Nie lękajcie się, cz. 5

Na ekranie rozgrywał się kolejny odcinek propagandowego skrzyżowania telenoweli, komedii i teatru absurdu. Powtórka na żądanie wczorajszego wieczornego programu publicystycznego zawierała to, co zwykle: studio z publicznością, dwóch polityków rządzącej partii, jeden polityk z partii orbitującej wokół obozu władzy, prezentujący "wyważony" punkt widzenia i jeden przedstawiciel opozycji oraz prowadzący. Tematem przewodnim były protesty związane ze złą sytuacją ekonomiczną i planem dalszego zaostrzenia przepisów aborcyjnych, choć w praktyce aborcja na wschodniej stronie muru nie istniała (oczywiście turystyka aborcyjna kwitła mimo zakazów). Na zachodniej powrócono do zapomnianego już tak zwanego kompromisu.

Sumita lubił oglądać te propagandowe widowiska, więc co tydzień nastawiał dekoder w swoim niepokalanowskim mieszkanku służbowym na powtórkę programu. Nie rozumiał, po co ci biedacy z opozycji w ogóle biorą w tym udział, ponieważ wszystko było tak układane, żeby ich argumentację ośmieszyć, ich samych poniżyć i zagłuszyć. Robią to za pieniądze albo za karę. Może to jakiś chrzest bojowy, bo na ekranie pojawiały się coraz mniej znane twarze i coraz bardziej anonimowe nazwiska. Opozycja najwyraźniej odpuściła ten teren. W końcu po przekrzykiwaniu się nawzajem polityków obecnych w studio z wyraźnym udziałem prowadzącego - jak łatwo się domyślić, przekrzykiwanym był samotny żołnierz z opozycji - nadszedł czas tego najgęstszego, czyli pytania od publiczności.

Jakiś mężczyzna w średnim wieku podniósł rękę. Prowadzący program natychmiast potruchtał w jego stronę z mikrofonem, żeby umożliwić mu mówienie.

- Proszę pana, panie pośle, a gdzie byliście wy, kiedy wyprzedano narodowy majątek?! Gdzie byliście wy, kiedy młodzi ludzie pracowali za sześć złotych za godzinę?! Co wtedy robiliście?! Kombinowaliście, jak robić dobrze Niemcom! A dziś podsycacie, podjudzacie!

- Proszę pana, niech pan nie spłyca i nie wyciąga dawno nieaktualnych tematów. Moja partia nie brała w tym udziału, w tym, o czym pan mówi.

- Czyli umywa pan ręce, tak? Ale to wy chcieliście sprowadzić nam islamistów, terrorystów, zboczeńców gwałcących krowy!

W tym momencie na ekranie pojawił się znany, ocenzurowany kadr. Niby na żywo, ale są przygotowani, pomyślał sumita popijając łyk coli z lodem. Jak by się do tego nadawało trochę wódki lub rumu!

- Proszę pana, niech pan wreszcie przestanie mówić od rzeczy, a zacznie do rzeczy - ponaglił widza polityk.

- Ale trochę więcej szacunku dla naszych gości prosiłbym - wszedł mu w słowo prowadzący.

- A jak chcieliście do szkół wpuszczać jakichś aktywistów, co nam chcieli dzieci przekabacać, bardzo dobrze, bardzo dobrze, że siedzicie sobie tam, a nam daliście spokój! Banda dewiantów, chcielibyście sodomię uprawiać na ulicach! Kościoły bezcześcić! - facet z publiczności prawie krzyczał. Realizator w tym momencie pokazał zdjęcie z jakiejś ulicznej parady z zachodniej Europy, grupa mocno wymalowanych transwestytów trzymająca w rękach małe tęczowe chorągiewki. Kolejne zdjęcie - półnadzy mężczyźni idący za rękę.

- Wie pan co, ja znam pański problem - spokojnie odpowiedział poseł opozycji - panu się po prostu wszystko z dupą kojarzy!

W studio rozległ się śmiech i nieśmiałe brawa.

- Ale proszę pana, na takie odnoszenie się do naszych gości nie ma tu zgody! - podniósł głos prowadzący.

- Na gadanie od rzeczy i oskarżenia z kosmosu za to jest - młodemu człowiekowi reprezentującemu lewicę wyraźnie podniosło się ciśnienie.

Cholera, pomyślał sobie sumita. Ten jeszcze chociaż walczył, ale dał się wytrącić z równowagi i dupa zbita. Obejrzy ten cyrk do końca i zacznie się ubierać. Będzie dziś załatwiał wizy tym gejom. Uczciwy układ, myślał sobie - oni wyjadą tam, gdzie życia nie będą im układać stetryczali dewoci, on zarobi dzięki wykorzystaniu swoich wpływów. Poszedł do łazienki, przyjrzał się sobie w lustrze. Pomyślał, że powinien schudnąć. Łatwo pomyśleć, trudno zrobić. Wyperfumował się, jak zwykle, kiedy gdziekolwiek wychodził, umył zęby, zapiął koszulę. Z kołnierza wystawały pojedyncze włosy. Jak oni mówią na takich jak on? Misie, niedźwiedzie? Roześmiał się myśląc o tym. Jemu by się przydała tu jakaś niedźwiedzica, ale zapraszać tu "divy" czy nawet iść do burdelu to spore ryzyko. Zdarzyło mu się jednak parę razy załatwiać "niedźwiedzicom" wizy na zachód za seks. To też uważał za uczciwy układ. Zawsze w pierwszej kolejności proponował płatność kryptowalutą. Co jednak, jeśli dana osoba się na tym nie zna? Wtedy euro w gotówce, ale więcej, niż by wyszło w krypto. Jeśli natomiast pani, szczególnie młoda i ładna potrzebowała wizy, nie miała jednak krypto ani euro, pozostawała "płatność bezgotówkowa". Czyli wiza za kilka numerków. Decyzja należała do niej. Jednocześnie lubił patrzeć na puchnący portfel kryptowalutowy, więc nie korzystał z tego tak często, jak by chciał. W przypadku tych chłopaków sytuacja jest jasna. Krypto albo euro. Nie ma trzeciej opcji.

Przeciwko mniejszościom określanym znanym skrótem nie miał nic, w unieważnionym referendum o wprowadzeniu związków partnerskich głosował za, zanim jeszcze Polska pękła. Pamiętał ze szkoły średniej chłopaka doprowadzonego do próby samobójczej z tego powodu. Spojrzał w lustro. Jestem chciwy i zepsuty? Tak. Niepotrafiący współczuć? Nie. Dobra, czas się zbierać.

Marcin i Dawid spotkali się w parku dwa dni po pierwszym spotkaniu z facetem od wiz. Niby pilne, ale Marcin jakiś dziwnie spokojny - myślał sobie Dawid.

- Jak leci? - zapytał Marcin dopalając papierosa.

- A jak ma lecieć? Weekend wreszcie, przyda się odpocząć.

Marcin z plecaka wyjął jakąś skrzynkę.

- Ta kasetka jest otwierana na kod. Kiedy wszystko już będzie przygotowane, dam ci cyfry.

- Co tam jest? I co to znaczy, że kiedy wszystko będzie już gotowe?

- I tak ci nie powiem, nie dam ci też na razie kodu. Bądź cierpliwy. Kiedy będziemy mieli już wizy i termin wyjazdu, wtedy dostaniesz kod, jak mówię - odpowiedział Marcin.

Dawid schował kasetkę.

- Nie ma tam bomby ani podsłuchu? - zapytał żartem.

- No nie wiem... Ufasz mi chyba, nie?

- A mogę ufać pedałowi, który się ożenił dla przykrywki?

- Ja nie jestem gejem, tylko biseksem - obruszył się Marcin.

- Jasssssne, jak każdy... - roześmiał się Dawid.

- Za dużo roztrząsasz.

- Kiedy z tym typem się znów spotykamy?

- Jutro.

- W sobotę?

- A co to za problem?

- OK, wiesz gdzie?

- Wiem, pojedziemy razem.

Chłopaki spotkali się z sumitą tym razem w naprawdę obleśnej spelunie na obrzeżach Niepokalanowa. Przekazał im koperty i dał dalsze wskazówki.

- Ale jak, to jeszcze nie mamy wiz? - zapytał Dawid.

- Wyjaśnię panu, jak to działa. Nie wyrabiam fałszywych dokumentów. Potrafię jednak przekonać ludzi, którzy się zajmują zatwierdzaniem podań i wydawaniem wiz, że niektórzy potrzebują ich bardziej niż inni i powinni je dostać naprawdę szybko. W większości to moi podwładni, więc możecie mi zaufać. Pojedźcie w poniedziałek, wtorek, czy kiedy w tygodniu chcecie do naszego "konsulatu" (tutaj grubymi palcami wykonał wiadomy gest, ponieważ oficjalnie ten konsulat nie był konsulatem, lecz urzędem meldunkowym województw zachodnich, oddział zamiejscowy Niepokalanów), wyciągnijcie numerek z automatu, pójdźcie do okienka i dalej już wszystko się potoczy samo. W kopertach macie gotowe podania, wystarczy podpisać. Jeśli coś chcecie zmienić, napiszcie od nowa, macie tam niewypełnione arkusze.

- Ma pan może jakieś wskazówki? Czym jechać na przykład? - zapytał Marcin.

- Wolelibyście pewnie autem, ale odradzam. Tutejsze służby lubią zatrzymywać auta na parę kilometrów przed przejściami i robią kipisz. Utrudniają po prostu. No i te kolejki. Wcześniej doradzałem samolot, swoje kosztował, ale fik-mik i jesteście daleko stąd. Połączenia zostały zawieszone, więc radzę jechać pociągiem. Przy zakupie biletu podajecie wszystkie dane, włącznie z numerami wiz, więc służby po obydwu stronach zasieków uważają pasażerów z założenia za legitnych. Tylko rezerwujcie szybko, bo miejsc jest mało. No, na mnie już czas - sumita siorbnął łyk paskudnej kawy - raczej się już nie spotkamy, więc powodzenia - założył kurtkę, podał chłopakom rękę i wyszedł z knajpy.

W drodze Dawid postanowił zapytać Marcina:

- Możemy ufać temu typowi?

- Słuchaj, według mnie na dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Kontakt mam od Artura, a on by mnie nie oszukał, możesz mi wierzyć.

- Jedziemy w poniedziałek do tego konsulatu?

- Nie mogę, jedź sam, mam urwanie głowy, naprawdę. Nie ma różnicy, czy pojadę tam we wtorek czy w czwartek, mamy to naprawdę przyspieszone, ale i tak jeszcze bym się nie pakował.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Garść 2 miesiące temu
    Jacek Dehnel chyba już rok temu wyjechał z Polski, przewidując bujny rozwój histerii antygejowskiej. Czyli Twoje sf jest mocno ugruntowane w realu. No ale dobrze, że nie walisz jak ja prostacko realną publicystyką, w końcu to portal literacki, lecz kreujesz świat fikcyjny, równoległy.
    I naprawdę dobrze Ci to wychodzi. Będę z niecierpliwością oczekiwać kolejnych rozdziałów. Zaciekawiłeś.
    Ode mnie - pięć!
    Pozdr.
  • cos_ci_opowiem 2 miesiące temu
    Myślałem, że to będzie najgorsza dotąd część, ale póki co nikt nie krytykuje, co mnie cieszy. Musiałem wyprostować trochę chronologię, dlatego w tym rozdziale akcja jest trochę spokojniejsza. Pozdrawiam i dziękuję za głos i piątaka.
  • Garść 2 miesiące temu
    Cos_ci_opowiem, ano właśnie, ustabilizowałeś akcję. Epika tego wymaga.
  • Zapraszamy do kolejnej zabawy ze słowem.

    Tematy to:
    1) Biuro rzeczy znalezionych
    2) Ostatni toast

    Można poruszać się w jednym temacie, lub w drugim, albo połączyć obydwa.
    Niech wyobraźnia poruszy wasze listopadowe wieczory.

    Termin do 30 listopada [północ]

    Liczymy na Ciebie!

    Literkowa
  • Paweł Beer 2 miesiące temu
    To chyba nie będzie takie proste:) Zobaczymy.
  • cos_ci_opowiem 2 miesiące temu
    Nie będzie. Pozdrawiam.
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Bardzo dobry rozdział. W tym sensie, że wszystko wydaje się prosto zmierzać do jakiegoś szczęśliwego rozwiązania sytuacji, żadnej chmurki na błękitnym niebie. A wiem, że burza nadejść musi, więc pojawia się oczekiwanie. No i o to chodzi, żeby czytelnik czekał, co też się dalej wydarzy.
    Bardzo celny opis reżimowej telewizji ;)
  • cos_ci_opowiem 2 miesiące temu
    Dzięki, no taka cisza przed burzą, w końcu nie piszę sielanki.
  • Angela 2 miesiące temu
    Umknęła mi ta część, ale już nadrabiam. Realność przedstawionego przez Ciebie świata napawa mnie grozą.
    W programie telewizyjnym te same argumenty, które spotyka się na każdym kroku, niestety.
    Ciekawa jestem, co się spieprzy, bo czuję że tak będzie, zanim chłopakom uda się uciec.
    Czekam na cd.
    Pozdrawiam : )
  • cos_ci_opowiem 2 miesiące temu
    Dzięki i zapraszam na część 6. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania