Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Odwróceni - rozdział I - Mafia pruszkowska

(Inspirowane serialem pod tym samym tytułem)

 

Był to niczym niewyróżniający się październikowy poranek 1999 roku. Miętus, jak każdego dnia, udał się do kuchni w swoim niewielkim mieszkanku w Gdyni celem przyrządzenia latte. Przeszkodził mu jednak dzwonek do drzwi. Poddenerwowany Miętus poszedł otworzyć. Ujrzał czterech umięśnionych mężczyzn w skórach i ciemnych okularach.

- Czas na wycieczkę, mój drogi... - uśmiechnął się nieco chudszy dwudziestoparolatek, najprawdopodobniej szef, zanim zapakowali Miętusa do samochodu.

 

Około pół godziny później bagażnik znów został otwarty. Ewidentnie byli w środku lasu. Jeden z porywaczy wręczył Miętusowi szpadel.

- Do roboty.

W czasie, gdy Miętus kopał dół, mężczyźni obserwowali, śmiejąc się i racząc kiełbasą oraz wódką. Gdy dół był już wystarczająco głęboki, szef bandytów wymownym gestem kazał wejść uprowadzonemu do środka. Następnie podszedł, przeładował berettę i wycelował. Miętus zamknął oczy. Usłyszał strzał. Jednak po chwili mógł znowu otworzyć oczy.

 

- Hehehe, ale się obszczał! - szef wybuchnął śmiechem. - Serio myślałeś, że chcemy cię odjebać? Nic ci się nie stanie, ale pod jednym warunkiem. Wiemy, że ty i twoje wafle podpieprzacie fury na naszym terenie i sprzedajecie szkopom. Chcemy mieć połowę zysków. Rozumiemy się? No, a teraz zjeżdżaj. Pablo cię odwiezie.

Chwilę później zabrzęczał telefon szefa.

 

- Sproket, gdzie ty do cholery jesteś? - rozległ się głos ze słuchawki.

- Musiałem dopilnować interesów w Gdyni.

- Pamiętasz o spotkaniu?

- Oczywiście. Wieczorem będę w Warszawce. Nara.

 

Tymczasem w budynku Komendy Głównej Policji nadkomisarz Paweł Sikora, pseudonim Majami, udał się do gabinetu generała Adama Potockiego.

- Proszę siadać. Sytuacja jest dość poważna. Herbaty? - spytał współtwórca CBŚ.

- A, dziękuję, generale. Przepraszam, ale musi się pan streszczać. Muszę na cito wracać na służbę...

- Rozumiem, nie będę robił godzinnego wykładu. A więc do rzeczy. Jesteśmy niemal pewni, że za zamachem na generała Papałę stoją pruszkowscy. Zadali nam spory cios, dlatego teraz my odwdzięczymy się im tym samym. Mafia zbyt długo już sobie pogrywa. Pora skończyć ten cyrk.

- A na czym będzie polegać moje zadanie?

- Zwerbujesz jednego z ich poruczników do współpracy, a on wyda nam zarząd. Mam pewną propozycję - Potocki wyjął z szafki biurka kartotekę. - Proszę sobie to przejrzeć.

- Władysław Różycki... pseudonim Kiełbasa...

- Jeden z najbardziej zaufanych ludzi Pershinga. Lekko pierdolnięty, ale myślę, że da pan mu radę.

- W takim razie ryzykuję życiem. Czy będę coś z tego miał? - Majami spojrzał na generała przenikliwie.

- Zostanie pan awansowany na podinspektora, co naturalnie uczyni pana jednym z kandydatów na szefa stołecznej dochodzeniówki, gdy Feliniak przejdzie na emeryturę. Jednakże to wszystko, niech nie liczy pan na medal od ministra, orkiestrę i fajerwerki. Sam pan rozumie, że to mogłoby zwrócić niechcianą uwagę.

- A zemsta mafii to coś, czego lepiej uniknąć. - dodał Sikora.

- Naturalnie. A więc, jaka jest pańska decyzja?

- Przepraszam, ale.. będę musiał to jeszcze mocno przemyśleć.

 

Kilkanaście kilometrów dalej, po zapadnięciu zmroku, odbyło się niecodzienne spotkanie. Do Sproketa podszedł brodaty mężczyzna koło czterdziestki, ubrany w drogi, biały garnitur.

 

- Pamiętaj... Pershing nie znosi braku pokory, więc... po prostu kurwa bądź dla niego grzeczny - uśmiechnął się Jan Blachowski, szerzej znany jako Masa.

- Jasne! - odparł Sproket.

- No dobra, chodźmy, bo zaraz siódma.

Obaj gangsterzy weszli powolnym krokiem do baru Kaskada, gdzie jak zwykle o tej porze panował gwar. Wymijając tłum ludzi, dotarli do stolika czołowych postaci mafii pruszkowskiej.

- No, wyjątkowo punktualnie, Masa - rzucił kąśliwie Pershing. - A więc to twój chłopak?

- Tak. Z chęcią przedstawię wam Sproketa. Sproket, oto Pershing, szef. Parasol, jego prawa ręka, kapitan naszej grupy i właściciel tego szanownego przybytku...

- No, może bez wazeliny? - burknął Parasol, poprawiając mankiety. Ubrany był elegancko, podobnie jak reszta, choć twarz miał przeciętnego buraka.

- ... Wańka, Słowik, Kiełbasa i Carrington.

Sproket podał każdemu po kolei rękę.

- Czym do tej pory się zajmowałeś? - spytał Parasol.

- Działałem trochę w Trójmieście i...

- Jakieś osiągniecie, którym możesz się pochwalić? - spytał Słowik, poprawiając okulary.

- Słowik to się może pochwalić mieszkaniem obwieszonym obrazami Blake'a - mruknął Carrington.

- Rozjebałem ferrari Nikosia dwa lata temu.

- Mhm... - mruknął Pershing.

- Czy... czy zostanę porucznikiem Pruszkowa? - spytał z nadzieją Sproket.

- Porucznikiem? Nie sądzę... może co najwyżej sierżantem.

Kiełbasa roześmiał się.

- No, szef jak coś powie, to nie ma chuja we wsi!

Pershing uśmiechnął się.

- No, a może teraz coś wrzucicie z nami na ząb?

Masa westchnął i poklepał Sproketa po ramieniu, po czym zasiedli do stołu.

 

Po ciężkim dniu Majami wrócił do swojego niewielkiego mieszkania na Pradze Południe. Już przy progu podeszła do niego żona, Joanna. Sikora wyczuł, że coś jest nie tak.

- Powiedzieli mi, że nie mam zdolności kredytowej... nie dostałam tych pieniędzy. Mówiłam ci, że to nie był dobry pomysł...

- A jak inaczej chciałabyś opłacić rehabilitację dla Piotrka?

- Cholera...nie wiem... myślałam, że... - usiadła i schowała twarz w dłoniach. Sikora usiał przy niej i delikatnie objął.

- Spokojnie, rozmawiałem dzisiaj z generałem. Mam możliwość awansu. Chociaż... to właściwie na granicy samobójstwa.

- Mam syna na wózku, a miałabym jeszcze stracić ciebie? - spojrzała na Majamiego ze łzami w oczach.

- Nie ma innego wyjścia. Sama widzisz.

 

- Cześć! - Kiełbasa pożegnał się z zaprzyjaźnionym właścicielem zakładu fryzjerskiego z Wawra, po czym ruszył w swoją stronę. Po chwili podjechało do niego srebrne renault. W środku siedziało dwóch mężczyzn, którzy pokazali mu policyjne odznaki.

 

- Paweł Sikora i Robert Gazda, komenda stołeczna.

- Ładny dzisiaj dzień, prawda, panowie oficerowie? - uśmiechnął się Różycki.

- Do środka - warknął Gazda.

Kiełbasa otworzył drzwiczki i usiadł na tylnym siedzeniu.

- Przepraszam, panowie... trochę wciągnąłem białego... i no wiecie, mogę nie kontaktować...

- Za posiadanie prochów można wyłapać trzy lata. Chociaż z drugiej strony, to chyba jedno z lżejszych twoich wybryków, prawda, Kiełbasa? Przecież wy chcieliście swojego człowieka do rządu wprowadzić - odparł Majami.

- Czego wy kurwa chcecie? - spytał zniecierpliwiony gangster.

- Możesz ochronić siebie i swoją ukochaną, Laurę. Ale musisz współpracować - powiedział Gazda. - Sprzedasz nam brudy na Pershinga i resztę tej bandy, a my obejmiemy cię programem ochrony świadków.

- Wiecie co? Chuj wam między oczy - Kiełbasa wyszedł, trzaskając drzwiami.

- I co teraz? - spytał Gazda.

Majami milczał. Nagle rozległo się brzęczenie jego nokii.

- Tak, Lidka?

- Dzwoniłeś rano.

- Tak, chciałem się dowiedzieć, dlaczego ciebie nie ma w szkole.

- Sorry, wyszłam z Radkiem do Promenady i tak wyszło, że...

- Ty chyba żartujesz, dziewczyno? Znowu spotykasz się z jakimiś fajfusami z prywatnych liceów zamiast chodzić do własnej szkoły? Przecież... to jest twoja przyszłość! Nie rozumiesz tego?

- Wiesz co? Nie chce mi się z tobą gadać, tato.

Lidka rozłączyła się.

- Okres buntu, co? - uśmiechnął się Gazda.

- Aaa, szkoda gadać. A właśnie, muszę jeszcze odebrać Piotrka. Przekażesz mój raport staremu?

- Jasne.

 

Kilka godzin później w klubie Kaskada w Brwinowie odbywała się uroczystość z okazji urodzin Wańki. Zjechał się cały zarząd Pruszkowa oraz większość podległych ludzi. Towarzyszyły im najlepsze striptizerki, luksusowe wino i szampan, muzyka techno.

Masa, który miał dzisiaj pracowity dzień, znów przyjechał na końcu. Impreza już trwała. Z głośników leciał Dr. Alban, Blachowski dostrzegł tańczącego na parkiecie Pershinga. Nieopodal jubilat rozmawiał z Kiełbasą.

- ... normalnie w biały dzień podjechali i mówią, że mam wejść do auta. Ja się pytam o co chodzi, a oni, że mam się wjebać w koronkę.

Wańka pokiwał głową. Masa podszedł do nich.

- Cześć. Jak leci? Widzę, że impreza wre.

- Ta, ale zastanawia mnie ta sytuacja... psy śledzą Kiełbasę...obawiam się, że któryś z naszych mógł sypnąć... - odparł Wańka.

- Może pokażemy im trochę sałaty i przekonamy, żeby przeszli na naszą stronę? - zaproponował Masa.

- Nie wiem, czy to wyjdzie, Janek... - odparł Kiełbasa. - Dooobra, nie zawracajmy sobie tym dupy. W końcu nasz przyjaciel ma dzisiaj urodziny. Sto lat kurwa i chodźmy do stolika, bo reszta czeka.

Podeszli trochę dalej, gdzie w towarzystwie paru prostytutek siedzieli Parasol, Carrington i Słowik.

 

- Witam. Ciekawy wieczór się zapowiada, nie? - powiedział Kiełbasa.

- Nie chwal dnia przed zachodem słońca. Nie znamy wyroków boskich - odparł Słowik, kładąc rękę na ramieniu dziewczyny.

- A ty znów ten swój religijny bełkocik, Andrzej? Byś dał sobie kurwa raz spokój. Może ty na Jasną Górę popierdalaj, a nie siedzisz tu z nami na baletach?

- Spokojnie - roześmiany Masa szturchnął towarzysza. - Słowik też się z nami bawi.

Po chwili podeszła do nich kelnerka.

- Dzień dobry...

- Jeszcze raz carską i jakąś dobrą wędzoną kiełbasę - zamówił Parasol.

- Naturalnie chodzi o kiełbasę sensu stricto, a nie kolegę - mrugnął Masa do kelnerki, a ona uśmiechnęła się do niego, po czym odeszła.

Wtem światła w całym klubie zgasły.

- Oho, jakiś pokaz specjalny? - zastanawiał się Carrington.

Reflektory umieszczone na suficie skierowały się na Sproketa, który wyszedł na parkiet. Miał na sobie różowe stringi oraz pomalowane czerwoną szminką usta.

 

- Dobry wieczór. Witam cipki i witam fiuty. Dzisiaj obchodzimy dzień szczególny. Nasz przyjaciel, Ryszard Nowak, kończy dziś czterdzieści trzy wiosny. Proszę o gromkie brawa.

Rozległo się klaskanie, a szczęśliwy Wańka kłaniał się.

- Zacznijmy od małej anegdotki na dobry humor. Rozmawiałem dzisiaj rano z moim kumplem. Mówi mi, że chciałby kupić sobie sztuczną pochwę. Dlaczego, spytacie? Ponieważ to jebana stuleja i impotent i podejrzewam, że nawet jakby dziewczyna przy samej twarzy machała mu dupą, chuj by nie stanął. Więc chce się onanizować. Okej. Ale wtedy ja mu podaję lepszy pomysł. Zamiast narażać się na wydatki i krzywe miny bliskich, wydrąż sobie nożem otwór w pomarańczy i tam wkładaj ptaka. Doznania z marszczeniem freda takie same, a z nie wydajesz nic. No dobra, to tak na początek. A teraz pora na piosenkę. Nawet mój serdeczny kumpel Masa nie zna mojego talentu wokalnego, mam nadzieję, że tego nie spierdolę.

 

Moja mama jest dobra, mój ojciec jest święty,

no czemu jestem, czemu, czemu jestem pierdolnięty,

moja siostra jest mądra, mój brat spedalony,

skąd mam to kurwa wiedzieć czemu jestem pokurwiony,

pan psycholog, poszedł się kurwa leczyć,

kolo nie udźwignął lotu zachwycania małych dzieci

pan psychiatra, udał się do egzorcysty

jego matka wałkowała piski, zyski i wytryski

proboszcz siedzi, po tym jak wpadłem do spowiedzi

na psy dzwonią sąsiedzi, ktoś im w komin pierdzi

każe mnie kurwa śledzić, pierdolony Greenpeace,

bo wyszło na jaw, że obracam tłuste świnki,

więc jeśli przestanę odpierdalać,

przypomnij mi, żebym ogolił sobie jaja

niech skurczy mi się faja i dupa mi się zmarszczy,

jak znormalnieje kurwa, zacznę się martwić

Dlaczego jestem zjebem? Dlaczego jestem, nie wiem

Lecz tego jestem pewien, tego jestem pewien!

Dlaczego jestem zjebem? Dlaczego jestem, nie wiem

Lecz tego jestem pewien, tego jestem pewien!

 

Po piosence rozległy się ponownie gromkie brawa. Gdy znów zapaliły się światła, Parasol położył przed Wańką niewielki pakunek.

 

- To dla ciebie, Rysiu. Jesteśmy legendami gitowców Polski ludowej. Niech nas kurwa zapamiętają.

- I za chuj z nimi! - roześmiał się Wańka, po czym rozpakował prezent. - O KURWA!

W środku znajdował się mały piesek, york. Wańka i Parasol roześmiali się.

- Eeee, trochę do krowy podobny ten pies - ocenił Carrington.

- Te, wiesz co? Masz rację! - odparł Wańka i razem wybuchnęli śmiechem. Wtedy ni stąd ni zowąd Nowak podniósł ze stołu nóż i wbił go z całej siły Carringtonowi w oko. - Teraz, kurwo, nauczysz się trzymać język za zębami.

- Co ty właśnie... - Słowik patrzył to na trupa, to na Wańkę.

- Nie będzie mi taka szmata zatruwać życia, rozumiesz? - warknął Nowak.

- A co, jeśli Pershsing... - zaczął Kiełbasa.

- Pershingowi chuj do tego, zresztą też za nim nie przepadał. Dobra, gdzie ta wóda?

 

Masa nie pamiętał reszty wieczoru. Był tak pijany, że czuł, jakby w każdej chwili mógł zejść z tego świata. Co jakiś czas doznawał tylko rozmazanych, krótkich migawek. Słyszał wrzaski, przekleństwa, łamane stoły. Między podwładnymi gangsterów doszło do ostrej bójki. Jednak sam Masa nie mógł nawet poruszyć palcem. W pewnym momencie ujrzał Sproketa, goniącego jednego z chłopaków z kijem do baseballa.

- Ja ci kurwa dam dziewcynkę! Ja ci kurwa dam dziewcynkę! Zrobię ci magiel z mordy! - wrzeszczał.

W jednej z kolejnych migawek Masa widział Wańkę i Parasola, rozrywających spódniczkę kelnerki, która ich obsługiwała. Potem tylko ciemność.

Blachowskiego obudziło nocne zimno. Leżał w kałuży własnych wymiotów na trawniku przed Kaskadą. Wstał, choć nogi miał jak z waty. Nie był w stanie utrzymać równowagi i upadłby, jednak ktoś go przytrzymał.

- Uważaj, chłopie. Przesadziłeś z procentami. Podobnie jak te karki, najebane turboptysiem, urządziły niemałą rozróbę. Parę osób nie żyje, rano pewnie przyjadą psy.

Był to głos Parasola.

- Zgwałciliście... widziałem...

- Co widziałeś? - Parasol puścił Masę, a ten wyrżnął głową o chodnik, łamiąc sobie nos. - Nie codziennie są urodziny. Mamy prawo do małych przyjemności. A jeśli przyjdzie ci do tego tępego łba, żeby pomścić jakąś przypadkową sukę z klubu, nieciekawie skończysz. Rozumiemy się, Janek?

 

Sproket wszedł z impetem do mieszkania.

 

- Cześć, babciu! - zawołał.

- Arek, gdzieś ty był, łobuzie jeden? - spytała przykryta kocem babcia z drugiego pokoju, gdy Sproket ściągał buty.

- Byłem z kolegami na rybach. Śpij spokojnie - poprawił jej koc. - A teraz przepraszam, ktoś dzwoni.

Sproket odebrał telefon.

- No i gdzie ty, kurwa jesteś? - usłyszał w słuchawce głos Pershinga.

- Szefie... nie tak głośno... moja babcia jest obok.

- A co mnie obchodzi jakaś jebana starucha? Pytałem, gdzie jesteś.

- Wróciłem już do domu.

- No to dobrze, wszystkie chłopaki też się pokitrali. Godzinę temu psiarnia zrobiła nalot na Kaskadę, niedługo pewnie będą na pierwszych stronach pisać o wielkiej imprezie Pruszkowa. Miejmy nadzieję, że żadne większe gówno z tego nie wyniknie. Przedzwonię jeszcze do senatora. Do usłyszenia.

Małgorzata Dąb otworzyła oczy. Była podłączona do kroplówki, obok jej łóżka siedziało dwóch policjantów.

- Czego chcecie...? - jęknęła.

- Kto ci to zrobił? - spytał Majami.

- Nie będę...

Gazda prychnął.

- Mówiąc, pomożesz sobie i nam.

- Pruszkowscy - powiedziała po chwili milczenia.

- Którzy konkretnie?

- Parasol i Wańka... Masa... Masa wszystkiemu się przyglądał.

Po rozmowie z kelnerką Sikora i Gazda wyszli na korytarz.

- I co o tym myślisz? - spytał partner Majamiego.

- Znamy parę ciekawych faktów, więc możemy się któremuś z nich dobrać do dupy. Jednak Parasol jest drugi po Pershingu, odpada. Wańka też raczej nie pójdzie na uchola. Więc zostaje...

- Masa - dodał Gazda.

 

KONIEC I ROZDZIAŁU

Średnia ocena: 2.8  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (13)

  • Ellie Victoriano 7 miesięcy temu
    Plagiat serialu...
  • Ellie Victoriano 7 miesięcy temu
    I to słaby plagiat...
  • Targówek 7 miesięcy temu
    Raczej luźna adaptacja.
  • Targówek 7 miesięcy temu
    i co konkretnie jest tu słabego?
  • Ellie Victoriano 7 miesięcy temu
    Co prawda nie znam się na prawie, ale z tego, co się orientuje, do adaptowania czyjegoś dzieła trzeba mieć wykupione prawa autorskie czy coś w tym stylu. Rozumiem, że je wykupiłeś? I gdzie jakaś informacja, że to na podstawie serialu?

    Wiele rzeczy... Lecisz z akcją jak z karabinu, żadna postać niczym się nie wyróżnia i wrzucasz tyle postaci na raz, że przez to wszystko nawet nie wiadomo, kto jest kim i ile postaci jest w danym fragmencie.
  • Mess 7 miesięcy temu
    Targówek serial był ok. Pomysł by opisać serial jako opowiadanie, raczej średni...moze jakbyś opisywał jakieś rzeczy, których nie było w serialu zrobił coś po swojemu dodał jakieś wątki byłoby ok. Ale to dopiero początek więc poczekam dalej.
    Co do tej części:
    -Chaos
    -Brak większych opisów danej sytuacji. Opisy w opowiadaniach są ważne pozwalają lepiej skupić się na danej sytuacji,miejscu itp.
    - trochę za szybko skaczesz z akcji na akcje można się trochę pogubić.
    Ale jak pisałem to początek liczę, że dalej będzie lepiej
  • Mess 7 miesięcy temu
    Ellie Victoriano równie dobrze może dać, że to fanfiction i po problemie ?‍♂️
  • Ellie Victoriano 7 miesięcy temu
    Tylko że fanfiction nie opowiada historii z dzieła, tylko np. z perspektywy innej postaci, dodaje swoje wątki, przedstawia alternatywną wersję wydarzeń lub po prostu wykorzystuje świat autora, by opowiedzieć wymyśloną przez siebie historię, nawet postaci z pierwowzoru nie muszą w niej występować ??
  • Mess 7 miesięcy temu
    Ellie Victoriano i to jest powód, dla którego polecilem,by dał jakieś nowe wątki ?
  • Targówek 7 miesięcy temu
    Mess przecież taki właśnie mam zamiar,w poprzednich adaptacjach (Pitbulla i Asymetrii) było podobnie.
  • Targówek 7 miesięcy temu
    Zresztą już tutaj są pozmieniane wątki i postacie. Więcej w kolejnych rozdziałach, a więc wkrótce. Dobranoc.
  • Targówek 7 miesięcy temu
    *żadna postać niczym się nie wyróżnia *
    Jeden to wariat, drugi fałszywie religijny, trzeci gburowaty, czwarty debil etc. Nie wyróżniają się.
  • Ellie Victoriano 7 miesięcy temu
    No nie, nie wyróżniają. Jedna cecha to za mało. Jak rysowanie kilka razy tej samej osoby i zmienianie jedynie koloru oczu, a potem wołanie "patrzcie, ile różnych osób narysowałam!". No i tyle ich wciśniętych na siłę, że nie wiem, kto jest kim. Opowiadanie to nie serial, a tak je właśnie traktujesz. W serialu mogłoby to mieć sens, bo widzimy twarze postaci, tutaj nie.

    Może sprawdź sobie definicję adaptacji i fanfika?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania