limbus puerorum
usta jak nóż z języka
w krtani łyżka ze słowem
woda z kamieni przez palce
zatraca się piachem
płacimy na ile wiary starcza
a kelner usłużnie donosi
kolejną tacę pełną szeptów
umierali przy urodzeniu
nie dotykając życia
żadna wichura nie porwie
ich chwilowych nagrobków
są jak żagle rozpostarte nad nami
chwytają najważniejsze prądy
łagodzą pisany los
na zapleczach piekła czy nieba
albo zupełnie gdzie indziej
w naszych duszach
Komentarze (2)
Ten wiersz nawet udany i w miarę z sensem, poza dwoma pierwszymi wersami (spróbuj to sobie zwizualizować).
Myślę, że z przesłaniem trochę się spóźniłeś, niektóre dogmaty zmieniają oblicze, ten na pewno. Na dodatek i wcześniej nie było to piekło ani niebo jedynie otchłań, która zapewniała nieochrzczonym dzieciom - szczęście, chociaż nie raj.
Dziwić może jedynie, dlaczego osoby niewierzące poświęcają temu zagadnieniu czas i uwagę, przecież jeżeli w nic się nie wierzy, to jak może być coś? To jak wyrzeczenie się ateizmu, a już na pewno zaprzeczenie, a może tylko strach...
Wiersz bez nagrobka jest jak karmel bez czekolady (może to głupie porównanie). Jak Wąski bez Siary. Też głupie. No że standard taki chodzi mi. Nie zaskoczonam. Przeczytałam, minęło 30 sekund, juz nie pamiętam co tam było.
Taca pełna szeptów - fajne nawet.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania