
I tym razem nie wyjmę poszczególnych kawałków, a bym mógł, bo jest co.
Mówisz, że Cię lekko poblokowało, że płynięcie przez część nie jest adekwatne z włożonym w niego wysiłkiem.
Ano być może.
Tylko dla odbiorcy kanwa i okoliczności powstania są drugorzędne, jeśli w ogóle istotne. Dla Ciebie proces twórczy ma znaczenie, bo wiadomo, że szykasz najbardziej sprzyjających warunków. Swoistych podwalin pod komfort.
Mnie też ten temat interesuje, ale... nie będzie wielu takich, sla których oś postania będzie cokolwiek znaczyć.
Zmierzam do tego, że: Analizy są jak najbardziej wskazane, ale popatrz na to przez pryzmat kolejnego sukcesu. Upiec coś strawnego na zimnym ogniu, to jeszcze większa sztuka, niż jak gary skaczą po pieprzonym piecu, a wena aż tryska.
Jeżeli uczysz się pisać w warunkach "nie dokońca komfortowych", ale jakoś jest taka, że gdybyś io tym nie wspomniała, nikt by nie wiedział, to znaczy, że powoli naginasz tz wenę (choć w tym przypadku, bardziej warsztat) do swych potrzeb. Już nie musisz (a przynajmniej nie aż tak) afirmować się bodxcami, stwarzać odpowiedniego środowiska, bo jesteś w stanie przebić chwilową niemoc, samą siłą trwania przy komputerze.
WIadomo, że czasem idzie w kwadrans, czasem w pić godzin. Czasem coś przytka. Ale póki nie ma szkody dla tworu, a w tym przypadku, naprawdę nie ma - to nieistotne.
Ciekawą rzecz napisałaś, odnośnie tego, że lepiej Ci idą retrospekcje, niz akcja właściwa. Ciekawe spostrzeżenie. Tylko zauważ, że tymi retrospekcjami również posuwasz fabułę do przodu. Jest git.
Jeśli bym miał się bawić w zgadywanki, odnośnie blokady, lekką ręką bym postawił na powrót do pracy i zaprzątanie sobie dzbana tego typu wątpliwościami. Wchłonięcie w fabułę, musiało zostać podzielone z przynajmniej jednym wydarzeniem rzeczywistym. To naprawdę mogło mieć wpływ na "blokadę".
Co do treści, jak mówiłem. Bez wypunktowywania, lecz w niczym nieustępująca 28. WIęc top.
Po pierwsze primo, wybacz, że nie nadążam. :) Po drugie secondo: "Tylko dla odbiorcy kanwa i okoliczności powstania są drugorzędne, jeśli w ogóle istotne." - ofkors, mnie cieszy, że efekt jest odebrany pozytywnie i w zasadzie, koniec końców liczy się tylko on.
"Ale póki nie ma szkody dla tworu, a w tym przypadku, naprawdę nie ma - to nieistotne." - no właśnie, lekko się martwiłam, że skoro ja się męczyłam pisząc, to Wy się zmęczycie czytając. Skoro tak nie jest, to moje stęknięcie, tudzież jojczenie (xd), możesz śmiało zignorować:) Być może przekraczam jakąś własną barierę we łbie i stąd droga pod górę. Co do retrospekcji - to jest akurat bardzo spoczi - wejść w łeb każdego poszczególnego bohatera i rozprawiać o tym, co on sobie tam myśli. Ach, bajeczne wręcz.
"Jeśli bym miał się bawić w zgadywanki, odnośnie blokady, lekką ręką bym postawił na powrót do pracy i zaprzątanie sobie dzbana tego typu wątpliwościami." - o Jezu, jestem dziwnym typem, tego nie ogarnie nikt, nawet ja. Bo najlepiej mi się pisze w ciszy i samotności, ale wśród tętniącego gdzieś obok życia. A najlepsze weny mam w sklepach (serio), i to takich typu Biedra. Ogólnie społeczeństwo mnie nakręca/inspiruje/zadziwia/wkurwia/fascynuje, i jest impulsem, a zarazem irytuje jeśli jest zbyt inwazyjne. Robisz sobie przerwę w pracy, siedzisz z kawką i piszesz, jest cudnie, chwilo trwaj, i wtedy przychodzi koleżanka, przerywa blogostan i napie*dala o swoim życiu, i masz to tak w nosie, że szok (zwłaszcza, że kolezanka nie grzeszy rozumem), ale po pół godziny słuchania i przewracania oczami, czujesz sie zainspirowany. Kumasz. To tak właśnie mam, więc ciężkie do sklasyfikowania, co bardziej mi przeszkadza, a co pomaga :D
Luigi to chyba mój ulubieniec i faworyt. Nie mylić z faworkiem, bo bym go schrupała :) Ta jego bezinteresowna pomoc i troska o wszystkich i wszystko, co wokół się rusza, jest cudna :) A oni wszyscy gdzieś sobie poszli, zajęcie znaleźli, a on biedny sam i znudzony, nikomu nie potrzebny - straszne :( Kolejna świetna część :) 5 :)
Dziękuję Karola. A powiem Ci w tajemnicy, że tu kolega wyżej, niejaki Canulas, sugerował, żebym zrobiła Luigiemu kuku, dla wyciśnięcia lepszych emocji. Ale mówię - nie, nie zrobimy tego Karoli. XD
"Kiedyś poszedł do supermarketu w cieplutkich, puchatych papuciach, wyglądających niczym zdarte z emeryta, tylko dlatego, że go ładnie poprosiła. No... również przez jej przekonanie, że pan Giordano na pewno tego nie zrobi. Lekko go podpuściła."
Hm, hm, jak się oboje wydamy to nmp będzie uwieczniona po wsze czasy w prozie, forever
"- Musisz zadawać same trudne pytania? Może coś lżejszego? Jaki jest twój ulubiony kolor Cesare, albo coś w ten deseń? - Nie krył irytacji.
Po chwili milczenia, podczas której Albert przekręcił się na drugi bok, odezwała się ponownie.
- Jaki jest twój ulubiony kolor, Cesare?
- Niebieski."
ja bym zamiast Niebieski napisał "a, spierdalaj". ;]
"Ładny... Pójdę siedzieć dalej?" - tu też się uśmiałem. Ciekawa część, duźo info o bohaterach, ale.bez zanudzania duperelami, tylko.same smakołyki (hiszpański kołnież, papucie w markecie). To jest to - wyławianie z jałowości tych przypraw, budowanie z tych zierenek postaci tak, by mimo wszystko zdobyła zaufanie. Nawet najgorszego zbira można w ten sposób zwyczajnie polubić.
Koniec zniewalający.
zdrawiamPo ;))
"Sycylia to melanż kultur i kontrastu, a jej stolica tego zmaterializowanym dowodem." - brak "jest" zamierzony, śmierć czasownikom, taki miałam kaprysiczek, w tym zdaniu :D
Miło mi Adamie, dziękuję za wszystkie spostrzeżenia, zwłaszcza, że od rana dziś myślę o losach Lei, co by ponownie wbić się w ten włoski flow.:)
Pozdrawiam również :)
Chcę Ci tyyyyleeee napisać, ale zostawiam to sobie na koniec. Na długi komentarz, na mniej chaotyczny niż to co teraz Ci serwuję pod każdym rozdziałem :D
Komentarze (22)
Akcentuję tylko, że byłem i idę spać. Jakoś się szerzej odezwę później, jednak nie spodziewaj się narzekania.
W skrócie - piszesz po prostu lepiej. Więcej widzisz, lepiej to ujmujesz, zachowujesz we wszystkim należyty umiar. Jest bardzo, bardzo dobrze.
Ave
Piękne przeskoki od postaci do postaci, co chwila wchodzimy komu innemu w główkę i wchodzisz umiejętnie, a przechodzisz gładko.
Przemyślenia Marca są trochę takie, że Lea i on to w jakimś sensie: trafiła kosa na kamień, znaczy poniekąd wojna i tłukli się naprzemiennie. Ach, masz tak dobrze zarysowane postaci, że przez sekundę trochę mi uciekło, że to nie istoty z krwi i kości i miałam się zacząć mądrowac, że w sumie czasem tak bywa i ma to wymiar dzieci bawiących się w wojenkę w przedszkolu, nie do końca groźny.
Są ludzie, którzy potrzebują wiecznej rywalizacji. Mnie się w mym, lekko spaczonym odbiorze bardzo, uważaj, podoba relacja Lea-Marco.
Rozumiem, że może to wyglądać tak, że są dla siebie niezdrowi, dają se po pyskach i rozbijają miednice na łbach, ale mnie się oni razem zaczynają niepoprawnie widzieć.
Marco to żaden koala ❤. Spodobało mi się danie mu pomyśleć pośród tego pół surowego mięsa, ma to znowu wymiar filmowości prozy, dla mnie ma jakiś niepokojąco estetyczny i to mi się baaardzo widzi.
"Grillowanie baranich wnętrzności na ulicach Palermo żywo go zainteresowało. Przystanął na chwilę spoglądając na pół surowe mięso. Czy mógłby ją zabić?"
Mistrzowski wyimek dialogu, tu, Ritho - biję pokłony, naprawdę.
"- Musisz zadawać same trudne pytania? Może coś lżejszego? Jaki jest twój ulubiony kolor Cesare, albo coś w ten deseń? - Nie krył irytacji.
Po chwili milczenia, podczas której Albert przekręcił się na drugi bok, odezwała się ponownie.
- Jaki jest twój ulubiony kolor, Cesare?
- Niebieski.
- Ładny... Pójdę siedzieć dalej?"
Cudo.
Przekładanka narracyjną idzie Ci pięknie, a Lea nabiera szalonego rozpędu. Ciekawam kto zdechł. Obstawiam mamę Lei.
I tym razem nie wyjmę poszczególnych kawałków, a bym mógł, bo jest co.
Mówisz, że Cię lekko poblokowało, że płynięcie przez część nie jest adekwatne z włożonym w niego wysiłkiem.
Ano być może.
Tylko dla odbiorcy kanwa i okoliczności powstania są drugorzędne, jeśli w ogóle istotne. Dla Ciebie proces twórczy ma znaczenie, bo wiadomo, że szykasz najbardziej sprzyjających warunków. Swoistych podwalin pod komfort.
Mnie też ten temat interesuje, ale... nie będzie wielu takich, sla których oś postania będzie cokolwiek znaczyć.
Zmierzam do tego, że: Analizy są jak najbardziej wskazane, ale popatrz na to przez pryzmat kolejnego sukcesu. Upiec coś strawnego na zimnym ogniu, to jeszcze większa sztuka, niż jak gary skaczą po pieprzonym piecu, a wena aż tryska.
Jeżeli uczysz się pisać w warunkach "nie dokońca komfortowych", ale jakoś jest taka, że gdybyś io tym nie wspomniała, nikt by nie wiedział, to znaczy, że powoli naginasz tz wenę (choć w tym przypadku, bardziej warsztat) do swych potrzeb. Już nie musisz (a przynajmniej nie aż tak) afirmować się bodxcami, stwarzać odpowiedniego środowiska, bo jesteś w stanie przebić chwilową niemoc, samą siłą trwania przy komputerze.
WIadomo, że czasem idzie w kwadrans, czasem w pić godzin. Czasem coś przytka. Ale póki nie ma szkody dla tworu, a w tym przypadku, naprawdę nie ma - to nieistotne.
Ciekawą rzecz napisałaś, odnośnie tego, że lepiej Ci idą retrospekcje, niz akcja właściwa. Ciekawe spostrzeżenie. Tylko zauważ, że tymi retrospekcjami również posuwasz fabułę do przodu. Jest git.
Jeśli bym miał się bawić w zgadywanki, odnośnie blokady, lekką ręką bym postawił na powrót do pracy i zaprzątanie sobie dzbana tego typu wątpliwościami. Wchłonięcie w fabułę, musiało zostać podzielone z przynajmniej jednym wydarzeniem rzeczywistym. To naprawdę mogło mieć wpływ na "blokadę".
Co do treści, jak mówiłem. Bez wypunktowywania, lecz w niczym nieustępująca 28. WIęc top.
"Ale póki nie ma szkody dla tworu, a w tym przypadku, naprawdę nie ma - to nieistotne." - no właśnie, lekko się martwiłam, że skoro ja się męczyłam pisząc, to Wy się zmęczycie czytając. Skoro tak nie jest, to moje stęknięcie, tudzież jojczenie (xd), możesz śmiało zignorować:) Być może przekraczam jakąś własną barierę we łbie i stąd droga pod górę. Co do retrospekcji - to jest akurat bardzo spoczi - wejść w łeb każdego poszczególnego bohatera i rozprawiać o tym, co on sobie tam myśli. Ach, bajeczne wręcz.
"Jeśli bym miał się bawić w zgadywanki, odnośnie blokady, lekką ręką bym postawił na powrót do pracy i zaprzątanie sobie dzbana tego typu wątpliwościami." - o Jezu, jestem dziwnym typem, tego nie ogarnie nikt, nawet ja. Bo najlepiej mi się pisze w ciszy i samotności, ale wśród tętniącego gdzieś obok życia. A najlepsze weny mam w sklepach (serio), i to takich typu Biedra. Ogólnie społeczeństwo mnie nakręca/inspiruje/zadziwia/wkurwia/fascynuje, i jest impulsem, a zarazem irytuje jeśli jest zbyt inwazyjne. Robisz sobie przerwę w pracy, siedzisz z kawką i piszesz, jest cudnie, chwilo trwaj, i wtedy przychodzi koleżanka, przerywa blogostan i napie*dala o swoim życiu, i masz to tak w nosie, że szok (zwłaszcza, że kolezanka nie grzeszy rozumem), ale po pół godziny słuchania i przewracania oczami, czujesz sie zainspirowany. Kumasz. To tak właśnie mam, więc ciężkie do sklasyfikowania, co bardziej mi przeszkadza, a co pomaga :D
omg omg
"Kiedyś poszedł do supermarketu w cieplutkich, puchatych papuciach, wyglądających niczym zdarte z emeryta, tylko dlatego, że go ładnie poprosiła. No... również przez jej przekonanie, że pan Giordano na pewno tego nie zrobi. Lekko go podpuściła."
Hm, hm, jak się oboje wydamy to nmp będzie uwieczniona po wsze czasy w prozie, forever
"- Musisz zadawać same trudne pytania? Może coś lżejszego? Jaki jest twój ulubiony kolor Cesare, albo coś w ten deseń? - Nie krył irytacji.
Po chwili milczenia, podczas której Albert przekręcił się na drugi bok, odezwała się ponownie.
- Jaki jest twój ulubiony kolor, Cesare?
- Niebieski."
ja bym zamiast Niebieski napisał "a, spierdalaj". ;]
Nmp widać jest skrajnie inspirująca :>
Hm.. w sumie mógł pedzieć "a spierdalaj" :D
Psikusy:
"Będzie spoglądał tęskno w okno." - głowy nie dam, ale raczej "tęsknie".
"...jej stolica tego zmaterializowanym dowodem." - zabrakło chyba "jest"
Na razie tyle, bo muszę lecieć. Czas się skurczył, skubaniec, nie ma lekko ;)
Koniec zniewalający.
zdrawiamPo ;))
Miło mi Adamie, dziękuję za wszystkie spostrzeżenia, zwłaszcza, że od rana dziś myślę o losach Lei, co by ponownie wbić się w ten włoski flow.:)
Pozdrawiam również :)
Pieknie Mar, zasuwasz jak szalona
Boże, lecę dalej...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania