Magia i moc : Ezekiel cz 1.
Dzień był spokojny, a wieści ze świata nie przynosiły znaków nadchodzących zmian. Feniks spojrzał na mnie i powiedział bez zbędnych wstępów:
— Bartek, weź dzień dla siebie. Odpocznij.
Nie zastanawiałem się długo. Dawno nie widziałem miejsc, które kiedyś nazywałem domem. Wyruszyłem więc w podróż z zamku Zakonu Ciszy, przez portale i drogi, aż dotarłem na kontynent Beta, do kotliny Tarantas. Tam, wśród wzgórz i pól, leżało Aderas — wioska, która pamiętała moją inicjację.
Nie chciałem, by ktokolwiek mnie rozpoznał. Ubrałem się jak zwykły wędrowiec i pierwsze kroki skierowałem na cmentarz, by odwiedzić grób rodziców.
— Czy pan jest z rodziny? — zapytała kobieta, stojąca obok.
— Tak. To moi krewni — odpowiedziałem.
— Rozumiem… Nazywam się Patrycja, jestem tutejszą kapłanką Ki. — Jej spojrzenie zatrzymało się na mnie dłużej. — Czuję w tobie Ki… Kim jesteś?
— Jestem wojownikiem Ki, a to moi rodzice — odparłem.
Po chwili dodałem: — Chcesz posłuchać mojej historii?
Skinęła głową. Zaprowadziła mnie do bocznej nawy świątyni Ki. W środku, przy jednym z ołtarzy, chłopiec w wieku około dwunastu lat skupiał się na ćwiczeniach energii.
— To mój syn, Ezekiel — powiedziała.
— Miło mi pana poznać — uśmiechnął się chłopiec. — Mama przyprowadza tylko wybranych gości.
— A twój ojciec? — zapytałem.
— Zginął, broniąc nas przed bandytami i maszyno-mutantami — odpowiedziała cicho.
Dowiedziałem się, że Ezekiel ma mieć jutro inicjację. Postanowiłem zostać, by to zobaczyć.
---
Następnego dnia, po śniadaniu, w świątyni zgromadziła się cała wioska. Ezekiel przystąpił do ceremonii — podszedł do misy, wykonał znak Uma. Nagle wokół niego rozbłysła aura Ki… ale nie biała, jak u większości, tylko wielobarwna. Starsi orzekli, że jego Ki jest mieszane i nieokreślone.
Chłopiec podszedł do matki z pytaniem, czy w takim razie jest wojownikiem.
— Jesteś — odpowiedziała — i będziesz. Prawda, panie Bartku?
— Nie wiem. Inicjacja jest tajemnicza — odparłem.
opowiedziałem im pokoju swoją inicjację
Patrycja skojarzyla fakty
jesteś tym co ocalał
kienilem głową
zabiesz mego syna ze sobą będzie bezpieczny
— Nie mogę. Szukam tu spokoju, nie uczniów.
Wtedy jego Ki zaczęła pulsować. W oczach chłopca pojawiła się złość. — Zabierzesz nas, bo pożałujesz! — wykrzyczał.
Próbowałem go uspokoić, ale nie ustępował. — Chcę być wojownikiem, jak tata!
— Wiem, mały. Ale twoja droga może być inna.
Odszedłem od wioski. Nie zauważyłem, kiedy Ezekiel ruszył za mną.
krzyczał zabiesz mnie
Dogonił mnie… i w jednej chwili runął na ziemię, jak marionetka bez sznurków. Za nim stał maszyno-mutant. przypominam jego ojca
Zabiłem go jednym ciosem.
Gdy chciałem pochować chłopca jak wojownika, pojawił się Gaus.
— On jest mój — powiedział.
— Wiem. Ale chcę spalić jego ciało w ogniu Ki, żeby maszyny nie mogły go użyć.
zgoda odpowiedział Gauss
Położyłem go na ołtarzu i tchnąłem w niego ognisty oddech. Nagle płomienie wezbrały, a z popiołów uniósł się Ezekiel… żywy. W jego oczach zobaczyłem błysk, który znałem. To była Brama.
Patrzyłem w jego oczy i wiedziałem. Nie było wątpliwości.
— Brama… — wyszeptałem.
Ezekiel wstał, jakby nic się nie stało. Stał przede mną, a jego aura pulsowała rytmem, którego nie da się pomylić z niczym innym.
— Co się stało? — zapytał spokojnym, ale obcym głosem.
— Zostałeś wybrany — odpowiedziałem. — Od tej chwili twoje życie już nie jest twoje.
Chłopiec zmrużył oczy.
— Wybrany do czego?
— Do drogi, którą idą tylko nieliczni… i z której nie można zawrócić.
Gauss stał obok, milczący, ale czułem, że przygląda się nam uważnie.
— On nie jest gotowy — powiedział surowo.
— Żadne dziecko nigdy nie jest gotowe — odpowiedziałem, nie odwracając wzroku od Ezekiela. — Brama wybiera, nie pytając o zgodę.
Chłopiec spojrzał na swoje dłonie, potem na mnie.
— A jeśli odmówię?
— Odmowa jest złudzeniem — powiedziałem gorzko. — Nawet jeśli zostaniesz tutaj, los i tak cię odnajdzie.
Poczułem ciężar w sercu. Widziałem w nim siebie sprzed lat — zagubionego, wściekłego na cały świat, gotowego walczyć z każdym, by udowodnić, że potrafi przetrwać.
— Chodź — powiedziałem w końcu. — Nie obiecuję ci łatwej drogi. Ale obiecuję, że przeżyjesz więcej, niż kiedykolwiek byś sobie wyobraził.
Ezekiel skinął głową.
— Chcę.
Ruszyliśmy w stronę granicy wioski. Gauss jeszcze raz spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałem pytanie, którego nie wypowiedział na głos.
— Wiesz, że ta historia może skończyć się tak samo jak twoja? — zapytał w końcu.
— Wiem — odpowiedziałem. — Ale może… tym razem skończy się inaczej.
I w tej chwili po raz pierwszy od dawna poczułem coś, co było bliższe nadziei niż rezygnacji.
Podczas podróży do zakonu ciszy przed bramą
Ezekiel tam jest inny świat a zabieram tylko wybranych wszycy widzą w tobie że nie jesteś gotowy powiedz mi szcze z ki na sercu kim chcesz być .
Ja sam nie wiem przezoment byłem.wnkrainie snu i widziałem azesliwego ojca a potem się obudziłem i zabrałeś mnie .
wiem przeżyłem to samo
i co się stało
to długa opowieść o drodze cierpieniu i walce z brutalnym zakończenem
rozumiem czyli nie ma wyboru
masz jak każdy morzesz że mną nie iść i iść sam jak ja
nie dam rady
wiem ale znam kogoś kto może ci pomóc .
tak to chodźmy do niego
zaprowadziłem go to Urasa syna Ursusa mojego pierwszego mistrza i poprosiłem o trening i opiekę nad nim i wróciłem do zakonu ciszy nik nie wiedział co się stało Gaus tylko szeptem we śnie powiedział
dokonało się
wiem ale to już inna historia.
Komentarze (1)
/opowiedziałem im pokoju swoją inicjację
Patrycja skojarzyla fakty
jesteś tym co ocalał
kienilem głową
zabiesz mego syna ze sobą będzie bezpieczny/ – pomerdało się
krzyczał zabiesz mnie
Przeczytaj zamieszczony tekst, bo jest więcej takich kwiatków.
cul8r
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania