Moja brzydka- piękna mała ojczyzna (Warszawa-Włochy w dalekiej i nie aż tak odległej przeszłości)
Moja mała-wielka, brzydka- piękna ojczyzna z czasów dzieciństwa: ulica Wałowicka w Nowych Włochach. Ten nieuchwytny nastrój Włoch, dwie cukiernie, w których sprzedawano pączki z marmoladą, rurki z kremem i tanią oranżadę. Przy ulicy Globusowej (główna ulica Włoch) zakład fryzjerski prowadził wesoły pan Jasio, którego bardzo lubiły małe dzieci. Tuż obok był sklep spożywczy, w którym elektryczne kasy dziwnie warczały i zgrzytały, kiedy kasjerki wprowadzały kolejne pozycje. Na wąskiej papierowej taśmie drukowano utarg z całego dnia. Gdzieś w małej uliczce na drugim końcu osiedla była budka jarzynowa pachnąca kiszonymi ogórkami i kapustą. Starsza pani prowadząca tę budkę od czasu do czasu częstowała dzieci wielkimi czerwonymi lizakami; te lizaki nie były chyba aż takie dobre...? Po drugiej stronie torów kolejowych, już za stacją PKP, przy ulicy Popularnej była końcowa stacyjka WKD. To stąd wyruszały w stronę Warszawy dwuwagonowe niebieskie składy produkcji brytyjskiej, które do Polski sprowadzono jeszcze za czasów Marszałka Piłsudskiego. Tę odnogę linii WKD prowadzącą do Włoch zamknięto w marcu 1970, a do wiosny kolejnego roku usunięto tory i słupy trakcyjne. Na targowisko w Nowych Włochach przyjeżdżały furmanki z okolicznych wsi. Ktoś sprzedawał mleko prosto z bańki, jacyś chłopi oferowali żywe kury i kaczki. Dziwne było to wszystko i tak bardzo odmienne od naszej współczesnej rzeczywistości...
Niedaleko ulicy Krańcowej mieszkał z rodzicami pisarz Marek Nowakowski, w którego pierwszych opowiadaniach odnalazłem Włochy takie, jakie zapamiętałem z wczesnego dzieciństwa. Pan Marek pisał o czasach jeszcze wcześniejszych. Zbiór opowiadań "Ten stary złodziej" pochodzi z 1957 r.
A teraz? Dawny nastrój gdzieś wyparował, wyparowały też zapisane na slajdach naszej pamięci stare sentymenty. W cukierni należącej do wielkiej sieci piję cappuccino lub cafe latte.
Po drugiej stronie była kiedyś najlepsza cukiernia w Starych Włochach. Tu sprzedawano lody o niezapomnianych smakach. Później, już po zbudowaniu w tym miejscu wielkiego apartamentowca powstała tam niewielka kawiarenka z antykwariatem na piętrze.
Pamiętam, że w ciepłe popołudnie września 2023 wstąpiłem do tego antykwariatu. Miły właściciel, jak się okazało, starszy ode mnie zaledwie o 3 miesiące, sprzedał mi jakąś książkę (ale jaką? co to było?), wdał się ze mną w ciekawą pogawędkę.
Opowiadał m.in. o swoich studiach na Wydziale Teatrologii PWST w Warszawie. Poznał sędziwego już wtedy profesora Stefana Treugutta, miał zajęcia ze Stanisławem Manturzewskim, który często mawiał: " co ja będę wam tyle manturzył i manturzył..." W lutym 2024 zatrzymałem się we Włochach w drodze powrotnej z.... Nieważne skąd...
Chyba z Komorowa? Zrobiłem zdjęcia nad Stawem Cietrzewia. Wyszły dosyć ciekawie (nie lubię chwalić własnych "pstryków"). Kafejka z antykwariatem kilka tygodni wcześniej została zlikwidowana, urządzano w tym miejscu jakiś pub dla znacznie młodszego pokolenia...
Właściciela kafejki -antykwariatu spotkałem jeszcze raz.
To było październikowe przedpołudnie słoneczne, ale pełne mgły nadającej ciekawą miękkość tej porze roku...
Wybrałem się nad jeziorko na Przyczółku Grochowskim. Chciałem podejść, zamienić z nim chociaż kilka słów, ale ten pan nagle zniknął, jakby rozpłynął się we mgle...
W jesiennej mgle powoli wirował jakiś wielki pożółkły liść, pogoda się powoli zmieniała, zanosiło się na deszcz...
**** ****
PS. Podczas naszej mojej ostatniej rozmowy z właścicielem antykwariatu we wrześniu 2023 wygłosiłem chyba ciekawą refleksję na temat dramatu Paula Barza "Kolacja na cztery ręce" opowiadającego o spotkaniu Jana Sebastiana Bacha i Jerzego Fryderyka Haendla w najlepszym hotelu w Lipsku roku 1747 (a zatem na trzy lata przed śmiercią J.S. Bacha). Problem polega na tym, że do tego spotkania nigdy nie doszło. Jerzy Fryderyk Haendel od 1713 r. mieszkał na stałe w Londynie, dokąd się przeprowadził po koronacji Księcia Elektora Saksonii na króla Anglii. Na tę koronację Jerzy Fryderyk Haendel napisał: "Fajerwerki" oraz " Muzykę na wodzie" (Water music), nieco później w Dublinie odbyła się premiera jego Mesjasza, z którego najlepiej znanym fragmentem jest epilog ze słynnym Alleluja. W dramacie Paula Barza dwaj wielcy kompozytorzy tylko pozornie prowadzą dialog... W rzeczywistości każdy z nich zdaje się "spoglądać na swoje własne oblicze w zwierciadle, jakim jest drugi rozmówca", jeśli wchodzą w coś w rodzaju interakcji, bardzo szybko doprowadzają słowa interlokutora ad absurdum, później znów każdy z nich koncentruje się na sobie... Podczas rozmowy z antykwariuszem ze Starych Włoch wygłosiłem taką oto hipotezę (interpretację), że sam dramat prawdopodobnie zbudowany jest na podstawie barokowej fugi, której istotnymi elementami są temat wiodący (dux) i temat podążający (comes). Z tymże tematem wiodącym (dux) najpierw jest Haendel, a następnie Bach. Z tych dwóch tematów stopniowo wyłaniają się kolejne tematy, co czyni kompozycję barokową niezwykle bogatą. Ale gdzie są kolejne tematy w naszym dramacie? Myślę, że trzecim tematem jest pojawiający się co pewien czas służący Haendla niejaki Schmidt; z drugiej strony sami kompozytorzy jakby "przy okazji" odgrywają rolę kolejnych tematów...
Zapewne przepiękna scenografia (cudowna martwa natura) i powracająca co pewien czas Tafelmusik Georga Telemanna budują kolejne tematy naszej fugi...
Komentarze (5)
Fugi?
O. To ciekawe . Moglby autor dzis wyjasnic raz co to jest fugacio?
Mamy tu dwa zagadnienia: Fugazi - amerykańska grupa rockowa powstała w 1987 r. oraz włoski chleb focaccio
Na temat muzyki barokowej mamy jeszcze kilka utworów, na przykład krótką powieść Alejo Carpentiera " Koncert barokowy" (El concierto barroco), którego tematem jest premiera opery "Montezuma" napisanej wspólnie przez rudego księdza z Wenecji, czyli Antonio Vivaldiego i rudego Saksończyka rodem z Halle, czyli Jerzego Fryderyka Haendla. Ta opera okazała się wielkim niewypałem, a raczej niewyobrażalną klapą... Wracając do Jana Sebastiana Bacha- podobno z twórczości Haendla najwyżej cenił jego Almirę z 1709 r. Po wielkim sukcesie Almiry Jerzy Fryderyk Haendel wyjechał najpierw do Włoch i Francji, a w 1713 już był w Londynie. Dziwnymi drogami toczą się losy tego świata: podobno znana w połowie XVIII wieku opera łotrzykowska- parodia dzieł Haendla, zainspirowała Bertolta Brechta do napisania "Opery za trzy grosze"
korekta: powieść Alejo Capentiera, której tematem...
Grazie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania