Obrona Jasnej Góry - historia prawdziwa

Fragment tekstu z niewydanej dotąd książki "Krzyż i miecz. Duchowieństwo katolickie w obronie Rzeczypospolitej".

 

W 1655 roku ojciec Augustyn Kordecki był przeorem klasztoru na Jasnej Górze. To właśnie wtedy do Wielkopolski wkroczyła armia szwedzka pod dowództwem feldmarszałka Arvida Witttenberga, zaś wkrótce po niej Pomorze i Kujawy zaatakowała armia dowodzona bezpośrednio przez szwedzkiego króla. Połączone siły w ciągu kilku miesięcy opanowały Wielkopolskę, Mazowsze i dotarły do Małopolski zajmując Kraków i inne tamtejsze miasta. Obrazu klęski dopełniła jesienna zdrada hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła, który w Kiejdanach zawarł układ z przedstawicielem króla szwedzkiego Magnusem Gabrielem De la. Czarę goryczy dokonała ucieczka Jana Kazimierza na Śląsk. Jako ostatnie zajęte zostały Lubelszczyzna oraz Prusy. Utrzymały się tylko nieliczne pruskie miasta, takie jak Elbląg, czy Gdańsk, które nie wpuściły załóg szwedzkich.

Praktycznie cała Rzeczpospolita znalazła się pod szwedzką okupacją. Ukrainę po prawej stronie Dniepru oraz dużą część Litwy dewastowały wojska rosyjskie wspierane przez kozaków Chmielnickiego, zachodnia część Wielkiego Księstwa Litewskiego stała się protektoratem szwedzkim.

Do dziś nie rozstrzygnięto definitywnie, w jaki sposób szwedzka armia licząca maksymalnie czterdzieści tysięcy żołnierzy mogła opanować w tak krótkim czasie liczące około 300 tysięcy kilometrów kwadratowych królestwo, zamieszkałe przez kilka milionów ludzi. Zwłaszcza, że Korona dysponowała znaczącą siłą zbrojną, istniała piechota łanowa, kraj dysponował dużą liczbą silnie obwarowanych miast i zamków, zbierało się pospolite ruszenie. Dobrze dowodzona armia mogła odeprzeć najazd Karola Gustawa. Przecież zaledwie kilka lat wcześniej rozgromiono liczniejsze wojska kozacko – tatarskie pod Beresteczkiem (w 1651 roku).

Przyczyn klęski było kilka. Jedną z najważniejszych było znużenie społeczeństwa wieloletnimi wojnami z Rosją i z kozakami na Ukrainie. O porażce zadecydował też brak koordynacji w dowodzeniu wojskami koronnymi, które były rozproszone na terenie całej Rzeczypospolitej. Jednak za główną przyczynę triumfu wojsk szwedzkich uważa się upadek morale i ogólną społeczną apatię, która ogarnęła nie tylko elity, ale i całe społeczeństwo. Szlachta pragnęła spokoju nawet za cenę zdrady, tym bardziej że najeźdźca gwarantował zachowanie wielu dotychczasowych swobód. Doświadczenia licznych wojen pokazują, że podobne obietnice zazwyczaj nie są dotrzymywane. Niestety do dziś nie wynaleziono leku na ludzką naiwność i łatwowierność. Już na samym początku polskie wojsko zostało zmuszone do pomocy Szwedom w podbijaniu własnej ojczyzny.

Najbardziej przerażający w tej sytuacji był fakt, że wielu obywateli Rzeczpospolitej, zaciągnęło się do szwedzkiej służby. Jedni uważali, że czynią to dla dobra Rzeczypospolitej, inni chronili przed rabunkiem własne rodziny i majątki, co ich w pewien sposób usprawiedliwia. Ale byli też tacy, które swoją służbę przy szwedzkim wojsku pełnili gorliwiej od samych Szwedów.

Przeor Augustyn Kordecki nie miał złudzeń, co do rzeczywistych intencji wroga, a w szczególności co do tego, że będzie on respektował jakiekolwiek dane wcześniej obietnice. Do agresji szwedzkiej podszedł ze stoickim spokojem, określając najazd jako sprawiedliwą karę Boską za wcześniejsze nieprawości Polaków. Już w sierpniu 1655 roku rozpoczął przygotowania do obrony klasztoru. Formalnie był do tego zobowiązany rozkazami królewskimi, wewnątrz twierdzy stacjonowała bowiem załoga wojskowa strzegąca granicy ze Śląskiem. Gdyby jednak tego nie zrobił i poddał klasztor bez walki, nikt w ówczesnej sytuacji nie robiłby mu z tego powodu wyrzutów.

Jakimi więc motywami się kierował podejmując decyzję o obronie? Czy chodziło mu jedynie o ocalenie dóbr materialnych? Z całą pewnością decyzję o obronie nie podjął powodowany troską o zgromadzone w klasztorze dobra. Te bowiem już latem wywieziono bądź to na Śląsk, bądź ukryto w okolicznych lasach. Na Śląsk , do Mochowa lub Głogówka, trafił też słynący cudami obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, na miejscu którego zawisła doskonale wykonana kopia. Wojska Karola Gustawa nie znalazłyby więc w klasztorze żadnych skarbów, na które liczyły.

Już latem 1655 roku wiadomo było, że wojska szwedzkie nie respektują gwarancji swojego króla, rabują nie tylko pieniądze, ale i sprzęt sakralny, niszczą i profanują obiekty kościelny, zabijają tych, którzy stawiają opór. Augustynowi Kordeckiemu chodziło więc przede wszystkim o obronę świętego miejsca przed sprofanowaniem.

Klasztor ojców paulinów w Częstochowie już od dłuższego czasu był miejscem warownym. Z inicjatywy króla Zygmunta III Wazy w 1616 roku otoczony został murami. Za panowania Władysława IV Wazy i Jana Kazimierza rozbudowano fortyfikacje, czyniąc obiekt zdolnym do długotrwałej obrony. Ponieważ dotychczasowe zabezpieczenia były niewystarczające, a sprzęt wojskowy przestarzały z początkiem września 1655 roku ojciec Augustyn Kordecki udał się do Krakowa w celu zdobycia dodatkowego wyposażenia wojskowego do obrony. Misja ta nie udała się, ponieważ Kraków obległy wojska szwedzkie. Ojciec Kordecki zwrócił się więc o pomoc do paulinów ze Śląska, którzy spieniężając na te cele naczynia liturgiczne i cenne wota zakupili nowoczesną broń, dodatkowe armaty, proch i amunicję.

Przeor nie zaniedbywał też działań dyplomatycznych. Sondował zamiary wyższych dowódców szwedzkich odnośnie klasztoru wysyłając posłów do rezydującego w Krakowie feldmarszałka Arvida Wittenberga. Zwracał się też o pomoc wojskową do przebywających na Śląsku Jana Kazimierza i Stefana Czarnieckiego. Mimo, że sytuacja była pozornie beznadziejna z różnych części kraju docierały informacje o trwających walkach partyzanckich i buntach mieszczan i chłopów.

Załogę częstochowskiego klasztoru stanowili zawodowi żołnierze w liczbie stu sześćdziesięciu, szlachta, która schroniła się wraz z rodzinami oraz mnisi, łącznie około 300 osób. Obrońcy dysponowali zapasami żywności wystarczającymi do przetrwania kilkumiesięcznego oblężenia.

Obawy co do szwedzkiego ataku zmaterializowały się już na początku listopada, kiedy to pod murami pojawił się oddział dowodzony przez szwedzkiego najemnika, spolonizowanego Czecha Jana Wejharda. Człowiek ów, prowadzący przed wojną w Polsce rozmaite niezbyt udane interesy, znany był wcześniej paulinom, jako donator klasztoru. Tym większe zdziwienie musiał budzić fakt, że teraz pełnił rolę szwedzkiego emisariusza, żądającego poddania. Wejhard posługując się obietnicami i groźbami zażądał wpuszczenia załogi szwedzkiej. Zrażony odmową zniszczył okoliczne folwarki.

18 listopada pod twierdzę przybył z Wielkopolski zasłużony już wówczas dowódca, uczestnik licznych kampanii, w tym wojny trzydziestoletniej generał Burchard Müller. Müller uzasadniał swoją misję królewskimi rozkazami. Zakonnikom gwarantował bezpieczeństwo i swobodę praktyk religijnych. W razie odmowy poddania klasztoru groził jego zniszczeniem.

Przebieg czterdziestodniowego oblężenia znany jest Polakom z „Potopu” Henryka Sienkiewicza i jego kinowej wersji w reżyserii Jerzego Hofmana. W rzeczywistości walki były często przerywane okresami negocjacji i zawieszenia broni. Augustyn Kordecki prowadził grę na czas, liczył bowiem na znużenie oblegających oraz na pomoc zewnętrzną. Negocjacje umożliwiały obrońcom klasztoru naprawę uszkodzeń oraz odpoczynek.

Odmawiając poddania powoływał się przede wszystkim na względy proceduralne oraz zasadę legalizmu prawnego władzy, według której jedynym prawowitym władcą Polski wybranym w wolnej elekcji i zaprzysiężonym przez prymasa był nadal Jan Kazimierz. Kordecki odwoływał się również do osobistych gwarancji króla szwedzkiego, który zapewniał miejscom kultu całkowite bezpieczeństwo. Dowództwo nad żołnierzami sprawował Piotr Czarniecki, brat hetmana Stefana Czarnieckiego.

Generał Müller nie posiadał dostatecznej liczby wojska zdolnego do natychmiastowego zdobycia twierdzy, ani wystarczająco skutecznego sprzętu oblężniczego. Tego pata nie rozwiązały też sprowadzone z Krakowa dodatkowe działa większego kalibru. Nie udało się również wykonanie podkopu, bowiem skały pod klasztorem okazały się wyjątkowo odporne. Obrońcom sprzyjało też szczęście, jedno z ciężkich dział pękło z powodu przegrzania, a dwa zagwoździli sami obrońcy. Szacuje się, że w szczytowym momencie wojska szwedzkie liczyły około trzech tysięcy żołnierzy.

Szwedzi za wszelką cenę chcieli podkopać morale obrońców. Groźbami i obietnicami próbowali zniechęcić do dalszego oporu. Naturalny w warunkach oblężenia defetyzm i zniechęcenie dotknęły części polskiej załogi, w możliwość skutecznej obrony zaczęli powątpiewać sami zakonnicy. To tylko dzięki wyjątkowej sile woli ojca Augustyna Kordeckiego, udało się przełamać te niekorzystne nastroje i natchnąć obrońców wiarą, że walczą za słuszną sprawę. Dzięki jego perswazjom i godnemu zachowaniu polska załoga wykazała się wyjątkową wytrwałością i odpornością zarówno na szwedzki ostrzał jak i propagandę. I choć zdarzyły się próby otwartego buntu, to szybko je zażegnywano.

Nie osiągnąwszy zamierzonego celu, generał Müller zakończył oblężenie dzień po świętach Bożego Narodzenia 27 grudnia 1655 roku. Zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później klasztor otrzyma wsparcie militarne. I rzeczywiście tak się stało, pod Częstochowę nadciągnął duży oddział polskiego wojska, ale stało się to już po zakończeniu oblężenia.

Odstąpienie wojsk szwedzkich spod Częstochowy nie gwarantowało bezpieczeństwa, więc załoga nadal utrzymywana była w stanie pełnej gotowości. W okolicy nadal stacjonowały oddziały nieprzyjaciela, które jeszcze kilkukrotnie próbowały opanować klasztor.

Jak wszyscy wiedzą, obrona Jasnej Góry przyniosła psychologiczny przełom w wojnie polsko – szwedzkiej i od tej pory to Szwedzi rozpoczęli stopniowy odwrót. Obaliła też mit o niezwyciężonej armii szwedzkiej. Walki na całym terytorium Rzeczypospolitej trwały jeszcze cztery lata.

Ojciec Augustyn Kordecki żył jeszcze przez kilkanaście lat od wygnania z Polski Szwedów. Zmarł wśród swoich braci podczas wizytacji zamiejscowego klasztoru 20 marca 1673 roku. Pełnił wówczas rolę prowincjała. Jego ciało sprowadzono do Częstochowy.

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (20)

  • Skoiastel 4 miesiące temu
    Czy ta książka będzie z gatunku dokumentalnych? Albo vademecum do historii dla zaawansowanych? :D czy jest w niej chociaż jedna scena?
  • Morus 4 miesiące temu
    Książka będzie zawierać zbiór biografii księży katolickich, którzy walczyli o niepodległość Rzeczypospolitej z bronią w ręku, bądź jako dowódcy.
  • Skoiastel 4 miesiące temu
    Morus ale czy to będzie opisane sceną, czy w książce będą dialogi? Bo na razie to nie jest książka. To akapity ekspozycji wyglądającej jak rozprawka.
  • Morus 4 miesiące temu
    Skoiastel, to nie będzie książka z fabułą, ale książka o charakterze historycznym, zbiór biografii osób duchownych, takich jak Antoni Mackiewicz, Stanisław Brzóska, Agrypin Konarski i temu podobni, którzy nawet wbrew kościelnym zakazom i suspensom podejmowali udział z bronią w ręku w walkach, ze szczególnym uwzględnieniem ich dokonań w okresie działań militarnych. Z moimi ocenami ich działań i postaw.
  • Skoiastel 4 miesiące temu
    Morus, a ok. :) chciałam się upewnić, bo jak na książkę fabularną, to jednak fragment, którzy podałeś na portal rozrywkowy o pisaniu, mógłby być bardziej rozrywkowy. To, co zaprezentowałeś, wygląda właśnie jak fragment eseju historycznego. Na przykład ja, jako osoba zupełnie niezainteresowana tematem, po kilku akapitach zmęczyłam się, bo zawiewało nudą i nigdy nie wróciłabym do lektury. Ale przyjmuję, że po prostu nie jestem targetem.
  • Morus 4 miesiące temu
    Książka ma formę monografii na określony temat. Owszem, ja chętnie czytam takie monografie historyczne i bardzo je lubię. Chyba z tego względu, że lubię historię, przypominając sobie ulubioną maksymę Piłsudskiego "Naród, który nie zna własnej historii, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie jest wart przyszłości". Oczywiście zafiksowanie na samej historii jest tak samo złe według mnie, jak czym innym. Historię, podobnie jak matematykę, fizykę, chemię powinniśmy znać i tyle. Nie trzeba chyba tego jakoś szczególnie uzasadniać, bo to dla mnie aksjomat.
  • Morus 4 miesiące temu
    Skoiastel tu, jak może zauważyłeś, jest parę moich osobistych uwag i opinii na temat zdrajców wysługujących się Szwedom, ich motywacji, często bardzo racjonalnych. Nie jest więc to tylko suchy tekst. Sam fakt, że spolonizowany Czech, żyjący w Rzeczypospolitej od lat, w dodatku donator klasztoru, pod wpływem okoliczności zmienia się w szwedzkiego podłego najemnika. Życiorysy takich postaci znakomicie pokazują jak paskudne bywają ludzkie charaktery i jak człowiek potrafi w sobie zracjonalizować zło.
  • Skoiastel 4 miesiące temu
    Mnie bardziej chodziło o niezainteresowanie szczegółami obrony Jasnej Góry, nie, że ogólne nie interesuje mnie historia. Po prostu zastanawiałam się, czy pod tytułem kryje się sceniczna powieść dot. historii (wtedy zainteresowałaby mnie bardziej, bo takie czytam częściej), czy właśnie rozprawa i stąd moje pytanie. ;) niemniej powodzenia!
  • Morus 4 miesiące temu
    Skoiastel wkeliłem ten fragment, żeby pokazać, jak bardzo odbiega opis literacki Sienkiewicza, od faktów. Sienkiewicz przedstawia Kordeckiego jako oderwanego od ziemi nierealistycznego niezdarę, który nie wie, gdzie żyje. Tymczasem od samego początku to on był mózgiem całej obrony, a przygotowywał się do niej dużo wcześniej. Oby wszyscy Polacy byli takimi pragmatykami. Mógł spokojnie poddać zamek i nikt by mu wyrzutów wówczas nie czynił, bo tak robili prawie wszyscy, a mimo wszystko tego nie zrobił. To jest ciekawe w historii, że znajdują się tacy ludzie, którzy zmieniają jej bieg, mimo że wszystkim się wydaje, że zapadle procesy dziejowe są nieodwołalne i ostateczne. Tak jak teraz niektórym z Unią Europejską, która zaczyna nami pomiatać jak kiedyś Szwedzi. Wówczas też szlachta masowo uwierzyła w obietnice szwedzkiego króla, tak jak dziś wierzy się w świetlaną przyszłość obiecaną przez EU.
  • SwanSong 4 miesiące temu
    Morus
    Czyli twoje subiektywne pierdoły ukryte pod płaszczykiem historii interpretowanej dla potwierdzenia własnej tezy. Ale spokojnie! Oszołomy z rada maryja kupią.
  • Morus 4 miesiące temu
    Podane są fakty i wnioski na ich podstawie bardzo logiczne, więc nie bój żaby. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.
  • SwanSong 4 miesiące temu
    Morus
    Nie dyskutuję z faktami, tylko z ich twoją interpretacją.
  • Morus 4 miesiące temu
    SwanSong konkretnie jaką?
  • Skoiastel 4 miesiące temu
    Morus najlepiej po prostu zaprezentować źródła. Jeśli powołujesz się na fakty i planujesz coś kiedyś z tym tekstem zrobić, na końcu przydałaby się bibliografia źródeł + aneks oraz przypisy. W tym, co wkleiłaś, nie ma żadnego przypisu, dlatego nie dziw się, że ktoś może nie uwierzyć ci na słowo. Nie zdziw się też, jak żaden wydawca nie będzie chciał poświęcić twojej pracy nawet 10 minut.
  • Abbie Faria 4 miesiące temu
    Może to nie jest związane z Jasną Górą , polecam program "Spór o historię - Potop szwedzki" . Wypowiadają się profesorowie.
  • Morus 4 miesiące temu
    Skoiastel no ja tak właśnie robię, zawsze gdy wydają książkę. Wydałem już kilka i opublikowałem prawie dwieście tekstów publicystycznych, historycznych, monograficznych i popularno - naukowych w wielu gazetach, więc nie mam z tym problemu. Tutaj wkleiłem jedynie maleńki fragmencik z jednego z rozdziałów. Zresztą zauważ, że przedpiśca nie odniósł się do żadnego konkretnego problemu, więc raczej nie chodzi mu coś konkretnego
    A powyższy tekst traktuj raczej jako tekst publicystyczny, napisany przeze mnie, a nie ściągnięty z jakichś źródeł. Rzecz oczywista, że przy pisaniu trzeba sprawdzić nazwiska, daty, bo mało kto ma tak fenomenalną pamięć, żeby napisać w pełni z głowy. Rocznie zajmuję się kilkudziesięcioma tematami, więc czasem trzeba się posiłkować literaturą z konieczności. Po to właśnie jest. W każdym razie zaskoczyło mnie, gdy przeglądałem literaturę, że fakt obrony Częstochowy został przedstawiony przez Sienkiewicza nieco bardziej dramatycznie, niż było naprawdę.
  • Morus 4 miesiące temu
    Abbie Faria, dziękuję, ale to chyba bardziej ogólnie, o całym kontekście tej wojny. Niby wszystko o tym wiadomo, a historycy wciąż się spierają o interpretacje. Z przyjemnością bym obejrzał, jakbym miał link.
  • Abbie Faria 4 miesiące temu
    Morus Jest na youtube pod innym tytułem, ale nie podam linka, bo mnie TVP będzie ścigać:)
  • Abbie Faria 4 miesiące temu
    Morus PS. Znalazłem drugi program, "Spór o historię Polska po potopie szwedzkim" tym razem na stronach tvp.
    https://vod.tvp.pl/video/spor-o-historie,polska-po-potopie-szwedzkim,42697025
  • Morus 4 miesiące temu
    Abbie Faria dziękuję, obejrzę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania