Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Odwrócona perspektywa - 1. "Wypis i wyrys"

Światła klubu tańczyły jak opalizujące powidoki, a bas uderzał w skronie, rozdzierając czaszkę na dwie części niczym zimne ostrze wbijane prosto w potylicę. Było zbyt głośno. Zbyt ciasno i zbyt duszno, ale on był dokładnie tym, czego potrzebowała tej nocy. Miał ostre rysy twarzy i garnitur, który kosztował więcej niż jej roczna pensja w urzędzie.

— U mnie będzie ciszej — powiedział jej prosto do ucha, przekrzykując rozgrzany tłum. Nie zapytała o imię, a jego nie interesowało, skąd się wzięła.

W apartamencie panował mrok, delikatnie rozproszony przez uliczne światła wdzierające się przez szklaną ścianę. Oskar, który chwilę temu był dla niej tylko bezimiennym zbiorem mięśni i zapachu drogich perfum, próbował przejąć inicjatywę. Położył dłonie na jej biodrach z pewnością kogoś, kto zawsze dostaje to, czego chce. Klara nie zamierzała bezczynnie czekać. Gra wstępna była dla ludzi, którzy mają czas na sentymenty. Ona miała tylko tę noc.

Płynnym ruchem zsunęła z ramion zwiewną, letnią sukienkę. Materiał opadł na podłogę z ledwo słyszalnym szelestem. Stała przed nim w samych kusych stringach, a chłodne powietrze z klimatyzacji muskało jej jędrne piersi, uwydatniając drobne, bladoróżowe sutki. Widziała, jak jego wzrok ciemnieje.

Mężczyzna przycisnął ją do ściany w sypialni, naznaczając skórę namiętnymi pocałunkami. Spragnione usta błądziły po jej szyi, powoli schodząc na dekolt, jakby znaczyły terytorium. Był samcem alfa, chciał dominować, prowadzić tę grę. Klara poczuła na plecach jego szorstkie dłonie, ale to było za mało. Za wolno.

Zniecierpliwiona wplotła palce w jego ciemne, gęste włosy. Szarpnęła mocno, zmuszając go do spojrzenia jej w oczy, a potem zdecydowanym ruchem ściągnęła go na dół. Zsunęła bieliznę, uwalniając się z ostatnich więzów wstydu. Przysunęła jego twarz prosto do swojego łona, rozchylając uda.

Nie było miejsca na rozmowę. Był tylko instynkt, zapach pożądania i duszna atmosfera pokoju, w którym Klara Czarnecka była żywiołem nie do okiełznania.

 

Poniedziałkowy poranek w Urzędzie Miasta smakował gorzką, tanią kawą i kurzem osiadłym na stertach akt. Tutaj czas nie płynął – on grzązł w pożółkłej wykładzinie PCV i meblach, które ostatni powiew nowoczesności widziały w ubiegłym stuleciu. Biurka z laminatu o barwie „olcha” pamiętały jeszcze czasy, gdy stabilizacja nie była mitem, a obietnicą, której nikt nie śmiał kwestionować.

Klara poprawiła na sobie luźną, aksamitną bluzkę. Jej ciało wciąż pulsowało rytmem sobotniej nocy, ale twarz była już maską – profesjonalną, urzędową i nieprzeniknioną. W pokoju panowała cisza, przerywana mechanicznym odgłosem stukających klawiszy i sporadycznym kliknięciem myszy. Nowe pracownice, rotujące tu średnio co pół roku, siedziały wpatrzone w monitory, posłusznie wypełniając tabelki bez cienia refleksji. Były jak tryby w maszynie, która już lata temu przestała produkować cokolwiek poza zbędnym papierem.

Klara wymieniła ze starszą koleżanką z pokoju rutynowy zestaw plotek – szybki raport z tego, kto ostatnio był na dywaniku i dlaczego „góra” znów tnie koszty. To był jedyny ludzki element tego systemu. Teraz należało produktywnie rozpocząć poniedziałkową zmianę.

Z niechęcią podniosła ciężki, wypchany po brzegi segregator z napisem „Wypis i Wyrys”. Podeszła do szafy, której design – toporny i nieforemny – był pomnikiem estetycznej porażki wczesnych lat dwutysięcznych. Pod jej obcasami skrzypiał stary, powycierany tarkett, którego szaro-niebieski, nakrapiany wzór miał skutecznie maskować brud wnoszony przez petentów od dekady. Gdy z głośnym trzaśnięciem upchnęła dokumenty na półkę, drzwi pokoju otworzyły się niepewnie.

Klara nie odwróciła się od razu. Poprawiła ciasno upięty koczek, odczekała sekundę, by przywołać na twarz wyraz uprzejmej obojętności, i dopiero wtedy spojrzała w stronę pierwszego petenta, który tego dnia pojawił się w progu.

Nie miała pamięci do twarzy, z wyjątkiem tych, które zwróciły jej uwagę w jakiś szczególny sposób. Tę konkretną oglądała minionej soboty dziesiątki razy, studiując ją z każdej możliwej perspektywy.

Rozpoznała go bez trudu.

Wszystkie spojrzenia automatycznie zwróciły się w stronę postawnego bruneta, który – wyraźnie speszony – szukał punktu zaczepienia u którejś z pięciu kobiet znajdujących się w pomieszczeniu.

Wtedy ją dostrzegł.

— Dzień dobry paniom, ja po odbiór wypisu z rejestru gruntów dla działki czterdzieści dziewięć przez sto pięćdziesiąt dwa — mówił pewnym głosem, lustrując jej zaczerwienione policzki, które zauważalnie drgały pod wpływem zaciśniętych szczęk.

Klara powoli przełknęła ślinę, z powrotem sięgając po sfatygowany, czarny segregator. Utkwiła wzrok w pękatym woluminie akt, próbując wgryźć się w numery i paragrafy, ale to nie zdołało zagłuszyć burzliwych wspomnień sobotniej nocy. Elegancki mężczyzna zrobił kilka kroków w jej stronę, szukając wzrokiem plakietki z imieniem i nazwiskiem. Klara nie miała jej przy sobie. Identyfikator, ten symbol urzędowej uległości, gnił gdzieś na dnie szuflady pośród zaschniętych zakreślaczy, wychodząc na światło dzienne tylko przy okazji ważnych spotkań z kierownictwem. Praca w tym miejscu bynajmniej nie była dla niej powodem do dumy. Wprost przeciwnie. Ludzie pracujący w urzędach dzielili się jej zdaniem na dwie grupy – tych, którzy pracowali tam od zarania dziejów, bo nie mieli odwagi na zmianę, oraz desperatów, którzy nie mogli znaleźć zatrudnienia w żadnym innym szanującym się miejscu. Ona sama była gdzieś pośrodku, lawirując pomiędzy wysokimi aspiracjami a potrzebą bezpieczeństwa i stabilizacji.

— Pana godność? — zapytała, siląc się na neutralny ton, i zaczęła nerwowo wertować koszulki z zaświadczeniami.

— Karski. — Nie zawahał się ani chwili. — Oskar Karski.

Klara podniosła głowę, dostrzegając jego pełne pretensji, aroganckie spojrzenie. Zabrzmiało to jak reprymenda. Jakby powinna zapamiętać przynajmniej to jedno imię, które tamtej nocy wypowiedziała co najmniej kilka razy.

Kiedy znalazła pasujący dokument, obrzuciła go wzrokiem pełnym biurokratycznej rezerwy.

— Czy mogę prosić o dokument tożsamości?

Mężczyzna posłusznie wykonał polecenie, choć z jego rysów biło wyraźne oburzenie, którego nawet nie starał się maskować.

Kiedy ich palce na moment zetknęły się nad blatem biurka, Klara poczuła ten sam elektryzujący dreszcz, który w sobotni wieczór pchnął ją w jego ramiona. Szybko odsunęła rękę, chowając ją pod blatem, by nie dostrzegł drżenia. Odnotowała dane w rejestrze, mając nieodparte i niepokojące przeczucie, że działka 49/152 to zaledwie początek długiego i bolesnego procesu, w którym przyjdzie im się mierzyć znacznie częściej, niż oboje by sobie tego życzyli. Oskar Karski nie wyglądał na kogoś, kto łatwo odpuszcza – ani w biznesie, ani w kwestii niewyrównanych rachunków z weekendu.

Wybiła dopiero ósma, a ona już miała serdecznie dość swoich petentów. Chociaż Wydział Komunikacji Społecznej, odpowiedzialny za budowanie pozytywnego PR-u urzędu, w każdym okólniku nakazywał używanie uprzejmego zwrotu „klient”, Klara uśmiechała się do tej myśli z jadowitą ironią. Dla niej klient mógł być w sklepie z obuwiem lub w burdelu, a to miejsce nie było ani jednym, ani drugim. Tutaj panowały inne zasady, a ona właśnie zamierzała udowodnić Karskiemu, że w jej królestwie zakurzonego tarkettu to ona dyktuje warunki.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • TseCylia 5 godz. temu
    Bardzo wciągający tekst. Świetnie podany. Czekam na kolejną część.
  • Dalia 5 godz. temu
    Bardzo mi miło, dziękuję i do kolejnej części :)
  • il cuore 4 godz. temu
    Łee... już myślałem, że cię capnę na tym tarkettcie, bo kojarzyłem jako nazwę producenta a nie jego produktów🤭ale oni są takimi spryciarzami, że używają logo firmy w nazwach asortymentu.
    Chyba masz doświadczenie w tzw. pracy biurowej...
  • Dalia 4 godz. temu
    Stety i niestety - i w fizycznej i w biurowej. W urzędzie i poza urzędem też ;>
  • Tjeri 3 godz. temu
    Poza nieco przekombinowanym pierwszym zdaniem i maleńką niezręcznością z imieniem, porządny tekst. Rzadko bywam, ale mam nadzieję, że trafię na kolejne części.

    A! Jeszcze się wytłumaczę — pierwsze zdanie po prostu zgrzytnęło mi wizualizacyjnie. Uderzenie w skronie, a zimne ostrze wbijane w potylicę. Wiem oczywiście w czym rzecz, ale przy czytaniu stanęło mi hakiem, a pierwsze zdanie powinno być nieskazitelne. Drobnostka, kwestia przestawienia czy dobrania inaczej słów.
    Z imieniem w sumie podobnie. Pada "Nie zapytała o imię, a w następnym zdaniu już to imię zna. Niby jest to wytłumaczone, że chwilę temu był dla niej "bezimienny", ale brak przestrzeni między tymi informacjami razi.

    Tyle ode mnie. Mam nadzieję, że wstawisz następny, zanim znowu na jakiś czas wyparuję.
  • Dalia 3 godz. temu
    Dziękuję za lekturę i czas poświęcony na analizę. Masz rację, zastanowię się jeszcze nad tym pierwszym zdaniem.

    Co do wątku z „bezimiennym” – też miałam dylemat, czy nie opisać dokładniej momentu, w którym bohaterka poznała jego imię. Uznałam jednak, że nie chcę przeciągać tej części. Pierwsza scena miała być zwięzła, by tym mocniej kontrastować z drugą.
    Postaram się wyrobić szybko z kolejnym rozdziałem, choć nie mam zapisanej nawet linijki, wszystko jest w głowie :)
  • Tjeri 2 godz. temu
    Dalia
    Ja myślę, że dokładny opis niekoniecznie jest potrzebny, wystarczyłoby jakoś te informacje rozdzielić. Jedno dwa zdania oddalenia.
    A co dalszych części, to jak już jest w głowie, to największa robota zrobiona. Wylanie przemyślanej historii robi się prawie samo :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania