Łuna - alternatywne zakończenie opowiadania pansowy (Puchacza)

Link do oryginalnego opowiadania: https://www.opowi.pl/luna-a67388/

Napisane na szybko, więc za drobne błędy przepraszam.

*********

– Widziałam jak kopulował z innymi czarownicami. Diabeł dotknął jego brzucha i zostawił ślad. Znak malutkich rogów koło pępka.

Dostrzegła najpierw wyraz zdumienia, a potem przerażenia Torqemalli.

To nie mogła być prawda, nie mogła. Przecież ona nie wyglądała jak Wiktoria i nazywała się inaczej. Tylko te oczy! Dlaczego był tak głupi!

Nie poczuł jak chwytają go dotychczasowi przyboczni, nie słyszał złorzeczących ludzi. Czuł się, jakby dostał obuchem. Tyle lat poszukiwań, walki ze złem, a teraz wszystko przepadło.

 

*********

– Wiesz, kocham cię – szeptała do jego ucha, a on tonął w szczęściu. – Zmieniłeś mój świat na lepszy.

– To ty zmieniłaś mój – odpowiedział i patrzył w jej dwukolorowe oczy.

Chwilę potem delektował się jej wilgotnym ciałem, a ona jęczała z rozkoszy.

– Mocniej, mocniej – krzyczała, a on napierał.

Nie brali jeńców, byli tylko oni, zatopieni we własnym świecie rozkoszy. Czuł zapach lasu oraz delikatny powiew powietrza. To go tylko napędzało do działania, a ona chłonęła rosnące pożądanie. Mogli tak bez końca, a i tak to było za mało. Po wszystkim głaskała go po brzuchu i całowała znamię, przypominające małe rogi byka.

– Nawet nie wiesz, ile trzeba dobra, kłamstwa i cierpienia, by zło zwyciężyło – szepnęła.

– Nie rozumiem. – Usiadł na łóżku, nie pojmując niczego.

– Nie ważne – przymknęła oczy i uśmiechnęła się.

Nigdy nie wrócili do tej rozmowy, a Torqemalla po czasie zapomniał o niej. Miłość potrafi być ślepa.

*********

Dolores powiodła wzrokiem po twarzach obecnych. Zatrzymała się na Filipie. Dostrzegła jego atawistyczny, zwierzęcy strach i uśmiechnęła się do siebie.

– Mój ukochany mąż, rżnął mnie, wzywając diabła – wycharczała i kontynuowała. – Pomagał mi pichcić mikstury, które podawałam chorym. Był naprawdę dobrym pomocnikiem.

– Kto jeszcze? – dopytywał dominikanin, spijając każde jej słowo. W końcu dopadł ognisko zła. – Kto jeszcze, wiedźmo?

– Ojcze. – Spojrzała na niego. – Co z moim synem?

– Dziecko? Ono podzieli twoje losy, gdyż nosi w sobie diabła. Obiecuję na święty krzyż. – Dominikanin zrobił znak krzyża.

– Głupcy, a wiecie skąd w was tyle zła? – krzyknęła, a ludzie poczuli przechodzące przez nich dreszcze. – Leczyłem wasze ciała, zatruwając duszę. Dlatego mnie tak nienawidzicie – rechotała, a do obecnych dotarło, że nie mogą czuć się bezpieczni.

– Spalić ją, spalić! – Z całych sił wołali, ale i tak nie zagłuszyli śmiechu sługi diabła.

 

*********

– Jak mogę ci pomóc? – Torqemalla szeptał do ukochanej, uwięzionej w kościelnym lochu.

– Nie możesz – odpowiedziała, a on czuł cały jej ból.

Wiktoria nie przypominała siebie. Odziana w łachmany, z wyłupionym okiem, które jeszcze niedawno mieniło się brązem, była wrakiem człowieka.

– Muszę ci pomóc, rozumiesz!

Ukochana spojrzała na niego i tylko wzruszyła rękami.

– Zobacz, jestem przykuta łańcuchami, a i to im nie wystarczyło. Wybili mi oko, wyrwali paznokcie u rąk i nóg i zamknęli w lochu. Dla mnie nie ma już miejsca na tym świecie. – Po jej zakrwawionych policzkach spłynęły łzy. – Zajmij się naszym dzieckiem.

– A twoje mikstury? Może uśpimy strażników i uciekniemy?

– Lepiej wyjedź z miasta, bo ludzie mogą potępić także ciebie i naszego synka. Byłeś kochankiem czarownicy, a Leon jest synem wiedźmy. Tego nie da się wybaczyć, przynajmniej w tych czasach.

– Nie możesz tak mówić! Powiedz, która mikstura przywołuje sen.

– Ta czerwona, wystarczy dać dziesięć kropel do kufla, ale nie rób tego. Dasz za dużo i możesz mieć na sumieniu życie ludzkie.

On jednak nie słuchał. Opuścił lochy kościoła i czym prędzej pobiegł do domu. Chwila poszukiwań zakończyła się pełnym sukcesem. Miał w ręce upragnioną butelkę. Teraz wystarczyło dodać parę kropel do wody i napoić nim strażników. A może? Tak, to był znacznie lepszy pomysł. Całą zawartość butelki postanowił wlać do jedynej w mieście studni.

 

*********

W końcu kat ruszył w kierunku wiedźmy, dzierżąc w ręce płonącą pochodnię. Ona zaś patrzyła na niego dwukolorowymi oczami. Jakim cudem?! Przecież brązowe zostało jej wyłupione! Czuł, jak strach przejmuje władzę nad myślami. Przerażony zamknął oczy, ale i to na niewiele się zdało. Nie poddawał się jednak, w końcu nie byle kto zostaje katem. Pokonując demony, doszedł do stosu i przytknął do niego płonącą pochodnię.

– Spotkamy się w piekle, ale jeszcze nie teraz. Na razie tylko dla ciebie zrobiono tam miejsce. – Rozbawiona Dolores patrzyła na płonącego i wrzeszczącego kata. – Kto jeszcze chce podpalić stos? – Krzyknęła do przerażonych ludzi.

*********

Miał tylko jeden cel. Uwolnić ukochaną. Szedł w kierunku kościoła przez nikogo niepokojony. Również lochy były puste, a tuż przed kratami oddzielającymi go od Wiktorii, leżał pęk kluczy.

– Zaraz będziesz wolna – mówił i grzebał przy zamku. – Jestem z tobą, tylko z tobą.

Gdyby wiedział, że to jest prawda, drżałby z przerażenia. Na razie jednak był zbyt zajęty ratowaniem ukochanej, by zastanawiać się nad martwą ciszą panującą wokół.

– Jesteś, jesteś – szeptała Wiktoria, a on uwalniał ją ze srebrnych kajdan. – Dziękuję ukochany – mówiła cichutko, a on czuł się jak bohater.

– Uciekniemy, nikt nas już nie skrzywdzi – mówił Torqemalla, delikatnie głaszcząc jej włosy. – Zaraz wyniosę cię z tego przerażającego miejsca.

Niósł ukochaną do upragnionego słońca, do wymodlonej wolności, przyniesionej przez Szatana. W końcu znaleźli się poza murami kościoła, poza świętym miejscem. Dolores pocałowała męża i uwolniła się z jego ramion.

– Wiesz, co zrobiłeś? – spytała się go, a on patrzył na jej metamorfozę. – Wiesz, dlaczego jest taka martwa cisza?

– Martwa cisza? – wypowiadając te słowa, poczuł paniczny wręcz niepokój.

– Zabiłeś wszystkich tych ludzi. Podałeś im truciznę – zaśmiała się.

– Nie, to nie może być prawda, nie może – jęknął Torqemalla. – Mój syn, gdzie jest mój syn. – Zaczął biec w kierunku domu, ona go jednak powstrzymała.

– Jego też zabiłeś. Zło wymaga ofiar.

– Nie – jęknął jedynie i padł na kolana. – Nie mogłaś tego zrobić, nie mogłaś!

– To ty zrobiłeś ukochany – odpowiedziała i zaśmiała się. Nigdy nie wyglądała tak cudownie jak teraz, ale on już tego nie dostrzegał.

– A teraz bywaj.

Nie pamięta, w jaki sposób odeszła. Natomiast w nawiedzających go koszmarach, odczuwał jedynie rozpacz i martwą ciszę, która od tego dnia zżerała jego duszę. Żył tylko po to, by zabić Wiktorię. Obiecał to sobie i Bogu, przede wszystkim jednak sobie.

 

*********

Na placu zapanował chaos. Ludzie próbowali uciekać, ale na nic się to zdawało. Dla świata byli już martwi, ale oni jeszcze wierzyli w ocalenie. Uciekali, a ich serca nie wytrzymywały tego, chowali się, a ciało zżerała czarna śmierć, próbowali zabić wiedźmę, zamiast tego stawali się płonącymi, chaotycznie przemieszczającymi się punkami światła. Im więcej ludzi ginęło, tym Dolores stawała się piękniejsza. Śmierci nie uniknęli także ci, którzy postanowili ślubować wierność czarownicy. Nie lubiła słabych ludzi, czuła do nich bezgraniczną pogardę.

W końcu plac wyglądał jak po zaciętej walce. Czuć było smród palącego się i gnijącego mięsa oraz zapach świeżej krwi. Wyglądało na to, iż przy życiu został jedynie Torqemalla i jej syn.

– A mówią, że nic dwa razy się nie zdarza. – zaśmiała się, a przez ciało Torqemalla przeszedł dreszcz.

– Kiedyś zapłacisz za wszystko! – krzyknął wzburzony.

– Może kiedyś – odpowiedziała. – A teraz ze względu na twe dawne zasługi, daruję ci życie i powierzam ci mojego syna. Ma na imię Cinti.

– Dopadnę cię! – krzyknął.

– Z pewnością – zaśmiała się i rozpłynęła w powietrzu.

Został sam z chłopcem, zewsząd otoczony przez śmierć. Zasłonił mu oczy.

– Pod żadnym pozorem nie patrz.

– Dlaczego chcieli zabić mamę? Dlaczego ona tak dziwnie się śmiała? Dlaczego ci ludzie nie żyją? Boję się! Bardzo się boję. – Z ust chłopca wypłynął potok pytań, na które nie mógł dostać odpowiedzi.

– Jestem przy tobie. Nie musisz się już niczego bać.

– A gdzie jest tato? – Malec wciąż zadawał pytania.

– Cicho, zaraz go poszukamy. A teraz przystańmy na chwilkę, muszę pomyśleć.

– A znajdziemy tatusia? – I znowu to same pytanie.

– Tak, niedługo się z nim spotkasz – odpowiedział i zwrócił się wprost do Stwórcy. – Boże, jeżeli on jest niewinny, to powstrzymaj mnie.

Torqemalla podniósł z ziemi topór kata i podniósł go do góry. Przymknął oczy i przełamując opór, z całych sił zamachnął się. Topór natrafił na przeszkodę roztrzaskując ją.

– Nie możesz zabić niewinnego chłopca, nie możesz – stary Miguel wyszeptał ostatnie słowa i padł na chłopca.

– Stary dureń – Torqemalla zrzucił Miguela z ciała dziecka i ponownie podniósł topór.

– Co to było? Co na mnie spadło? – płaczliwie pytał się Cinti.

– To nic. Teraz będzie dobrze.

Torqemalla zamachnął się i tym razem topór sięgnął celu. Nie doczekał się znaku od Boga, a to oznaczało, że chłopczyk musiał zginąć. Był w końcu synem wiedźmy.

Walka zaczęła się na nowo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (36)

  • laura123 miesiąc temu
    Że Ty się nie bałeś czepić tekstu takiego mistrza, to jestem w szoku... i dziwię, że z tego powodu nie wybuchła jeszcze trzecia wojna...
    Mnie się podoba. 5
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Nie czepiałem się:), tylko mówiłem o niezaskakującym zakończeniu. Często wręcz czeka się na pewne zakończenie i jak jest, to człowiek zadowolony. A tu postanowiłem zrobić zaskakujące, czy jest, nie wiem.
    Pozdrawiam
  • pansowa miesiąc temu
    Jesteś i tak w permanentnym szoku pourazowym, więc się odwal od mistrza.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    pansowa A jeżeli o zakończenie, to jak je odbierasz?
  • pansowa miesiąc temu
    Józef Kemilk Poczekaj na opinię innych, którzy będą abstrahowali od autora Łuny.
    Ci są wiarygodni.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    pansowa ok, ale jak się nie pojawią komentarze, to i tak daj znać (nawet jak mnie objedziesz). Po prostu jestem ciekawy, tym bardziej, że na innych falach nadajemy:)
  • pansowa miesiąc temu
    Józef Kemilk Dobrze, niemniej na jakiś priv.
  • laura123 miesiąc temu
    Józef Kemilk zakończenie jest lepsze, moim zdaniem, niż u mistrza, który chyba zbyt się spieszył, żeby dopieścić tekst.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    laura123 dzięki
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    pansowa możesz na maila, jest w moich danych
  • pansowa miesiąc temu
    laura123 Miał rację wodniak.
    Szukasz mnie, wzywasz imiennie, albo nickiem io zaczepiasz.
    Weź brom.
  • laura123 miesiąc temu
    pansowa jak ciebie szukam? Ja o tekście wszak, a tu bez zestawienia obu zakończeń, nie da rady inaczej odnieść się do treści.
  • pansowa miesiąc temu
    laura123 To się odwal wreszcie od panasowy i mirusia.
    Bez odbioru.
  • laura123 miesiąc temu
    Ale ja nie jestem pod twoim tekstem, to ty przybiegłeś do Józefa za moim komentarzem.

    Tu ziemia, jakby co!
  • pansowa miesiąc temu
    laura123 Czy dotarło do twojego ptasiego móżdżku?
    Pansowa i mirek dla ciebie nie istnieją, więc nie używaj tego imienia i nicku.
    Tu znalazłaś boczną furtkę?
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    laura123 Prośba o zakończenie sporu.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    pansowa Prośba o zakończenie sporu.
  • pansowa miesiąc temu
    Józef Kemilk Spox.
    Niemniej mówiłem, że tak będzie.
  • laura123 miesiąc temu
    Józef Kemilk ok, ale ja jestem grzeczna, tylko komentarz napisałam...
  • Wrotycz miesiąc temu
    :) Zapewne bohaterka zginęła na stosie w opku Mirka, tak?
    O Boże, mamy XXI wiek i fabułkę, której celem jest udowodnienie, że polowania na czarownice, tortury i stosy w sumie... były słuszne. Wszyscy tu giną poza złem - czarownicą.
    Czyli inkwizycja miała rację, co prawda jej udział w polowaniach ograniczał się do obecności przedstawicieli podczas tortur i wyroku, ale była inspiracją.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Tutaj nic nie jest udowadnianie. Po prostu miał być zaskakujący koniec (poczytaj dyskusję pod utworem Puszczyka). To było główne założenie. Jak już jednak podjęłaś temat, to rozumiem, że inkwizycja jest przedstawiona w dobrym świetne?
    Pozdrawiam
  • Wrotycz miesiąc temu
    Odniosłam takie wrażenie, wyciągając wnioski z konsekwencji, które zaistniały po uratowaniu bohaterki. No samo zło w miasteczku się pojawiło.
  • Wrotycz miesiąc temu
    Okey, to na pewno zaskakujące zakończenie jest. Przepraszam Kemlik, w żadnym razie nie można Autora zrównywać z ideą tego pomysłu.
    Pozdrawiam.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Wrotycz Oprócz Miguala nie ma tutaj pozytywnych bohaterów. A jak widać na końcu ludzie powołują się na Boga, nie widząc danych od niego znaków (czyli sugestia, że polowanie na czarownice było złe) A Dolores że względu na potrzebę zaskakującej końcówki nie mogła być pozytyną postacią. Tutaj celem miała być jedynie zaskakująca końcówka, oczywiście dostosowana do tekstu Puszczyka. Jak masz inny pomysł, to napisz jeszcze inny koniec. Może być z tego fajna zabawa.
  • Wrotycz miesiąc temu
    Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy, to interwencja z przyszłości. Wehikuł czasu, policja z XXII wieku urządzająca polowanie na prześladowców. Zabiera ich na nieodkryte wysepki Oceanu Spokojnego, resocjalizuje odpowiednio i umieszcza z powrotem na miejsca kaźni, gdzie każdorazowo dochodzi do wyroków uniewinniających.
    Może być?
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Wrotycz chyba tak, ja najpierw chciałem dodać Jasia Fasolę😀
  • Tjeri miesiąc temu
    Hej! Fajnie, że sobie zadałeś trud i ubrałeś swój "zarzut" przewidywalności oryginalnego zakończenia szerzej w słowa. Przeczytałam z ciekawością, spróbuję jakoś zebrać swoje wrażenia.

    W kategorii "zaskakujące zakończenie" na pewno należy Ci się palma pierwszeństwa.
    Także na plus – sama zabawa w alternatywne zakończenie czegoś co już zostało napisane. Może to będzie początek cyklicznego konkursu, czy zabawy po prostu?

    Twoja wersja opowiadania potwierdza jednak moją wcześniejszą tezę, że nie zrozumiałeś ducha tekstu, traktując go bardziej jak "przygodówkę" czy bardzo popularną kiedyś (choć mało ambitną), kioskową Sagę ludzi lodu. Tym zakończeniem niestety pozbawiasz oryginalny tekst przesłania, które jak dla mnie było najważniejsze.
    Oryginał nie jest przygodowy, ani tym bardziej "fantasy" przy którym się upierasz. To utwór obyczajowy (choć kostiumowy), mający obnażyć ludzką naturę. Dlatego końcowe "I kto nas teraz będzie leczył?" to najważniejszy punkt utworu. Ten gorzki moment, na tle którego widać jak łatwo ludzie oceniają, jak szybko idą za tłumem, jak mało ważne są dla nich zasługi, gdy jest okazja by gromadnie kogoś najechać... To refleksja czytelnika jest właściwym zakończeniem.

    Jeszcze słówko o samej modzie na zaskakujące finały. Niespodzianka na końcu zawsze robi wrażenie. To sposób na zrobienie efektu łał i zapamiętanie książki czy filmu. Jest to jednak także najtańszy sposób na zrobienie wrażenia... Wg mnie taki efekt pożądany jest w sensacji, kryminale, czy innych fabularnych bardziej tworach. Zauważ, że w drabblach na przykład, zaskakujące zakończenie było najpierw wręcz obowiązkowe. Jednak wraz z rozwojem gatunku, zaczęto doceniać teksty robiące wrażenie końcówką w sposób bardziej ambitny. Dziś, te niespodziankowe oceniane są niżej.

    Oczywiście nie ma co popadać w skrajności. Niespodzianki w końcówkach robią wrażenie i już. Szczególnie gdy to utwór fabularny.
    Pamiętajmy jednak, że jest to wrażenie najłatwiejsze do zrobienia. Warto budować jakość utworu także na poziomie zdania (porównaj zdania Twoje i Pana Sowy), kompozycji i przesłania.
    Hough. :)
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Dzięki za obszerny komentarz. Ja nie krytykowałem zakończenia pansowy, a jedyne stwierdziłem, że jest przewidywalna. W tym tekście także zostawiłem dosyć mocne przesłanie, tj. powołujemy się na Boga, żądamy znaków, ale ich nie widzimy. Wystarczy nasza wiara, że to my mamy racę i nawet Bóg, w którego imieniu działamy, nie przeszkodzi nam. Jakże częsta postawa wśród fanatyków😀.
  • Tjeri miesiąc temu
    Józef Kemilk nie odmawiam Twojemu zakończeniu przesłania. Jednak czy zakończenie nie powinno być spójne? Twoje nie jest. Sens był inny i Twoja wersja jawi mi się spłyceniem.
    To po prostu inny utwór – także stylem i samym "prowadzeniem kamery". Aczkolwiek fajne doświadczenie.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Tjeri Oczywiście, że zmiana zakończenia, powoduje zmianę sensu opowiadania. Kiedyś napisałem opko z dwoma zakończeniami i sens także się zmienił. Trudno także o pełną spójność, jednak trzeba zmienić nieco zachowania bohaterów, dokleić inne zdarzenia, by miało to ręce i nogi, a i tak wszystkiego się nie wychwyci. A styl wiadomo, każdy jest nieco inny, starałem się z grupsza zachować styl pierwotny, a to też nie jest łatwe, bo jednak to nieco inna bajka, taki niechciany ogranicznik.
    A jeszcze wracając do propozycji zabawy w dopisywanie zakończeń, to byłoby dosyć fajne, proponowałem Wrotycz, by dopisała jeszcze inne zakończenie.
    Tak na marginesie nie bawiłbym się w to, gdyby mi się pierwotne opowiadanie nie podobało.
  • Tjeri miesiąc temu
    Józef Kemilk styl wyszedł zupełnie inny jednak ;) (nie umniejszając Twoim umiejętnościom, Pan Sowa pisze bardziej subtelnie, mniej dosłownie – na poziomie samego zdania).
    A co powiesz o mojej refleksji na temat zaskakujących finałów? Masz jakieś przemyślenia w tej kwestii?
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Tjeri Czasami wręcz czeka się na pewien finał i jak jest, to człowiek zadowolony. Dla wielu przewidywalne zakończenie w kryminale, jest fajne, bo umieli je przewidzieć, a to dobrze o nich świadczy😀. Te zakończenie wynikało z faktu, że dla mnie finał był przewidywalny, dla Puszczyka nie. Ten który dopisałem jest często stosowany w horrorach😀. Czasami zaskoczenie na końcu jest fajne, wtedy jednak warto ponownie przeczytać książkę, obejrzeć film, by sprawdzić, czy jest wiarygodne i spójne.
  • Tjeri miesiąc temu
    Józef Kemilk no zgadza się. Ale nie sądzisz, że czasem bum w finale może odwrócić uwagę od sensu, zmieniając punkt kulminacyjny utworu i przesuwając akcent znaczeniowy na owe bum właśnie?
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Tjeri Oczywiście, że może, ale czasami o to właśnie chodzi. Nie mówiąc już o tym, że jednemu będzie pasowało, innemu nie.
  • Morus miesiąc temu
    Tak jest o wiele lepiej, niż było. Oryginał był raczej sztampowy, niczym nie zaskakiwał. Tu można trochę popracować wyobraźnią, bo zakończenie rzeczywiście niestandardowe i oryginalne. Daję pięć.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Dzięki serdeczne

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania