Listy, których nigdy nie napiszę - List trzeci
Po raz kolejny w wyobraźni siadam do biurka, do kartki, do pióra, a może do klawiatury – czy to ważne? Po raz kolejny chciałbym Ci napisać kilka słów. Zabawne, że ciągle chcę jeszcze do Ciebie pisać. Po tym co przeczytałem nie powinienem chyba chcieć, nie sądzisz? Pewnie nie wiesz, dlaczego i skąd taka zmiana. Nie możesz wiedzieć. Wiesz dostałem kiedyś krótki list. Co ciekawe od twojej przyjaciółki. Zna mnie i wiedziała o mnie wiele. Zna też i Ciebie. O Tobie wie jeszcze więcej. Napisała mi kilka słów wsparcia słysząc o czym mówię i o czym piszę. Zapewne nigdy nie chciałabyś tego przeczytać i wiesz? Przez kilka dni, może nawet tygodni zapominałem spokojnie, przepełniony ulgą. Wyrywałem się z odrętwienia, z pustki, z zamyślenia. Wyrywałem się do dziś po to, żeby znów przepaść, znów zapaść się jeszcze głębiej. Nie mam pojęcia, dlaczego tak, przecież, sama wiesz, powinienem zapomnieć, powinienem nigdy więcej nie siadać do biurka, do pióra, do klawiatury nawet w wyobraźni. Powinienem zapomnieć – nie zapomniałem. Nie umiem jeszcze. Jeszcze nie potrafię i choć dzisiaj myślę zupełnie inaczej niż w te dni, kiedy pisałem do Ciebie list pierwszy i drugi, nie umiałem odciąć się na zawsze. Nie chcę chyba dotrzymać obietnicy, którą dałem Ci w przedostatnim zdaniu, zaraz przed pożegnaniem, zwyczajnym pożegnaniem jakie mówi się wracając do swoich spraw, opuszczając wszechświat stworzony na chwilę tylko dla nas. Powiedz, myślałaś kiedyś kto stwarza takie wszechświaty i po co? Kto sprawia, że nagle zatrzymuje się cała Lizbona? Kto sprawia, że otwierające się oczy widzą węzeł, a palce sprawiają, że puszcza i sukienka opada? Zupełnie irracjonalne jest to o czym teraz myślę. Znów mam przed oczyma tę kartkę pocztową od twojej przyjaciółki.
Ulatują mi myśli, gnają przeze mnie, zapalają na chwilę pamięć, marzenia. Obrazy pojawiają się i zaraz potem odpływają. Wypowiedziane, napisane słowa wybrzmiewają na nowo jak takty znanej i lubianej melodii. Przecież ja już to wszystko znam, przecież każde to marzenie marzyłem, każdy ten sen śniłem, każdy ten gest widziałem, a mimo to wracam w tamte miejsca i marzę i śnię od nowa i od nowa czuję zapachy i słyszę muzykę choć wokoło nie ma nic, jest pustkowie i nic grać nie może.
Pamiętam jak po raz pierwszy twoje włosy opadały na moją dłoń. Nie umiem tego zapomnieć i tego co potem się wydarzyło też nie umiem zapomnieć. I gdy sam na siebie patrzę stojąc nieco z boku, to trochę się dziwię, że te wspomnienia pozostały we mnie takie żywe, takie piękne, takie obezwładniające. Wiesz? Zabawne jest jeszcze to, że są na tyle wyraziste, że nie ma znaczenia co i kto mi o Tobie opowie. Nie ma nawet znaczenia co mi powiedziałaś Ty. Pewnie nie ma znaczenia co mi kiedykolwiek powiesz, jeśli w ogóle powiesz mi cokolwiek. Nawet gdybym spotykając twoje oczy przypadkiem gdzieś w tłumie na ulicy, zaraz po zdumieniu wyczytał w nich pogardę, nie zmieni to nic, bo nasze wspólne najdłuższe wakacje pozostaną we mnie żywe jeszcze długo, bardzo długo. A dzień, w którym zatrzymała się Lizbona pozostanie nietknięty słowem, złą wolą, pomówieniem, niczym. Jakkolwiek życie pokazywałoby mi co innego ciągle, w takie wieczory jak dziś będę siadał do pióra, do klawiatury i wspominał i marzył do Ciebie kolejny list, którego przecież nigdy tak naprawdę nie napiszę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania