Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
O roli Bohatera ogółem - fragmenty
O ROLI BOHATERA OGÓŁEM (pełna wersja tutaj: https://www.overleaf.com/read/qbjprbchzfcm)
1.3 Młodość przemija z wiekiem.
Abest jest krainą pustynną i to w całkowitym tego słowa znaczeniu.
Gdzie nie spojrzeć, można znaleźć piasek. Piasek obok
gliny jest jednym z głównych surowców eksportowych Dar’Tur,
prowincji pod pieczą związku krajów południa. Ten kto ma dużo
piasku może nazywać się osobą, która ma dużo piasku. W mowie
potocznej pustynnych krain, znaczy to tyle co nic. Co można
zrobić z takim piaskiem? Do głównych zajęć mieszkańców pustyni
należą między innymi: hodowla piasku, grabienie piasku,
segregowanie piasku, magazynowanie piasku i uprawa kaktusów.
Jako, że kaktusy czują się dość dobrze na terenach pustynnych, a
w każdym razie lepiej niż ludzie, hodowla kaktusów ze względu
na ich użyteczność nabrała charakteru strategicznego. Dobrze
wyciosany kaktus to nie byle co. Dorodnego kaktusa można ze
smakiem zjeść, wypić, czy nawet zrobić z niego cegłę. Ludzie
w Abest nie robią swych domostw z gliny jak każdy normalny
człowiek w takich warunkach. Oni tworzą specjalne kaktusowe
bloki z których budują wszystko. Od fundamentów przez ściany
i sufit po okna. Na koniec, dla picu w sumie, malują wszystko
na jasny odcień żółtego. Domy z gliny to relikt przeszłości.
Tak twierdzą najwyżsi kapłani. Lepiej zbudować sobie przytulny
kącik z pobliskiego sukulenta.
Gdzieś pośrodku tej pięknej krainy leży pałac wielkiego suł-
tana Sułtana Ahmera. Powtórzenie nie jest pomyłką. Dziwnym
zrządzeniem losu, Ahmer dostał od swych rodziców na imię Suł-
tan. Pokrętna symbolika doprowadzila do tego, że imię stało
się równoważne funkcji jaką ta osoba pełni. Doprowadzila tak-
że do prawie całkowitego zatracenia się Sułtana w bogactwie
i mani wyższości. Postura Ahmera, podobnie jak sama twarz,
była zdecydowanie okrągła. Jego cień przypominał małą kulkę,
umieszczoną na powierzchni sporej geodoidy. Geodoida ta,
była niczym innym jak wielkim cielskiem Sułtana, hodowanym
bardzo sumiennie przez wiele lat. Ogromnych złotych pierścieni
umiejscowionych na jego palcach nie dało się już ściągnąć.
Tkanka ciała pod nimi obumarła i przyjęła złote obręcze jako
komórki macierzyste, wchłaniając je w ciało i tworząc skomplikowaną
strukturę organiczną. Próbę ściągnięcia ozdób, możnaby
w tym przypadku nazwać amputacją. Nie miało to jednak wielkiego
znaczenia.
Pałac Sułtana Ahmera był ogromny. W całości zbudowany
ze złota i kaktusa. By rzetelnie opisać jego ogrom warto było
by dodać, że pomieściłby on w charakterze gospodarczym małe
miasteczko. Aktualnie zamieszkiwany jest przez liczącą 11 osób
rodzinę cesarską, gwardię i służbę. I tak wychodzi na to samo.
Wysadzaną kaktusowymi blokami królewską drogą kroczyła
mężnie trójka poszukiwaczy przygód. Okapturzona i zamaskowana
postać subtelnie krążąca po orbicie towarzyszy zdawała
się nie zauważać słońca które aktualnie znajdowało się w zenicie
i niemiłosiernie zamieniało jałowe ziemie w jałowe jeszcze
bardziej. Vic, bo tak na imię ma nasz księżyc, jest wyszkolonym
zabójcą dumnie noszącym za pazuchą długiego ciemnego
płaszcza certyfikat cechu z Archimond. Zabójcy pełnią podobną
funkcję do fryzjerów, tylko na trochę innej płaszczyźnie. Co jakiś
czas pozbywają się zbędnego nadmiaru populacji, najczęściej za
odpowiednią opłatą, regulując przy tym naturalny wzrost populacji
i obieg gotówki. Przez swój kontrakt z cechem grabarzy,
zarząd gildii otrzymuje dodatkowe profity za każde wykonane
zlecenie. Każdy jest zadowolony. Poza obiektem zlecenia. Narzę-
dzia zabójców dobierane są z reguły wedle uznania. Zasada jest
prosta- mają być szybkie, dobre, niezawodne i nierdzewne. Pan
Vic poszedł w tym właśnie kierunku wybierając ostrą jak chilli
katanę z cobaltowym ostrzem, którą aktualnie ukrywa gdzieś
pod okryciem.
Co którąś iterację cyklu spoglądał na swoich towarzyszy by
upewnić się, że niezwykle trudny proces stawiania kolejnych
kroków przebiega pomyślnie. Drobnej postury postać okryta jedwabną
peleryną nie miała z tym większej trudności. Ilin, pasowała
do swojego otoczenia jak cukier do białego barszczu. Towarzystwo
panny, której wiek można na oko szacować na około 13
wiosen z automatu generowało zarzut pedofilii. Tak właściwie
to generowałoby, gdyby ktoś w świecie w którym można kupić
niewolnika taniej niż rudego chomika na to patrzył. Ilin była
szczególnym dzieckiem. Poruszała się o lasce, a jej oczy przesłonięte
były aksamitną opaską. Była niewidoma. Była też bardzo
sprawnym magiem. Jej towarzysze wiedzieli też, że była niema.
Mimo swoich ułomności, stanowiących niemałą przeszkodę
w życiu, Ilin ułomną się nigdy nie czuła. Zawdzięcza to głównie
przyjaciołom którzy zawsze są przy niej oraz potężnej magii
stojącej za jej plecami.
Na czele orszaku stał herszt bandy, Kurt. Jego nie trzeba
przedstawiać. Mimo, że niewielu w tych rejonach wie jak on
wygląda, każdy zna jego imię. Czujnym wzrokiem spoglądał na
smutną twarz przyjaciółki i dziarsko kroczył przed siebie. Cel
podróży pojawił się już w polu widzenia.
-Vic, wzbudzasz podejrzenia. - rzekł Kurt.
-Rozumiem. - odparł zabójca dołączając do szyku.
Ta dwójka znała się od dziecka. Momentami rozumieli się
bez słów. Proces myślowy Vica, choć taki nie był, wydawał się
być jednowątkowy. Przemawiała za tym ogólna niechęć do większego
zaangażowania się w wykorzystywanie apratu mowy. Kurt
siłą rzeczy przejmował inicjatywę.
-Jesteśmy. Zachowujcie się należycie.- powiedział, po czym
zaprzeczył sam sobie potykając się o piasek i wypierdalając nań
soczystego orła.
-Stać! Kto idzie?! -usłyszał nad głową ostry głos pałacowego
strażnika.
-Deratyzacja. Słyszeliśmy, że potrzeba fachowej obsługi z zakresu
pozbywania się szkodników -odparł Kurt.
-Nie wyglądacie mi na szczurołapów!
-Ja zajmuje się wizerunkiem firmy, stojąca obok mnie urocza
asystentka jest najlepszym księgowym jakiego zna śródziemie, a
kolega obok zajmuje się łapaniem szczurów... -nakręcił się Kurt.
-A dlaczego ma zasłoniętą twarz?! Coś mi tu śmierdzi!
-No właśnie, bo widzi Pan, kolega jest artystą. Jego życiową
pasją stało się wpierdalanie szczurów. Wraz z obraniem tej peł-
nej wyrzeczeń drogi, jego życie nabrało sensu. Stał się on ascetą
ceniącym dobro i kunszt ponad wszelkie granice i podziały. Za
to wali mu z japy jak z obory.
-To... to... to takie piękne! -powiedział wartownik obficie roniąc
łzy- Mam nadzieję, że kiedyś stanę się tak silny jak pan!
Czy mogę poznać pańską godność?
-Vic.
-Dziękuję panie! Rozumiem co pan przeżywa. -powiedział
ocierając twarz z resztek wodospadu wrażliwości- Zgłoście się
przy wejściu dla służby w pałacu. Tak się składa, że akurat mamy
problem z tym paskudztwem.
Wrota otworzyły się z hukiem.
-Dziękujemy dobry panie, jest pan bardzo dobrym człowiekiem.
-podziękował strażnikowi Kurt.
-Powodzenia! Mam nadzieję, że nasze drogi się jeszcze skrzy-
żują. -odparł wartownik.
-My także! -rzucił herszt szczurołapów na odchodne.
Ich oczom ukazał się ogrom zamku. Już widzieli go wcze-
śniej. Dokładnie jakiś miesiąc temu, gdy podrzucali szczury.
-Wybacz Vic, to było konieczne. -Powiedział Kurt do przyjaciela.
-Spierdalaj. -odparł.
Dotarli. Pałac stał otworem. Wprawne oko złodzieja pozwalało
w ułamku sekundy odróżnić potencjalną zdobycz od nic
niewartych śmieci. Złote kielichy, zdobione sztućce, wazy pamiętające
starych bogów. To wszystko było tanim kiczem w porównaniu
do celu ich podróży. Ekipa szczurołapów była dobrą
przykrywką. Jeden z żołnierzy sułtana napotkany w gospodzie,
po odpowiedniej dawce alkoholu zdążył opowiedzieć o wszystkich
dziurach systemu zabezpieczeń kompleksu. W najbliższym
otoczeniu Sułtana istnieje przeświadczenie, że szczury sprowa-
dzają na tego kto je ujrzy nieszczęście. Cała świta i straż pałacowa
panicznie bała się szczurów. Ahmed specjalnie do walki z
potencjalnym nieszczęściem powołał Gwardię Potępionych- zawodowych
żołnierzy mających na celu, tylko i wyłącznie walkę
z gryzoniami. Członkowie tego elitarnego oddziału byli zaraz
po narodzinach odbierani swoim rodzicom i szkoleni do walki
ze szczurami. Panowała tutaj jedna, bardzo ważna zasada.
Mieszkaniec kraju który na własne oczy zobaczył szczura, musiał
zostać stracony by zapobiec szerzeniu się nieszczęścia. Z tegoż
powodu, ćwiczenia praktyczne odbywały się na chomikach.
Zakrzewienie szczurów z wbudowaną genetycznie wieczną chcicą
było idealnym rozwiązaniem.
-Zostałem już o wszystkim poinformowany- usłyszeli za plecami
głos przedstawiciela służby pałacowej.
Spojrzeli na niego. Ich oczom ukazał się gustownie ubrany
jegomość z opaską na oczach i krępującym wąsem.
-Niestety, muszę nosić na oczach opaskę by nie narazić mojego
Pana na ewentualne zagrożenie ze strony przeklętej zarazy.
Musicie mi wybaczyć Panowie.
-Nic się nie stało, mości panie. Pokaż nam drogę byśmy mogli
raz na zawsze pozbyć się zła które nawiedziło ten dom.
-Tędy proszę.
Komentarze (5)
taka długość tekstu. Natomiast jeśli fragment go zainteresuje, wtedy z przyjemnością zajrzy do kolejnego.
Powodzenia i pozdrawiam
format tekstu (na początku myślałam, że będzie to wiersz) i brak akapitów. Na interpunkcji się nie znam, więc tu nic Ci
nie wskażę, być może zrobią to inni. Zostawiam mocne 4 : )
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania