Obraz na niebie
Gdy namaluję obraz twój na niebie, czy przyjdziesz do mnie znów.
W zimnych ścianach pokoju, na zawsze zamknięty, perlisty śmiech twój.
I tylko wtedy, kiedy śnię, twarz najukochańsza, gwiazdami się mieni.
Chcę zostać z tobą w miejscu, które w pamięci nigdy się nie zmieni.
Kamień po kamieniu, lawina wspomnień znowu się toczy.
W ciemności własnym światłem, znów lśnią twoje oczy.
Szum wiatru, wyznaniem miłości, drzew gałęzie muska.
Obłąkana, nawet w polnych makach widzę twoje usta.
Tęsknota, dłonią kościstą ramię moje pieści.
Ile jeszcze bólu mogę w sercu zmieścić.
Jesteś tak odległy, jak gdybyś był w niebie.
Patrząc w nocny bezkres, modlę się do ciebie.
Komentarze (14)
Serdeczne dzięki za odwiedziny : )
Obłąkana, nawet w polnych makach widzę twoje usta.
Te wersy można uznać za udane. Czyli coś już jest :) Pozdrawiam, Angelo :)
Szum wiatru, wyznaniem miłości, drzew gałęzie muska.
Obłąkana, nawet w polnych makach widzę twoje usta.
Nie jesteś pustą lalą jak to usilnie chciałaś mi pokazać, za tymi wersami jest wrażliwa myśląca osoba... Cudnie.
Masz rację, pierwsza zwrotka do bani, ale ni jak przyciąć nie idzie, tak by sensu nie straciło.
Tak na marginesie, pusta lalka? ja? serio?
Chciałabym być lalką choćby przez jeden dzień, ale niestety...
A tak na poważnie, dzięki : )
Pozdrawiam.
Wtedy porozmawiamy o potencjale, bo wolę prozę, ale czasu na nią za mało : /
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania