Nowy wspaniały świat (cz.3 z 3)

Jan mijał kolejne ulice. Na jednych piętrzyły się zrujnowane szaro-bure kamienice i królował półmrok, pustka. Obraz ten zderzał się prędko z drugim, gdyż na innych pięły się w górę potężne kilkudziesięciopiętrowe wieżowce o różnych kształtach oraz kolorach a tłumy ludzi pędziły za swoimi sprawami. Szczecin od wielu lat był miastem kontrastów. Jedne miejsca tętniły życiem. Drugie były wymarłe. Garncewicz trzymał pod pachą średniej wielkości karton. Ludzie Blake się postarali. Paczka była solidnie zabezpieczona. Wszystkie krawędzie zostały oklejone bardzo mocną taśmą. W środku coś grzechotało. Jan wszedł na kolejną zdewastowaną ulice. Jego oczom mimo panującego półmroku ukazały się znowu rysy rozlatujących się szaro-burych kamienic, zapchanych śmietników oraz uszkodzonych lamp ulicznych. Pod stopami czuł każdą dziurę.

,, Znowu ta szarość" - pomyślał.

Do celu zostało mu niewiele. Zaledwie kilkaset metrów. Nagle z wąskiej pogrążonej w mroku odnogi ulicy zaczęły wyłaniać się kształty. Jan naliczył ich trzy. Rozbłysły potężne reflektory zamontowane na ścianach. Garncewicz zmrużył oczy. Ostre białe światło kuło go w oczy. Po chwili z białej plamy zaczęły się wyłaniać kształty.

,,Ki czort? O nie tylko nie oni. Tak blisko było..." - pomyślał.

— Zbłądziłaś owieczko? — spytał sarkastycznie ktoś piskliwym głosem.

— Hahahahaha — rozległ się metaliczny śmiech.

,, Sądząc po piskliwości głosu stoi przede mną jakiś gówniarz. Hmm. Skąd on wziął roboty?" - pomyślał Jan.

W końcu wzrok Garncewicza przyzwyczaił się do światła.

,, Cholera" - przeklął w duchu.

Kilka metrów od niego stała trójka nastolatków niemających więcej niż osiemnaście lat. Dwóch z nich było umięśnionych. Mieli na sobie brudne niebieskie lub czarne jeansy i zielone koszule oraz brązowe kamizelki. Jednak ich wygląd nie przerażał. Strach wzbudzały twarze a właściwie brak takowych. Na głowach mieli złożone specjalne srebrne cybernetyczne maski, które wyświetlają tylko emocje na cyfrowym wyświetlaczu. Ostatni z bandy o rudawych włosach ubrany był w podniszczony granatowy garnitur. Jan przycisnął paczkę do swojego lewego boku.

— Co tam masz owieczko? — spytał złośliwie, wskazując pakunek.

,, Spokojnie. Niech podejdą... Wtedy ich załatwię..." - pomyślał.

— Patrzcie głuchy! — wrzasnął.

— Hahaha.

,,Infantylny gówniarz. Poczekaj" - pomyślał.

Rudzielec podszedł do Jana. Wyciągnął rękę w kierunku paczki. Garncewicza zacisnął prawą dłoń. Wziął szybki zamach. Potężny cios trafił młokosa w podbródek. Dało się słyszeć trzask. Najprawdopodobniej złamał mu szczękę. Uderzenie było tak silne, że rudzielec padł jak długi na dziurawy asfalt. Jan odwrócił się i ruszył pędem przed siebie.

***

— Kurwa mać! — zaklął wściekle Jan, gdy biegł.

Spojrzał przez ramię. W tym momencie nad jego głową świsnęła kula. Rozległy się wrzaski. Ludzie zaczęli biegać w popłochu.

,, Eh miałem nadzieje, że ich zgubiłem. Skąd te gnojki wzięły broń?!?!" - pomyślał.

— Z drogi! — wrzasnął, roztrącając ludzi ręką.

Świsnął drugi pocisk. Tym razem tuż obok ucha.

,,Jeszcze moment i zarobię kulkę” – taka myśl przemknęła mu przez głowę.

W górę pięły się wieżowce mające co najmniej sześćdziesiąt pięter o różnorakich kształtach i białej barwie. Na ich ścianach znajdowały się ogromne stalowe podpory kolejki miejskiej oraz holograficzne bilbordy. Jasne sterylne światło latarni ulicznych gryzło się z kolorowymi neonów dolnych kondygnacji olbrzymów. Do uszu Jana doleciało wycie policyjnych syren. Dało się również usłyszeć nawoływanie policjantów. Niebiesko- czerwone rozbłyski zaczęły kuć w oczy. Nad głową Garncewicza przemknęły z hukiem dwa potężne drony. Ogromne czarne maszyny w kształcie prostopadłościanu zaokrąglonego przy krawędziach podstaw z czterema potężnymi wirnikami robiły wrażenie. Te monstra nie stworzono w celu łapania bandziorów tylko ich bezwzględnej eliminacji, gdyż pod kadłub miały podwieszone wielkokalibrowe działka. Na ulicy panowała ogromna wrzawa. Potężna fala ludzka parła w kierunku Jana, który musiał przedzierać się przez nią jak rozbitek. Co chwilę wzburzała się i rozlewała. Bębenki uszne rozdzierały głuche krzyki spanikowanych ludzi. Przez ten harmider ledwie dało się słyszeć jęk tratowanych. Huk wystrzałów i dźwięk rykoszetów dopełniały tylko tego makabrycznego obrazu. Drony otworzyły ogień. Nagle ktoś złapał Jana za lewe ramię. ,,Złapał” tak naprawdę wbił mu od lat nieobcinane paznokcie, rozerwał skórę i teraz zabrał się za mięsień.

— SSSS — syknął z bólu.

Garncewicz prawą dłonią szybko chwycił paczkę. Ból przeszywał całą kończynę. Krew zaczęła wypływać z rany. Prędko wsiąkała w strzępy rękawa lub kapała na asfalt. Jan próbował wydostać się, lecz zanim to nastąpiło, usłyszał huk wystrzału. Głowa napastnika pękła jak balon, obryzgując wszystko dookoła krwią, kawałkami różowego mózgu i metalowymi odłamkami. Kilka takich ,,szrapneli” drasnęło Garncewicza w nogę. Jan czuł ogromny ból, jakby po udzie przejechał mu ktoś kilkanaście razy żyletką. Poszarpana nogawka bojówek szybko nasiąknęła krwią.

,, Kurwa mać! Tego mi jeszcze brakowało!” – klął w duchu.

Zwiotczałe ciało wyrostka upadło na asfalt. Na ulicy zapanowała pustka. Ludzie pochowali się w pobliskich lokalach. Tylko wycie syren dolatywało do uszu.

— Obywatelu stój! — wrzasnął przez megafon jeden z przybyłych na miejsce policjantów — Ręce do góry!

Zakrwawiony Jan ledwie mógł ustać na nogach, Rzucił sobie pod nogi paczkę. Wtedy dopiero z wyraźnym trudem podniósł dłonie do góry. Na asfalcie leżały trupy ,,Bezprizornych” i kilkunastu stratowanych osób. Jak zawsze ofiary dodatkowe. Ciała powyginane były w nienaturalny sposób. Wiele z nich miało w sobie duże dziury po kulach. Dwóm brakowało głów. Po ulicy walały się brunatne wnętrzności, kawałki różowej galaretki mózgu oraz metalowe części. Wszędzie było pełno krwi. Drony otoczyły Jana. Ich lufy mierzyły w jego głowę oraz brzuch. Podszedł do niego wysoki umięśniony policjant. Obraz, który widział Garncewicz, stopniowo zaczął się zamazywać. Przez to nie dostrzegł, więcej szczegółów.

— Czemu was ścigali? — spytał zimnym tonem funkcjonariusz, wskazując palcem trupy — Tylko nie kłam bydlaku…

W tym momencie nastąpiło syknięcie. Przez ściany paczki przebiły się jakieś rury. Wydobywał się z nich jakiś gaz. Jan i policjant zaczęli kaszleć. Paliło go całe gardło.

,, Ki czort?!!?” – zdążył pomyśleć.

Wtedy nastąpił wybuch. Jan czuł, jak pękają mu bębenki w uszach. Poczuł fale uderzeniowa łamiącą kości i uszkadzającą narządy. Jego kończyny oraz tors rozrywały setki rozgrzanych do czerwoności kawałków metali. Przed oczyma zdążył zobaczyć tylko płomienie. Po tym zapadła ciemność.

 

*** Od autora***

Najprawdopodobniej będę wracał do świata wykreowanego w tym trzy częściowym opowiadaniu. Wszystkim, którzy przeczytali całość szczerze dziękuję :) Za wytrwałość i cierpliwość w oczekiwaniu na kolejne części, gdyby nie mój egzamin zawodowy oraz przygotowanie do matury opowiadanie to szybciej miałoby swoje zakończenie, i tak samo Czarne Diabły. Obecnie mam zamiar skupić się na niezbędnych poprawkach do Diabłów, więc na razie chyba tylko one będą się pojawiać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Clariosis ponad rok temu
    Hm, to zakończenie sprawiło, że czuję pewien niedosyt. ;) Po co w ogóle była ta farsa z paczką, porywaniem, usypianiem? Tylko po to, by bohater na sam koniec zginął? A może to dlatego, że jednak nie zdołał wykonać misji? Szkoda, że nie ma dopowiedzenia nic dalej, chyba, ze napisałeś kolejne opowiadanie w tym uniwersum, gdzie coś rozjaśniasz? :) Mam nadzieję, że coś jeszcze napiszesz, bo przedstawiony tutaj futurystyczny świat jest materiałem idealnym do różnych rozważań, np. o wolności, kiedy są godziny policyjne i każdy musi chodzić w kombinezonach. O człowieczeństwie, kiedy roboty wyglądają jak ludzie, etc, etc. Doprawdy jest to miejsce gdzie można się popisać, więc naprawdę mam nadzieję, że coś jeszcze z tego wyniknie. :)
    Mimo wszystko zostawiam piątkę, bo podoba mi się dynamizm sceny - wiele się dzieje i to czuć, a jednak czytelnik nie czuje się obciążony tym wszystkim. Wyszło bardzo dobrze.
    Mam też nadzieję, że egzaminy zawodowe poszły dobrze! (:
  • slawko00 ponad rok temu
    Poszły bardzo dobrze :D zdobyłem tytuł technika. Co do uniwersum napewno coś jeszcze napisze. Kto wie może bohaterem znowu będzie Garncewicz! Narazie się skupiam na poprawieniu Czarnych Diabłów i na maturze, więc przez jakiś czas chyba nic się nie pojawi z tego uniwersum. Dziękuję za przeczytanie :D
  • Clariosis ponad rok temu
    slawko00 To się cieszę, że Ci się powiodło. :) Ja za dwa lata też technikiem będę (szkoła policealna). :)

    No i pięknie, to będę czekać. :)
  • slawko00 ponad rok temu
    Clariosis Trzymam kciuki, aby Ci się udało :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania