Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Odwrócona perspektywa - 2. Wspomnienie rodzinnego domu

Ostatnia godzina pracy w urzędzie zwykle ciągnęła się jak decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach bez znaków interpunkcyjnych. Klara odliczała minuty, podczas gdy wskazówki zegara nad drzwiami zdawały się walczyć z grawitacją. Chciała tylko wrócić do domu. Zmyć z siebie zapach biurowego kurzu i odwrócić myśli od Oskara – człowieka, który miał być jej doraźnym remedium na pierwsze oznaki zawodowego wypalenia.

Wtedy drzwi jej pokoju jęknęły pod naciskiem czyjejś dłoni, kończąc złudną chwilę spokoju. Do środka wpadła sekretarka naczelnika wydziału geodezji i katastru, wnosząc ze sobą powiew paniki i aromat parzonej w pośpiechu melisy.

— Klara, ratuj! Na korytarzu jest jakiś starszy pan. Robi szefowi awanturę, bo w zaświadczeniu, które wydałaś jest błąd. Grozi, że złoży u prezydenta skargę na niekompetencję leniwych urzędników.

— Och, kurwa — Klara westchnęła, czując narastające pulsowanie w skroniach. Nie pozostało jej nic innego, jak przywołać na twarz wyraz nieszczerej skruchy i pokornie kajać się przed marudnym starcem, dla którego jedna literówka była zbrodnią przeciwko narodowi.

Na zewnątrz zastała starszego mężczyznę w nienagannie wyprasowanej, choć znoszonej marynarce. Trzymał dokument z taką namaszczoną zaciętością, jakby stanowił on kluczowy dowód oskarżenia w procesie o jej zawodowe być albo nie być.

— To jest skandal! — zagrzmiał, gdy tylko pojawiła się w zasięgu jego potępieńczego wzroku. — Produkują teraz tych magistrów masowo, taśmowo, a podstawowej wiedzy brak! Literówka w nazwisku właściciela sąsiedniej działki? Za moich czasów taki urzędnik sam przepisałby to sto razy dla nauki pokory! Jak można podpisać dokument bez uważnego przeczytania?! Byle szybciej, byle do domu!

Klara spokojnie wzięła od niego papier. Faktycznie, jedna litera w nazwisku była przekręcona.

— Przepraszam za niedopatrzenie. Zaraz to skoryguję — powiedziała cicho, nie chcąc zaogniać sytuacji, po czym z powrotem udała się do biura na końcu korytarza.

Gdy wróciła, mężczyzna był już spokojny. Przygasł, jakby uszło z niego całe powietrze. Poprawił okulary na nosie i przyjrzał się jej uważniej, skupiając wzrok na jej twarzy.

— Czarnecka... — przeczytał nazwisko na poprawionym dokumencie, który mu wręczyła. Jego głos stracił szorstkość, ustępując miejsca gorzkiej refleksji. — Przepraszam panią, niepotrzebnie się uniosłem. To nie pani wina, że system kuleje. Ale to nazwisko... Pracowałem kiedyś z jednym Czarneckim. W wydziale gospodarki nieruchomościami, lata temu. Rodzina?

— To popularne nazwisko — odparła, wykonując krótki, przeczący ruch głową. Wszystko stało się jasne – miała do czynienia z byłym urzędnikiem starej daty, który najwyraźniej był przekonany, że po jego odejściu na emeryturę etyka pracy w tym urzędzie legła w gruzach.

— Przebiegły gracz — kontynuował, kręcąc głową z niedowierzaniem, a Klara cierpliwie słuchała, nie przerywając. — Oficjalnie był naczelnikiem. Ja? Ja byłem tylko od noszenia teczek, ale proszę mi wierzyć, dziecko: teczki czasem ważą więcej niż sumienie.

Przerwał na chwilę, by wycelować w nią palcem, którym wcześniej wygrażał jej szefowi.

— On nie wypełniał wniosków. On rysował mapę, po której inni biegali jak tresowane szczury. Wiedział, który gmach pójdzie pod młotek, jeszcze zanim prezydent zdążył o tym pomyśleć przy porannej kawie. Ustawianie przetargów? To brzmi tak... pospolicie. On po prostu sprawiał, że właściwi ludzie zawsze mieli najkrótszą drogę do celu. Nigdy nie znaleźli na niego kwitów. Był zbyt czysty, by mógł być niewinny. Ale co ja tam wiem... jestem tylko starym urzędnikiem, który za dużo pamięta.

Staruszek machnął ręką, ściskając teczkę pod pachą. Klara milczała. Każde słowo mężczyzny uderzało w nią jak ostry kamień, ponieważ doskonale wiedziała, o kim była ta opowieść.

— Do widzenia pani.

Mężczyzna wyszedł, zostawiając po sobie zapach taniej wody kolońskiej marki „Brutal” i ciężką, niezręczną ciszę. Klara wróciła do biurka, ale literki na monitorze nie mogły ułożyć się w logiczną całość. Słowa starca były jak kropla kwasu rzucona na rodzinne fotografie – powoli, lecz nieubłaganie przeżerały wyidealizowany obraz jej ojca. Jeśli ten pokręcony staruszek mówił prawdę, stawiało to w nowym świetle mroczną historię, która zatruła fundamenty jej dzieciństwa, kładąc długi i lepki cień na każde wspomnienie o rodzinnym domu.

 

Ten sen zawsze miał ten sam zapach: kul na mole i krochmalonej pościeli. Pięcioletnia Klara siedziała w szafie, bawiąc się metalowym guzikiem czyjegoś płaszcza. To nie była kryjówka przed niebezpieczeństwem, a niewinna dziecięca zabawa w znikanie, tuż przed wieczorną kąpielą, na którą wcale nie miała wtedy ochoty.

Przez wąską szczelinę widziała tylko wycinek świata, ograniczony jak kadr w starym wizjerze; wszystkie odgłosy były jednak wyraźne i znajome.

Najpierw usłyszała dźwięk wysuwanej szuflady, takiej, w której tata trzymał sterty swoich ciężkich akt. Pracy nigdy nie było dość - nawet po kilkunastu godzinach spędzonych w urzędzie on zawsze wynajdował sobie jakieś zajęcie w zaciszu domowego gabinetu. Potem dobiegł ją drugi dźwięk - mocniejszy, cięższy. To był odgłos grubego segregatora, który upadł płasko na dywan. I nastała cisza. Głucha i przenikliwa. Tak głęboka, że Klara mogła wyraźnie usłyszeć bicie własnego serca.

Nagle przez szczelinę przeleciał strzęp papieru. Wirował w powietrzu jak białe pióro, aż wylądował na podłodze tuż przed szafą. Klara widziała na nim jedynie ciąg cyfr i staranny, techniczny rysunek, który powoli nasiąkał czymś ciemnym. Wtedy myślała, że to tylko rozlana herbata, którą ojciec pił co wieczór.

Z przedpokoju dobiegł dźwięk cicho zamykanych drzwi i uprzejme „dobranoc”, wypowiedziane przez kogoś, kto brzmiał jak gość wychodzący po udanej kolacji.

Dopiero gdy szafę wypełnił chłód, Klara poczuła, że zabawa w znikanie przestała być zabawna.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Tjeri godzinę temu
    Idealnie trafiłam z wizytą na portalu :).
    Bardzo podoba mi się ta część. Cieszę się, że inwestujesz w bohaterkę — już w tej chwili, jej rys wydaje się ciekawszy, a czuję, że będzie lepiej.
    Jedyne co mi haczy — to w zdaniu: "Na zewnątrz zastała starszego mężczyznę w nienagannie wyprasowanej, choć znoszonej marynarce." — prasowanie się rzuca w oczy... Bo można tak prędzej o koszuli pomyśleć. O marynarce, nie wiem, coś w stylu że "porządna lecz znoszona" albo zupełnie z innej Mańki, ale raczej prasowanie nie przychodzi do głowy.
    Znów mam nadzieję, na szybką kontynuację, ta część niewątpliwie zaostrza ciekawość. :)
  • Grafomanka godzinę temu
    może ''w nienagannie skrojonej, choć znoszonej marynarce''?

    sorry, że się wcinam, ale jakoś tak samo wyszło...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania