Poprzednie częściNa Walentynki

Na Walentynki 2

(końcówka dla tych, którzy umieją czytać i rymować między wierszami ;) )

 

Szedł święty Walenty,

nagle dojrzał zboże,

w nim sterczące pięty…

W lutym żyto? Boże!

 

Coś tu nie w porządku,

wbrew naturze przecież!

Od świata początku

zboże rośnie w lecie!

 

– Zimą już grzeszycie?!

Czas jest na to w lato,

by figlować w życie.

Sto rózg dam wam za to!

 

– Chociaż jesteś święty –

odciął mu się młody –

mylisz kontynenty.

Tu są antypody.

...

Poszedł precz Walenty,

rozpustą zgniewany,

dojrzał za zakrętem

domek odnawiany.

 

– Pracą świętujecie –

zagadnął murarza –

w tym zepsutym świecie

rzadko już się zdarza.

 

– Wszystko ma swą porę. –

Murarz zszedł z drabinki.

– Poigram wieczorem,

w pracy walę tynki.

 

Nie wyrwę na czuja?

Wtedy twoja wina,

naskarżę do wuja:

z Walentego… świnia.

Średnia ocena: 1.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania