NUMER TRZY

„Stałe jest tylko to, że nic nie jest stałe.”

Zdanie to, pozbawione większego zrozumienia i jakiegokolwiek zaangażowania intelektualnego, Zapadocjanie zwykli wygłaszać przy okazji wszystkich ważniejszych świąt, uroczystości oraz otwarć nowych rowów melioracyjnych.

Największym nonsensem było jednak powtarzanie tej sentencji przez nadwornego kronikarza Sandała Bananowego. Nie ukrywał on bowiem, że odkąd pamięta, wszystko w Zapadocji toczy się swoim utartym torem i niemal każde wydarzenie można przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem, nie narażając się na skutki uboczne ani zaskoczenie.

Zmiany — mawiał — są jak kometa. Wszyscy o niej mówią, ale nikt jej nie widział.

Odmiennego zdania był Hipokryt Habitny, przeor klasztoru Czołobitników Bosych, kapłan i zausznik bożka Mniejszych i Większych Kapiszonów. Twierdził on, że zmiany dostrzega się wyłącznie z bliska, wtedy gdy bolą najbardziej.

Na to odpowiadał Wyrocznik Janiebiere, sędzia ogólny, człowiek ani szczególnie mądry, ani przesadnie uczciwy, lecz zwyczajny śmiertelnik z licznymi słabościami, dzięki czemu cieszący się ogromnym szacunkiem ludu.

— Przeciwnie. Zmiany widać dopiero z perspektywy. Z bliska człowiek widzi jedynie własny nos.

W Zapadocji nie istniały poglądy. Istniały wyłącznie przeciwpoglądy. Każda opinia rodziła natychmiast własne zaprzeczenie, a gdy zaprzeczenie stawało się zbyt popularne, powoływano komisję do spraw wyważenia obu stron. Komisja po długich obradach, prawie zawsze, dochodziła do wniosku, że prawda leży pośrodku. Następnie wyznaczano środek tak daleko od obu stron, aby nikt przypadkiem nie miał racji.

Najciekawsze było jednak to, że mało kto wierzył we własne twierdzenia. Taki czy inne stanowiska, wybierane i wypowiadane zupełnie losowo, służyły przede wszystkim do tego, aby nie dopuścić do zwycięstwa strony przeciwnej. W powszechnym przekonaniu świat powinien opierać się na równowadze. Gdyby więc jedna racja została bez należytego sprzeciwu, mogłaby nabrać rozpędu i, nie napotykając oporu, wyrządzić komuś pożytek.

Porucznika ZZZ Śledźkapustę bardzo ten stan rzeczy niepokoił. Po wielu godzinach głębokiego niezastanawiania się postanowił rozpocząć wielką akcję społecznego uśredniania. Pierwszym etapem reformy było zarządzenie, aby wszyscy dworzanie ubierali się jednakowo. Na szaro.

— Moi drodzy — przemówił uroczyście. — Moi poddani osiedlają się na biegunach nie dlatego, że je lubią. Oni kochają równowagę. Boją się, że jedna skrajność zwycięży, więc z całych sił biegną ku drugiej. Nie obchodzi ich, czy lepiej ciąć, czy nie ciąć. bchodzi ich wyłącznie, żeby było po równo. A skoro tak, musimy pokazać, że jesteśmy dokładnie pośrodku. Od dziś wszyscy noszą szare stroje. Jednakowe. Bez wyjątków. Nie możemy sprawiać wrażenia ludzi mających własne zdanie. Lud powinien mieć pewność, że słuchamy wszystkich jednakowo. Dzięki temu nikt nie zauważy, że od początku robimy dokładnie to, co chcieliśmy zrobić. Dla przykładu. Ostatnio zbór ogólny postanowił skupować żywność po wysokiej cenie. Co pomyśli zwykły obywatel? Pomyśli, że jego krzyki zostały wysłuchane. A skoro raz zadziałało, będzie krzyczał jeszcze głośniej. A jeśli wszyscy zaczną krzyczeć... tu porucznik zrobił długą pauzę ...to nikt już niczego nie usłyszy. Dlatego mam rozwiązanie. Im głośniej ktoś krzyczy, tym gorzej będzie wysłuchany. Jeżeli jutro producenci jedzenia wyjdą na place i zaczną drzeć się jak stare prześcieradła, nazajutrz zbór ogólny ogłosi podatek od darcia ryja. Nie dość, że nic nie wykrzyczą, to jeszcze za własny hałas zapłacą.

Doradca do spraw Świerków i Panucji aż podskoczył z zachwytu.

— Brawo! Brawo! Genialne! - I zaczął skakać wokół tronu na jednej nodze. Prawdopodobnie tylko on rozumiał plan porucznika, albo przynajmniej bardzo przekonująco udawał. Pozostali doradcy stanowili gremium tak nieskomplikowane umysłowo, że wspólnie przypominali twarz słynnego komika zapadockiego.

Był on komikiem wyłącznie dlatego, że obieranie ziemniaków okazało się dla niego zadaniem ponad siły intelektualne. Wieść niosła, że publiczność śmiała się przede wszystkim z tego, iż komik wychodził na scenę kompletnie nieświadomy, gdzie się znajduje i po co. Gdyby kiedykolwiek się tego dowiedział, natychmiast przestałby być zabawny.

Doradcy porucznika mieli podobnie. Nie wiedzieli, o czym mówi. Nie wiedzieli, po co są doradcami. Nie byli nawet całkowicie pewni, kim właściwie jest ZZZ Śledźkapusta, ale skoro wydawał polecenia, wykonywali je z godną podziwu gorliwością i całkowitym brakiem pytań.

Co wydarzyło się w Zapadocji po wprowadzeniu powszechnego ujednolicenia, nie wiadomo. Najwyraźniej nic szczególnie złego. Naród kochał swego przywódcę coraz mocniej, a trzej bogowie ogłosili uroczyście, że prawdziwym złotym środkiem jest pępek porucznika ZZZ Śledźkapusty, jednocześnie uznając go za pępek świata. Zaś wszelkie zmiany zachodzą wyłącznie wtedy, gdy nie zmieniają się zmienne, czyli zawsze wtedy, kiedy nigdy nieskończoność nie osiąga swojej skończoności i pozostaje pod niezmienną kontrolą zmienności, plus nawias otwarty, nos zadarty a jądro operatora liniowego całkuje się bez końca w sumie urojonej.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • il cuore 3 godz. temu

    Jest opko o podobnej tematyce autorstwa Kurta Vonneguta – Harrison Bergeron 🏖️
    cul8r

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania