Maszynka
Justyna przyniosła maszynkę do kuchni. Położyła ją obok mojego telefonu.
– Siadaj.
– Tu?
– A gdzie?
Odsunęła krzesło od stołu. Usiadłem tyłem do niej. Zarzuciła mi na ramiona wilgotny
ręcznik.
– Krócej po bokach?
– Jak zawsze.
– Czyli jak?
– No normalnie.
Włączyła maszynkę.
– Nie ruszaj się.
– Nie ruszam.
– Ruszasz.
Przejechała od karku do góry. Włosy spadły na ręcznik i podłogę. Jeden przykleił się do kubka.
– Głowę niżej.
Maszynka chodziła przy uchu. Z pokoju młodego było cicho. Zasnął wcześnie.
– Au.
– Nawet cię nie dotknęłam.
– Dotknęłaś.
– Gdzie?
Pokazałem palcem. Przejechała tam jeszcze raz.
– Teraz?
– Lepiej.
– No.
Włosy zaczęły wpadać mi pod ręcznik.
– W sobotę jedziemy?
– Gdzie?
Maszynka ucichła.
– Serio?
Odwróciłem trochę głowę.
– No pytam.
– Do mojej siostry.
– A.
– Mówiłam ci.
– Wiem.
– To czemu pytasz?
– Nie skojarzyłem.
Włączyła maszynkę.
– Czyli jedziemy?
– Możemy.
– Możemy czy jedziemy?
– Justa.
– Co?
– Jedziemy.
Przejechała mi po karku trochę mocniej.
– Specjalnie?
– Siedź.
Telefon zawibrował na stole. Spojrzałem.
– Głowa.
Odwróciłem się z powrotem.
– Kto to?
– Nie wiem.
– To po co patrzysz?
– Bo zawibrował.
Zawibrował jeszcze raz.
– Pięć minut nie wytrzymasz?
– Wytrzymam.
Przejechała maszynką z jednej strony na drugą. Wsunąłem palec pod ręcznik.
– Nie drap się.
– Gryzie.
– Zaraz skończę.
Stanęła przede mną z grzebieniem i nożyczkami.
– Zamknij oczy.
– Po co?
– Bo będę robić przód.
Poczułem jej palce na czole. Zebrała włosy grzebieniem. Nożyczki szczęknęły kilka razy.
– Czekaj.
Otworzyłem oczy. Włos wszedł mi do ust. Wyplułem go na ręcznik.
– Obrzydliwy jesteś.
– Odezwała się.
– Dobra, zamknij oczy.
Stała między moimi kolanami.
– Już.
Otworzyłem. Miała rozmazany tusz pod jednym okiem. Wyciągnąłem rękę i starłem kciukiem.
– Co?
– Czarne miałaś.
Przetarła dłonią.
– Teraz?
– Gorzej.
– Dzięki.
Chciała odejść, ale złapałem ją za biodro.
– Puść.
– Czemu?
– Masz włosy wszędzie.
– No mam.
– No właśnie.
Przyciągnąłem ją trochę bliżej.
– Piotrek.
– No co?
Położyłem twarz na jej brzuchu. Koszulka była ciepła.
– Mama!
Nawet się nie odsunęła.
– Mama!
– Może idź do niego.
– Pokrzyczy i zaśnie. Jeszcze masz tu krzywo.
– Wiedziałem, że coś znajdziesz.
– Bo masz.
– Już zostaw.
– Nie będziesz tak chodził.
Odsunęła się i wzięła maszynkę.
– Głowa w dół.
Telefon znowu zawibrował. Maszynka chodziła chwilę przy karku. Zdjęła ręcznik i strzepnęła go nad podłogą.
– Zobacz sobie.
Podszedłem do lustra w przedpokoju.
– Krzywo.
– Gdzie?
– Tu.
– Gówno prawda.
– No patrz.
Stanęła obok mnie i przyjrzała się w lustrze.
– Jest dobrze.
– Z tej strony krócej.
– Bo masz krzywą głowę.
– Bardzo śmieszne.
Obróciłem się bokiem.
– Tu jeszcze.
– Piotrek.
– No tu.
Wzięła maszynkę ze stołu. Poprawiła kawałek nad uchem.
– Teraz.
– Chyba.
– Chyba?
– No dobra.
Telefon znowu się zaświecił. Podniosłem go. Zaczęła zbierać moje włosy ze stołu dłonią.
Odłożyłem.
– Zostaw, ja posprzątam.
– Jasne.
– No posprzątam.
– Mhm.
Zgarnęła włosy na ręcznik.
– Zetniesz mi końcówki?
– Ja?
– No.
– Nie.
– Czemu?
– Bo nie umiem.
– Tylko równo.
– Tym bardziej.
Zebrała włosy na jedno ramię.
– Tyle.
Pokazała palcami.
– Justa, nie.
– Dawaj.
Podała mi nożyczki. Wziąłem pierwsze pasmo.
– Tu?
– Mniej.
Przesunąłem palce.
– Tyle?
– Trochę więcej.
– No to ile?
– No tyle.
– Przecież przed chwilą było mniej.
– Dawaj, będzie dobrze.
Ściąłem.
– Ja pierdolę.
– Pokaż.
Schowałem dłoń za plecy.
– Pokaż.
– Dobrze jest.
– Piotrek.
Otworzyłem rękę.
– Ja pierdolę.
Komentarze (3)
nie doszedłem do końca :)
E! Gdydy to była relacja z zoo, to nawet teges🪑🚒
Ja pierdolę... 5!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania