Miłość
Miłość
Gdy spotkała mnie miłość —
ta wielka, o której piszą w książkach —
czekałam dumna
na każdy jego gest.
Patrzył na mnie
jak nikt dotąd.
Serce biło jak szalone,
dłonie drżały.
A on — wpatrzony jak w obraz —
bał się odrzucenia.
Byłam piękna jak bogini
i sądziłam jak ona:
jeśli kocha,
na pewno coś zrobi.
Dotąd szalony, rozmowny,
nagle smutny, milczący,
sparaliżowany.
I odeszła moja miłość —
tam, gdzie mówiono mu,
że jest mądry, piękny, czuły.
Zapominam.
Mam rodzinę, pracę, pasje.
Kocham.
Lecz w snach powraca,
by przypomnieć tamto uczucie —
jakby gwiazdy wirowały ze mną.
A tak mało brakowało.
Wystarczyło jedno słowo.
Komentarze (7)
Tutaj, również nierówne wersety. Do poprawienia, moderatorze
Musisz samodzielnie, więc klikasz:
Profil. Drabinka po lewej. Publikacje. Ołówek po prawej. Zapisz.
Dziękuję
Nie da się tego poprawić, niestety.
Ale co tu poprawiać? Przecież to wypociny
Jakiś skok w bok? :))
Marzenka, sama sobie skacz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania