Poprzednie częściMiędzynarodowe wakacje

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Międzynarodowe wakacje cz. 1

Po kilku minutach na parking przed hotelem Bellagio zajechały pierwsze samochody - wszystkie piękne i bardzo luksusowe.

Obok czarnego volvo Niemców zatrzymał się biały mercedes. Najpierw wysiadł z niego wysoki, ubrany na czarno kierowca. Pomógł wyjść z auta również wysokiemu, wyjątkowo pięknemu mężczyźnie w białym, lekko błyszczącym garniturze. Zaraz obok niego pojawił się widocznie młodszy, ubrany podobnie do kierowcy chłopak.

- Dzień dobry - uśmiechnął się Jack.

- Bonjour - starszy Francuz uścisnął mu dłoń.

- Jack Carvaro, właściciel hotelu. Miło mi panów poznać.

- My też się bardzo cieszymy - odezwał się chłopak.

Zerknął na swego towarzysza, ale tylko westchnął z rezygnacją. Mężczyzna wcale nie wyglądał na zadowolonego, nawet nie starał się sprawiać takiego wrażenia. Podejrzliwie patrzył na Niemców, jakby się ich bał.

- Jestem Quentin, a to Cyrille. Proszę, wybaczcie mu, jest bardzo zmęczony długą podróżą.

- Nic nie szkodzi - Jack pokiwał głową - Zaraz będziecie mogli odpocząć. Nasi kelnerzy zrobią wam herbaty, dobrze?

- Bardzo chętnie - Quentin uśmiechnął się radośnie - Chodź, napijemy się.

Wziął towarzysza pod rękę. Cyrille nadal był nieufny i uważnie rozglądał się dookoła.

- Dobrze, że ten Francuz w białym garniturze nie powiedział nic na temat okrucieństwa Niemców podczas drugiej wojny światowej - mruknął Karl - Już się tego nasłuchałem.

- Nie przejmujcie się - Jack zerknął na następny samochód, wjeżdżający na parking - To normalne. Wasi przodkowie zrobili niezły dym, a wy teraz będziecie za to płacić.

- Pocieszyciel - zachichotał Walter.

Niemcy zamilkli na widok dużego, jasnofioletowego rolls-royca z ciemnymi szybami z tyłu. Adolf zagwizdał.

- A to chyba jakiś milioner - zażartował - Ciekawa rejestracja...

Tablica rejestracyjna auta była biała, znajdowały się na niej jasnoniebieskie litery i cyfry. Samochód wyglądał, jakby ktoś wyciągnął go z filmu o najbardziej kiczowatych ludziach świata. Karl od razu pomyślał o Liberace.

- Może to ten szalony pianista, który miał bardzo młodego chłopaka i zrobił mu operację plastyczną, żeby go do siebie upodobnić? - zastanawiał się Niemiec.

- Liberace już nie żyje - zauważył Adolf - A jego kochanek chyba stracił dużą część fortuny...

Z limuzyny najpierw wyszedł wysoki, młodziutki blondyn. Powoli podszedł do właściciela hotelu i pierwszych gości.

- Dzień dobry - uśmiechnął się Jack.

Chłopak tylko skinął głową, na jego ślicznej twarzy na moment pojawił się lekki, życzliwy uśmiech.

- Witam! Jak miło pana poznać - obok niego nagle wyrósł wyjątkowo urodziwy mężczyzna z gęstymi, jasnymi włosami - Johannes jest troszeczkę nieśmiały, rzadko się do kogokolwiek odzywa. Ciężko go zmusić, żeby coś powiedział! Jestem Emil, przyjechaliśmy z Finlandii.

- Bardzo mi miło - Jack uścisnął mu rękę - Może napiją się panowie herbaty?

- Z przyjemnością! Prawda, skarbie? - zwrócił się do chłopaka. Johannes tylko skinął głową z ledwo widocznym uśmiechem.

Poszli się napić, kelnerzy już na nich czekali w restauracji na dworze, gdzie siedzieli dwaj Francuzi. Niemcy i Jack widzieli, jak Cyrille nerwowo tłumaczy coś Quentinowi, wymachując rękami. Wyglądał na kompletnie wyprowadzonego z równowagi.

Emil już ciągnął Johannesa na herbatę, wyraźnie podekscytowany. Chłopak zachowywał się jak pies. Posłusznie szedł za swoim panem, starając się jakoś dotrzymać mu kroku.

- Może my też napijemy się herbatki? - zaproponował Adolf.

- Proszę, idźcie. Ja tu poczekam na resztę gości - zaśmiał się Jack - Mam nadzieję, że się wam tu podoba?

- Tu jest cudownie! - cieszył się Karl.

Niemcy ochoczo kiwali głowami. Kelnerzy życzliwie powitali ich w restauracji.

- Miło nam. Czego panowie sobie życzą? - zapytał młody, elegancko ubrany mężczyzna z idealnie białą ściereczką w dłoni - Mamy wszystkie rodzaje herbaty.

Niemcy wyglądali na zakłopotanych. Po kilkuminutowej naradzie poprosili o czarnego earl greya.

- Niech sobie panowie usiądą, zaraz podam - kelner na chwilę zniknął.

Goście zajęli miejsca przy stoliku w głębi restauracji. Niedaleko siedzieli Francuzi. To znaczy, siedział tylko Quentin. Cyrille stał, machając rękami i prawie wrzeszcząc.

- Uspokój się, kochanie - młody Paryżanin próbował go uspokoić, zerkając na Niemców - Wszyscy słyszą...

- To co?! - Cyrille uderzył pięścią w stół. Chłopak podskoczył.

- Kogo obchodzą czyjeś prywatne sprawy?! Nikt nas przecież nie podsłuchuje. Lepiej powiedz, że celowo zgodziłeś się na ten wyjazd! Tylko nie wiem, po co zabrałeś mnie. Żeby mnie upokorzyć na oczach całego świata?!

- Ależ skarbie, co ty mówisz? - Quentin wstał, łapiąc go za rękę.

- Mówię, że specjalnie tu przyjechałeś, żeby bawić się z obcokrajowcami! Znudziłem ci się i postanowiłeś pójść do łóżka z kimś innym - powiedział cicho Cyrille - Pewnie chcesz kogoś z jasną cerą! Nie podobam ci się już? - zapytał że smutkiem.

- Co ty opowiadasz? Oczywiście, że mi się podobasz! - Quentin pocałował go w rękę - Jak możesz tak mówić? Jak w ogóle możesz tak myśleć? Wiesz, że nikt nie może mi cię zastąpić.

- Naprawdę?

- Tak. Ten wyjazd to miała być taka zwykła wycieczka, nic więcej. Wybacz mi, jeśli coś źle powiedziałem, wyraziłem się niejasno. Chciałem tylko zabrać cię w ciekawe miejsce, żebyś zobaczył coś pięknego, odprężył się... Ostatnio tak dużo pracujesz, pomyślałem, że powinieneś wreszcie odpocząć. Nie chcesz mnie słuchać, nie bierzesz sobie wolnego. Kiedy ty byłeś w ogóle na urlopie?

Cyrille delikatnie pogłaskał go po policzku.

- Przepraszam, wiesz, jaki jestem nerwowy.

- Wiem!

Quentin pocałował go w rękę z lekkim uśmiechem na twarzy.

- Kocham cię.

- Ja ciebie też.

Niemcy patrzyli na to z zaskoczonymi minami.

- Scena jak z filmu - zażartował Adolf.

- Ekranizacja książki Szekspira - dodał Karl.

Sąsiedni stolik zajmowali Finowie. Johannes dyskretnie obserwował Francuzów, powolutku pijąc herbatę. Emil natomiast ciekawie rozglądał się dookoła, co jakiś czas uśmiechając się do Niemców.

Do restauracji weszła piękna kobieta w obcisłej, czerwonej sukience. Za nią pośpiesznie szedł niższy, czarnowłosy mężczyzna.

- Usiądźmy tu - zaproponowała - Jest pięknie!

- Tak, kochanie - sapnął facet, z jakby zażenowaniem spoglądając na pozostałych gości hotelu - Usiądźmy tu...

- Czy to przypadkiem nie miał być wyjazd tylko dla mężczyzn? - szepnął Walter do kolegów.

- Z nieznanych przyczyn tak miało być - cichutko odparł Klaus.

Kobieta w czerwonej sukience tylko rzuciła pozostałym wyniosłe spojrzenie, po czym wyjęła z torebki szminkę i zaczęła malować sobie usta.

- Żona to ostatnia rzecz, jaką bym zabrał na wycieczkę - szepnął Adolf.

- Nie masz żony - trzeźwo zauważył Walter.

- Ty też.

- Nawet nie wiadomo, czy to jego żona - powiedział Klaus - Chociaż może nią być...

Czarnowłosy mężczyzna wyglądał tak, jakby chciał się zapaść pod ziemię. Nawet kelnerzy mówili między sobą, spoglądając na nich. Wydawało się, że przywiezienie tu kobiety było jak złamanie regulaminu hotelu. Tylko dlaczego?

- O co właściwie chodzi z tą prośbą o pozostawianie kobiet w domach czy gdzieś tam? - spytał Adolf - Czemu nie można ich przyprowadzać? Wiecie coś?

Niemcy pokręcili głowami.

- Może kogoś zapytamy? - zaproponował Walter.

- Stawiam na Finów - Klaus podniósł rękę - Do tych z Francji na razie lepiej nie podchodzić...

- Przepraszam panów - powiedział cicho Klaus - Wiecie, dlaczego nie można tu przyjeżdżać z żadnymi kobietami?

Emil i Johannes popatrzyli na siebie i pokręcili głowami.

- Nie mamy pojęcia, ale to bardzo dziwne - przyznał starszy Fin - Może chcą zrobić jakiś eksperyment?

- A może chcą nas poswatać? - zaśmiał się Walter.

- Albo chcą zaprowadzić w ten sposób pokój na całym świecie! - ekscytował się Klaus.

- To niemożliwe - Adolf sprowadził go na ziemię - Nie obraź się, ale to głupi pomysł.

- Wiem - obruszył się Niemiec - Jestem waszą artystyczną półkulą mózgu.

Emil spojrzał na niego ze zdumieniem.

- Co to znaczy? - spytał.

- No, chyba chodzi mu o to, że jako jedyny z naszej czwórki jest typowym marzycielem - zaśmiał się Karl.

- Hej!

Do restauracji weszli dwaj wysocy, bardzo przystojni mężczyźni. Od razu rzucili wymowne spojrzenie na kobietę w czerwonej sukience.

- O co im wszystkim chodzi? - zdziwił się obiekt zainteresowania.

- Mówiłem ci, że tak będzie, Swietłana!

Oburzona Ukrainka schowała szminkę do torebki.

- Żałujesz, że mnie tu zabrałeś? - spytała ze złością.

- Nie...

- Bo reguł trzeba przestrzegać, a żonę można mieć w dupie! - Swietłana podniosła głos - Tak?!

- Kochanie, nie krzycz...

- Przestań!

Wszyscy na nich patrzyli. Ukrainiec miał ochotę zniknąć.

- Nie marudź, Iwan, tylko napij się herbaty. Jest pyszna!

- Co za brak kultury - głośno zauważył Cyrille.

- A pan co? - zdenerwowała się Swietłana - To nasze prywatne sprawy!

- No właśnie nie wasze prywatne sprawy! - Francuz wstał - Mam prawo, żeby w ciszy i spokoju napić się herbaty i nie życzę sobie, żeby pani wrzeszczała!

- Teraz to pan wrzeszczy! - Ukrainka też wstała.

- Proszę nie zmieniać tematu! I proszę swoje cholerne prywatne sprawy załatwiać gdzie indziej, nikt nie jest ciekawy, jakie macie problemy! - Cyrille wyglądał jak byk widzący czerwoną płachtę - To, że jesteście Ukraińcami nie znaczy, że możecie robić, co wam się podoba!

- Słucham?!

- Pieprzone, rozpuszczone potomstwo Stalina! - wrzeszczał wściekły Francuz - Takich jak wy powinno się palić na stosie!

- A wy to jesteście święci! - Swietłana uderzyła pięścią w stół - Wredni, złośliwi lalusie!

- Kto?!

- Lalusie!

- Jak mnie pani nazwała?!

- My to niby nie mamy kultury! A wy aż nią ociekacie! My jesteśmy bardziej kulturalni od was!

- To jest kultura?! To jest kultura?! Patrz, Quentin! Taką kurwa kulturą to się teraz ruskie plemię tłumaczy, zobacz!

Rozwścieczony Francuz aż zrzucił na podłogę filiżankę. Do restauracji wpadł Jack.

- Co tu się dzieje?

- Niech pan zamknie tę ruską mordę, bo nie ręczę za siebie! - prawie ryknął Cyrille.

- Co?! - wściekła się Swietłana.

- Spokojnie! Niech się pan nie denerwuje, pani również. Zaraz wszystko wyjaśnimy. Mogę pana na moment prosić? - zwrócił się do Iwana.

- Tak.

Carvaro zaprowadził go na tyły restauracji, upewniając się, że nikt ich nie słyszy.

- Przepraszam pana, nie chcę być nieuprzejmy, ale co tu robi ta pani? - spytał.

- To moja żona - wyjąkał Ukrainiec - Strasznie mi przykro, ale ja po prostu nie mogłem jej zostawić. Zabiłaby mnie, gdybym pojechał bez niej. Nie miałem wyjścia.

- Rozumiem...

Jack podrapał się po brodzie w zamyśleniu.

- No dobrze - powiedział wreszcie - Wiem, że to będzie pewnie trudne, ale niech pan postara się pilnować żony, dobra?

- Spróbuję.

- Dziękuję.

Wrócili do restauracji. Swietłana i Cyrille prawie się bili.

- Jak pani śmie?!

- Niech pan się zamknie!

Ukrainka nie wytrzymała i na oczach wszystkich uderzyła Francuza w twarz.

Mężczyzna zamilkł. Wpatrywał się w nią najpierw ze zdumieniem, a potem gniewem.

- Ja... Jeszcze nigdy w życiu nikt mnie tak nie obraził! - Cyrille prawie nie mógł oddychać z wściekłości - Jeszcze nigdy żaden człowiek mnie tak nie obraził!

Quentin zbladł jak ściana. Wiedział, co się zaraz stanie, jeśli ktoś go nie powstrzyma.

- Ty... Ruski potworze!

Francuz stracił panowanie nad sobą. Zamachnął się i z całej siły walnął Ukrainkę w policzek.

Oszołomiona kobieta aż usiadła na krześle. Cyrille poprawił garnitur i parsknął:

- Jestem oburzony! Nie życzę sobie, żeby pani mnie dotykała. To jest dla mnie największa zniewaga!

Francuz odwrócił się i z powrotem usiadł na swoim krześle, przepraszając kelnerów za filiżankę.

- Niech się pan nie martwi - uśmiechnął się jeden z nich - Już posprzątałem, zaraz przyniosę panu nową herbatę.

- Bardzo dziękuję.

- Chryste... - Valentino oparł się o ladę, pociągając nosem.

- Sympatycznie, co? - zażartował Giovanni - Wspaniały początek.

- Prawda?

Włoch przyłożył chusteczkę do nosa i westchnął.

- Masz jakieś krople? - spytał.

- Mam. Ale ci nie pomogą.

- Ech...

Od wypadku minęły lata. Mimo to Valentino nie mógł przyzwyczaić się do ciągłego, obfitego kataru i migren.

- Co za los!

- Może jak wreszcie trochę odpoczniesz, to poczujesz się lepiej?

- Mam nadzieję.

W restauracji zapanował spokój. Swietłana zachowywała się tak, jakby się nic nie stało, Quentin natomiast próbował uspokoić towarzysza.

- Widzę, że to będą bardzo długie wakacje - mruknął Adolf.

- To są tylko Ukraińcy. Rosjanie jeszcze nie przyjechali - powiedział Emil.

Niemcy westchnęli.

Naprawdę zapowiadały się bardzo długie wakacje.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Bajkopisarz dwa lata temu
    „starszy Francuz uścisnął mu dłoń.”
    Dobrze by było wcześniej gdzieś wspomnieć, że przyjechali Francuzi, bo tak to wspomnienie narodowości wyskakuje jak diabeł z pudełka
    „Zerknął na swego towarzysza, ale tylko westchnął z rezygnacją”
    Kto zerknął na towarzysza? Chyba młodszy na starszego, ale to domysł, powinna być pewność.
    „Jestem Quentin, a to Cyrille.”
    Kto kogo przedstawia?
    “obok niego nagle wyrósł wyjątkowo urodziwy mężczyzna z gęstymi, jasnymi włosami”
    Obok kogo wyrósł?
    I skąd się wziął? Przyjechał, czy był już, to jest niejasne, znów diabełek z pudełka
    „młody Paryżanin próbował”
    Paryżanin – mała litera. Trochę brakuje wcześniej wprowadzenia, że Francuz jest z Paryża.
    „Valentino oparł się o ladę, pociągając nosem.”
    Kim jest Valentino?
    „zażartował Giovanni –„
    Kim jest Giovanni?

    Poprawy wymaga wprowadzanie postaci. Ty masz w głowie, kto jest kto, jak wygląda i jakiej jest narodowości, ale czytelnik nie i przy braku wprowadzenia powstaje straszny chaos. Większości trzeba się domyślać, a powinno to być podane na tacy. Zakończenie może być otwarte, ale wstęp nie za bardzo, że każdy może być każdym.
    Opisy przy wprowadzeniu zwiększą objętość tekstu, ale raczej nie masz wyjścia tylko musisz nad tym popracować.
    Druga rzecz to brak wyboru czegokolwiek innego do picia niż herbata. Ani kawy ani wody ani soku ani alkoholu. Dlaczego? Może to jest uzasadnione, ale podaj ten powód.
  • Klaudunia dwa lata temu
    Zaraz, spokojnie. Przecież to początek. Na tym to polega. Wszystko wyjaśnia się później. Parę błędów jest, ale nie mogę wszystkiego wyjaśnić od razu. Bo następna część nie będzie miała sensu
  • Bajkopisarz dwa lata temu
    Klaudunia - może nie napisałem jasno: nie chodzi mi to, żebyś ujawniała od razu że Valentino to np. koszykarz a Valentino biznesmen z branży farmaceutycznej. Chodzi o to, że nagle pojawiają się te imiona, nie wiadomo o kogo chodzi. Brakuje mi po prostu lepszego wprowadzenia postaci.
  • Klaudunia dwa lata temu
    Bajkopisarz Faktycznie. Napiszę o nich trochę więcej : )
  • TheRebelliousOne dwa lata temu
    Ehh, Bellagio… ile bym dał, żeby spędzić tydzień w tym hotelu <3 Samo opowiadanie zapowiada się nieźle, choć trochę chaosu w tym rozdziale jest :P Mimo to, jest 5 :)
  • Klaudunia dwa lata temu
    Dziękuję : )

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania