Najbardziej nienawidzę w sobie niemocy.
Gdybym mogła cię zranić — zrobiłabym to bez zastanowienia.
Klęczałbyś tam, gdzie wcześniej stałeś dumnie.
Gdybym mogła o tobie zapomnieć — dzieliłyby nas sekundy istnienia.
Gdybyś był ogniem — odcięłabym ci tlen.
Gdybyś był iskrą — zdusiłabym cię w zarodku.
Znalazłabym każdy sposób, by zadać ci cios,
wet za wet.
Mogłabym nawet przerwać ci rdzeń.
Ale ty, jak tchórz, nosiłeś moje ciało jak mundur.
Karmiłeś się każdym dniem, w którym próbowałam być silna.
Znałeś drogę do miejsc, które bolały najbardziej.
Zamieszkałeś we mnie, pod moim własnym imieniem.
Na początku — senność, zmęczenie.
Potem dźgałeś mnie w serce.
Śmiałeś mi się prosto w twarz, wzbudzając nudności i zawroty głowy.
I znowu walka o każdy oddech, o każdą zgubioną łzę…
Aż w końcu stałeś się faktem.
Patrzyłam w lustro i nie wiedziałam, które z nas wygra.
Alea iacta est — powiedziałeś
i rzuciłeś mnie lwom na pożarcie.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania