Nocne fusy
Karetka na sygnale rozmazuje światło i powstaje tęcza.
W lepkich oparach brzasku wstaje dzień, tylko oczy pomników
zieją pustką, znikają zanurzeni w mroku ludzie, znad miasta
odpływa noc, wielka wiedźma – ma swoje plany.
Od przechodnia odpalam papierosa – fajka pokoju to tradycja.
Przystaję przy ślepym grajku – moje ulubione tango – wrzucam
ostatnią monetę i widzę uśmiech całego świata.
Zabalowałem, unurzany w błocie, odnowiony, wracam
do pustelni na szóstym piętrze, gdzie czeka kot, jedyna istota,
która patrzy mi w oczy.
Zimne korytarze, strome schody, światełka w judaszach.
Być w centrum uwagi – narasta nachalność.
Palcami przeczesuję kieszenie, w poszukiwaniu papierosa
gotów jestem podpalić dom.
W lepkich oparach brzasku wstaje nowy dzień.
Komentarze (3)
Lubię takie "szorstkie" wiersze :)
Pozdrawiam
Serdecznie :)
''tylko oczy pomników
zieją pustką''↔szczególnie:)↔i inne:)↔Pozdrawiam:)↔5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania